sobota, 31 sierpnia 2013

FITpostanowienia...

        No i się sprawa rypnęła.

       Jakies półtora miesiąca temu, a dokładnie o tu, publicznie obiecywałam wyciskać z siebie siódme poty, by wrócić i do wagi, i do równowagi. Skończyło się na trzech godzinach jogi. A potem zawsze była jakaś wymówka. Przecież wiecie same, jak trudno mamie niemowlęcia wyrwać się samej z domu ;-) Efekt jest taki, że najpierw schudłam kilogram, a potem przybrałam półtora. Sukces jak cholera. Tylko się pochlastać.
     Na szczęście pierwszy września to data podwójnie motywująca - zawsze będzie mi się kojarzyć z początkiem czegoś nowego. Zwłaszcza, że poprzednią moją przygodę z fitnessem (bardzo zresztą udaną) rozpoczynałam właśnie we wrześniu. Od jutra nie ma wymówek, pracuję nad sobą każdego dnia! A żeby się uwiarygodnić, zaczęłam ćwiczyć już dziś. A co! 

      Żeby nie zaśmiecać głównego bloga postami przepełnionymi narzekaniem, jak bardzo mi się nie chce, tudzież obwieszczeniami, że schudłam 50 dag w miesiąc, pojawiła się na górze nowa podstrona. Jeśli kogokolwiek będzie interesować, jak mi idzie - zapraszam. Ale zapewniam, że spektakularnych efektów nie będzie. To z pewnością nie zapowiada się na "jak schudłam 30 kg w 2 miesiące". Mam jednak nadzieję, że wraz z moim powrotem do pracy wiosną 2014 będę mogła spokojnie wcisnąć się w moje przedciążowe ubrania. Na razie jednak spodnie wchodzą mi do połowy uda ;-)

       No nic. Mówię sobie, że dam radę. W poniedziałek zaczynam dzień od podreptania na fitness dla mam z małymi dziećmi. Ciekawa jestem ich bardzo. Oczywiście Gaba będzie tam razem ze mną, w wózku lub na macie. Mam nadzieję, że nowe miejsce jej się spodoba i spokojnie da mi poćwiczyć. 
Czy któraś z Was brała udział w takich zajęciach? Podobały się Wam? Przyniosły efekty? Swoimi doświadczeniami podzielę się, mam nadzieję, już wkrótce. Oby tylko było czym się pochwalić...

czwartek, 29 sierpnia 2013

Alergolog po raz pierwszy.

     Pierwsza wizyta u alergologa za nami. Pani dr na początku sprawiała wrażenie kobiety surowej, wręcz nieprzyjemnej, na szczęście Gaba szybko ją spacyfikowała. Kobieta jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki zmieniła ton i zrobiła się supersympatyczna. 
      Ogólnie jest dobrze. Ponieważ zmiany skórne zniknęły po smarowaniu Atoperalem (alergolog pochwaliła wybór kremu), a kupki ustabilizowały się przy karmieniu BP, dostałyśmy przede wszystkim zaświadczenie dla pediatry upoważniające do wypisywania zniżkowej recepty na BP oraz zalecenia co do rozszerzania diety. Jeśli chodzi o to drugie, to mamy kierować się standardowym kalendarzem rozszerzania diety w pierwszym roku, omijając szerokim łukiem potrawy ze słoiczków, wołowinę, jaja oraz ryby. Kolejna wizyta za 5 miesięcy, a po niej prawdopodobnie będziemy próbować przejścia na "normalne" mm.

       Muszę przyznać, że wizyta w przychodni przebiegła bardzo sprawnie, natomiast podróż w obie strony to już zupełnie inna para kaloszy. Ponieważ awaria samochodu nie pozwoliła nam skorzystać z tegoż środka lokomocji, zwerbowałam do pomocy mamę i pojechałyśmy komunikacją miejską. Niestety przychodnia umiejscowiona w największym szpitalu pediatrycznym w mieście, znajduje się na niemal drugim jego końcu, więc zmuszone byłyśmy do dwukrotnego przesiadania się. Szybko więc zapadła decyzja o pozostawieniu w domu wózka (przypominam - 17 kg!!!! ;-) na rzecz nosidełka. Pomysł idealny na taką eskapadę. Gaba czuła się jak ryba w wodzie. Z zainteresowaniem oglądała świat z zupełnie nowej perspektywy, by po kilkunastu minutach po prostu słodko zasnąć. Obudziła się dopiero w przychodni. W drodze powrotnej powtórka z rozrywki. Mała przespała calutką podróż, mimo, że tym razem trwała ona 2 godziny (sic!), przez opóźniony autobus i awarię tramwaju. Po powrocie do domu obudziła się w wyśmienitym humorze, cieszyła się szalenie, że mogła się uwolnić od nosidła, nawet nie zapłakała. Szczerze podziwiam to nasze dziecko. Jest niesamowita. 

