No i się sprawa rypnęła.
Jakies półtora miesiąca temu, a dokładnie o tu, publicznie obiecywałam wyciskać z siebie siódme poty, by wrócić i do wagi, i do równowagi. Skończyło się na trzech godzinach jogi. A potem zawsze była jakaś wymówka. Przecież wiecie same, jak trudno mamie niemowlęcia wyrwać się samej z domu ;-) Efekt jest taki, że najpierw schudłam kilogram, a potem przybrałam półtora. Sukces jak cholera. Tylko się pochlastać.
Na szczęście pierwszy września to data podwójnie motywująca - zawsze będzie mi się kojarzyć z początkiem czegoś nowego. Zwłaszcza, że poprzednią moją przygodę z fitnessem (bardzo zresztą udaną) rozpoczynałam właśnie we wrześniu. Od jutra nie ma wymówek, pracuję nad sobą każdego dnia! A żeby się uwiarygodnić, zaczęłam ćwiczyć już dziś. A co!
Żeby nie zaśmiecać głównego bloga postami przepełnionymi narzekaniem, jak bardzo mi się nie chce, tudzież obwieszczeniami, że schudłam 50 dag w miesiąc, pojawiła się na górze nowa podstrona. Jeśli kogokolwiek będzie interesować, jak mi idzie - zapraszam. Ale zapewniam, że spektakularnych efektów nie będzie. To z pewnością nie zapowiada się na "jak schudłam 30 kg w 2 miesiące". Mam jednak nadzieję, że wraz z moim powrotem do pracy wiosną 2014 będę mogła spokojnie wcisnąć się w moje przedciążowe ubrania. Na razie jednak spodnie wchodzą mi do połowy uda ;-)
No nic. Mówię sobie, że dam radę. W poniedziałek zaczynam dzień od podreptania na fitness dla mam z małymi dziećmi. Ciekawa jestem ich bardzo. Oczywiście Gaba będzie tam razem ze mną, w wózku lub na macie. Mam nadzieję, że nowe miejsce jej się spodoba i spokojnie da mi poćwiczyć.
Czy któraś z Was brała udział w takich zajęciach? Podobały się Wam? Przyniosły efekty? Swoimi doświadczeniami podzielę się, mam nadzieję, już wkrótce. Oby tylko było czym się pochwalić...