PS. Wczorajsze szczepienie przebiegło dość pomyślnie, wprawdzie nie bez płaczu, ale za to ominęła nas gorączka i inne poszczepienne przeboje. Za miesiąc ostatnia dawka WZW typu B, a potem (nareszcie!) dłuższa przerwa!

wtorek, 27 sierpnia 2013

Rozstrojona.

     Rozstroiła nam się córa. Chyba ten wyjazdowy tydzień tak dał się we znaki jej organizmowi, bo całkowicie zaburzył jej rytm dnia - budzi się jak zwykle ok. 7, ale nie przysypia po jedzeniu tak jak do tej pory. Ucina sobie jedną drzemkę koło południa i właściwie na tym koniec. I może nie byłoby to tak uciążliwe, gdyby nie przedwieczorny tryb marudzenia. Bo dziecko senne, a zasnąć nie może. Gdy po wielu trudach, udaje jej się zapaść w sen ok. 18-19, po kilkunastu minutach budzi się z płaczem. Histerycznym niemal. I nie pomaga huśtanie, bujanie, noszenie na rękach, ani głupie miny, ani nawet śpiewanie ulubionej piosenki. Pomaga jedynie butla z mlekiem. W trybie natychmiastowym. Na szczęście po kąpieli zasypia niemal od razu i śpi do samego rana. 
        Szczerze mówiąc nie wiem, o co chodzi z tym płaczem. Do tej pory właściwie nie było sytuacji, by Gaba budziła się z taką histerią. Podejrzewam dwie przyczyny - albo dają znać o sobie pierwsze zęby, albo szykuje nam się kolejny skok rozwojowy. Czytałam gdzieś niedawno (już nie pamiętam, gdzie), że przy skoku r. na przełomie 5 i 6 miesiąca mogą pojawić się u dziecka właśnie takie lęki we śnie, jakby miało koszmary. Być może o to właśnie chodzi. 

        Jutro czeka nas kolejne szczepienie. Trzymajcie kciuki - przede wszystkim za Gabę, ale troszke też za mnie, żebym nie oszalała w poczekalni. Jak ja tego nie lubię...

poniedziałek, 26 sierpnia 2013

Polecam: krem Atoperal Baby

       Dzisiaj chciałam się z Wami podzielić moim małym odkryciem kosmetyczno-leczniczym. Krem wybrany trochę przypadkowo, przed wyjazdem na wakacje, z braku recepty na maść witaminową, którą pediatra przepisuje Gabie na alergiczne zmiany skórne. 

       Teraz myślę sobie, jakie to szczęście, że zabrakło nam tej recepty ;-) Zorientowaliśmy się dzień przed wyjazdem, że sucha skóra bez żadnego smarowidła nie przetrwa, w dodatku jak na złość pojawiły się krostki i łuszcząca się skóra na brzuszku. W aptece wypatrzyliśmy Atoperal Baby, za tubkę 50 ml zapłaciliśmy ok. 20 zł.
Zdjęcie pochodzi ze strony http://www.adamed.com.pl

     Podeszłam do tego zakupu z rezerwą, ale zupełnie niepotrzebnie. Efekt okazał się zadziwiający - po trzech dniach smarowania dwa razy dziennie zmiany na buzi zaczęły znikać. Minęło półtora tygodnia, a po czerwony suchych placach nie ma śladu. Obecnie "doleczamy" skórę na łokciach i brzuszku, ale to kwestia kilku dni. Policzki Gaby są gładziutkie jak nigdy dotąd (serio!), nie ma też już na nich śladów po zadrapaniach. Najwidoczniej buźka przestała swędzieć. Ufff.... 
       Teraz tylko śmieję się, że alergolog na czwartkowej wizycie nie uwierzy nam w jakąkolwiek alergię ;-) A krem polecam szczerze ( i nie, to nie jest wpis sponsorowany!). Dodam jeszcze, że zapach ma delikatny i bardzo przyjemny i tak jak Gaba nie lubi być smarowana żadnymi specyfikami, tak tutaj poddawała się zabiegom bez najmniejszego sprzeciwu. Z ogólnego efektu jestem na tyle zadowolona, że na pewno wypróbuję inne kosmetyki tej serii. Choć mam cichą nadzieję, że nie będzie to potrzebne...

sobota, 24 sierpnia 2013

Podlaskie wojaże.

     Szczerze? Bałam się trochę tej pierwszej podróży w trzyosobowym składzie. Nawet nie tyle samego pobytu, co tych pięciu godzin w samochodzie, które z resztą przerodziły się w godzin siedem. Bałam się upału, odparzeń, nagrzanego auta i tym podobnych rzeczy, które mogą skutecznie uprzykrzyć podróż. Na szczęście jakoś przez tę drogę przebrnęliśmy (z czterema postojami), a potem było już tylko lepiej.
      Gaba była zachwycona codziennymi wycieczkami, więc my tym bardziej ;-) Całe dnie spędzaliśmy poza naszą bazą wypadową, czasem robiliśmy ponad 200 km autem dziennie. Pogoda była idealna, więc mogliśmy też przemierzać pieszo obrane szlaki, tym bardziej, że wózek w terenie sprawdzał się świetnie, a naszej córci do szczęścia potrzebne były jedynie: zapas kilku czystych pampersów, chusteczki nawilżane, buteleczki, mleko i termos z przegotowaną wodą. Czasem przydawały się też ubranka na zmianę. Z takim ekwipunkiem mogliśmy spokojnie cieszyć się tym, czym przywitało nas Podlasie. 







    Największą radość wzbudziła w małej podróżniczce wycieczka do Białowieży i wizyta w Rezerwacie Żubrów. Ale jeśli myślicie, że Gabie tak bardzo podobały się zwierzątka, to mylicie się bardzo. Największy entuzjazm wzbudzały bowiem...drzewa. Poruszające się gałązki wywoływały stany euforyczne objawiające się radosnymi piskami i głośnym gaworzeniem. Nawet widok żubrów nie był w stanie przebić uwielbienia dla Białowieskiej Puszczy. 

      Muszę przyznać, że ten czas był nam bardzo potrzebny. Niestety rzadko mamy okazję spędzać całe dnie tylko we trójkę, a tutaj mogliśmy całkowicie poświęcić się celebrowaniu czasu wolnego. Bez komputerów, TV, problemów dnia codziennego życie stało się trochę łatwiejsze i radośniejsze. A my jesteśmy teraz jeszcze bliżsi sobie. I z pewnością zamierzamy jeszcze na Podlasie wrócić. 

piątek, 23 sierpnia 2013

Powrót do rzeczywistości.

     Oto jesteśmy. Po tygodniu wakacji na Podlasiu, w okolicy tak różnej od naszych codziennych miejsc, jesteśmy z powrotem w domu. I już tęsknimy! Prawdą jest bowiem stwierdzenie, że wschodnia ściana naszego kraju to trochę inny świat. A jest to świat niezwykle piękny. Wszystko dzieje się tam jakby bez pośpiechu, nieco leniwie, w optymalnym tempie. A kilometry dróg bez cywilizacji, dziesiątki bocianów, czaple nad rzeką 50 m od naszego tarasu, błoga cisza i serdeczni ludzie dodatkowo umiliły nam pobyt na "końcu świata".
     Teraz próbujemy ogarnąć rzeczywistość. A dłuższa relacja z naszego wyjazdu już układa się w mojej głowie ;-) 

czwartek, 15 sierpnia 2013

Jedziemy!

          Nadeszła pora, abyśmy i my odpoczęli trochę od codzienności i nieco zmienili powietrze. Wybywamy w górę mapy. Trochę na północ i trochę na wschód. W tereny mniej znane, niż okolice Bałtyku czy Mazur. Będziemy raczyć się pięknem natury i błogością pozamiejskiej ciszy.

Przed nami prawie pięć godzin jazdy samochodem. To pierwsza tak długa podróż z Gabą. Mam nadzieję, że przebiegnie bezproblemowo, a my szybko i szczęśliwie dotrzemy na miejsce. Obawy oczywiście są, bo nie jesteśmy w stanie przewidzieć, jak nasza córcia zareaguje na zmianę otoczenia (ostatnio nie było to przez nią mile widziane). Dodatkowy stres jest przy pakowaniu (rany,ile tego bagażu!!!), cały czas mam wrażenie, że zapomniałam o czymś ważnym... 
     
        Z pewnością ten wyjazd będzie dla naszej trójki chrztem bojowym i pewnym sprawdzianem. Oby wypadł pozytywnie, bo w październiku planujemy nieco dalszy wypad , tym razem już na południe Europy i to drogą powietrzną...
       
         Trzymajcie za nas kciuki! Po powrocie obiecuję relację wraz z recenzją wózka. Zobaczymy, czy bryka sprawdzi się w bojowych warunkach!



środa, 14 sierpnia 2013

Pojazd zaparkował!

    Pamiętacie, jak jakiś czas temu, a dokładnie w tym poście zastanawiałam się nad wyborem wózka spracerowego? Po waszych komentarzach okazało się, że cała moja filozofia wyboru wózka legła w gruzach, więc wstrzymaliśmy się z zakupem. Dziś  mogę stwierdzić, że wyszło nam to jedynie na dobre.

     Okazało się bowiem kilka dni temu, że ów wózek dostaniemy. Używany, bo używany, ale stan niemal idealny, kolor wiśniowy, a wózek 3 w 1 z wszystkimi jego elementami załączonymi w pakiecie przez producenta. Na razie tylko nie dojechała gondola, ale właściwie... po co nam ona? ;-) Są za to 4 dmuchane koła, skrętna tylna oś, rozkładane do leżenia oparcie i duży usztywniany kosz na zakupy. Jest leciutki jak piórko fotelik samochodowy (co za miła odmiana po koszmarnie ciężkim Easy Sleep), folia przeciwdeszczowa, moskitiera, ocieplacz na nóżki, komplet polarkowej wyściółki do wózka. Wszystko razem wygląda rewelacyjnie. I nawet wydawałoby się, że jest idealny, gdyby nie jeden mały.. no dobra wcale nie taki mały szczegół. Wózek waży 17 kg - jakieś 5 kg więcej od głębokiego, z którego do tej pory korzystaliśmy.
     A wygląda dokładnie tak (fotka znaleziona w necie, bo nasz jest obecnie został rozebrany do prania i cała tapicerka schnie):

     O dziwo, to polska produkcja - Mikrus Alu Sprint. Przyznam, że nigdy wcześniej o nim nie słyszałam. A szkoda, bo jest naprawdę solidny i duży, a kosztuje niewele w porównaniu z wózkami znanym zagranicznych firm. Mam nadzieję, że Gaba będzie zadowolona. Wczoraj parzyła jak zaczarowana na nowy pojazd. Jutro pierwsza próba w terenie!


poniedziałek, 12 sierpnia 2013

Niemoc twórcza.

      Nagłe ochłodzenie i zbliżający się wielkimi krokami koniec lata zasiały w mojej głowie jakąś dziwną pustkę. Jestem niedospana, leniwa, rozmemłana. W wolnych chwilach zajmuję się szukaniem niedrogiej lustrzanki i nadrabianiem wcześniejszych sezonów "Czasu honoru", bo widziałam tylko piąty. Aż mi wstyd ;-)

      Ostatnio poczułam się naprawdę zmęczona karmieniem piersią i dietą, którą muszę obowiązkowo stosować przy alergii Gaby. Brak nabiału powoli daje mi się we znaki, siadło i trawienie, i ogólne samopoczucie. Naprawdę są chwile, gdy poważnie myślę o całkowitym przejściu na mm. A w tej chwili pokarmu wystarcza mi na mniej więcej 3 karmienia w ciągu doby, przy czym Gaba nie zawsze się najada za tym trzecim razem. Może to naprawdę czas na zmiany?

     I niemal jak zbawienia oczekuję piątku. Pakujemy się do auta i jedziemy na wywczas, tym razem w okolice Białegostoku. Nareszcie będzie można zmienić powietrze, odetchnąć, pobyć razem i nie martwić się na zapas...

piątek, 9 sierpnia 2013

Brzuszkowe harce!

    Całkiem niedawno, bo w podsumowaniu czwartego miesiąca życia Gabrysi, pisałam o jej "niedokończonych" przewrotach na brzuszek. Duża i dość ciężka głowa pełniła rolę hamulca i trochę przeszkadzała w pełnym osiągięciu nowej umiejętności. 
Są jednak takie dni, gdy nagle coś się zmienia. W najmniej oczekiwanej chwili. Tak było i tym razem.           Gabrysia leżała na macie i bawiła się w najlepsze, ja z laptopem na kolanach sprawdzałam, co u Was słychać. Co chwilę odrywałam wzrok od ekranu i zerkałam na mą latorośl. Nagle patrzę, a córa leży na brzuszku. Przetarłam oczy z niedowierzania. Po chwili wróciła na plecy i powtórzyła przewrót. 

       A następnego dnia rozpoczęła ćwiczenia już od rana. Przewracanie się z pleców na brzuszek stało się jej nowym hobby. Jakby tego było mało, próbuje pełzać i potrafi już przemieścić się w ten sposób poza matę. A trwa to wszystko dosłownie chwilę.

Hmm..chyba nikt nie patrzy. Może zrobić kolejny obrót?


Ufff... Ale ta głowa ciężka...


O! Udało się! Teraz tylko utrzymać równowagę i.....


... nareszcie popatrzeć na świat z normalnej perspektywy!


Tylko skarpetka zapodziała się na polu walki ;-)


      Teraz dopiero się zacznie, prawda? Cieszę się i przerażona jestem za razem. Zauważyłam natomiast, że te dwa dni intensywnych ćwiczeń dały Gabi baardzo wiele. W pionie trzyma głowę już bardzo sztywno. I kolejny powód do radości spadł nam jak z nieba ;-)