Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szok. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szok. Pokaż wszystkie posty

piątek, 9 sierpnia 2013

Brzuszkowe harce!

    Całkiem niedawno, bo w podsumowaniu czwartego miesiąca życia Gabrysi, pisałam o jej "niedokończonych" przewrotach na brzuszek. Duża i dość ciężka głowa pełniła rolę hamulca i trochę przeszkadzała w pełnym osiągięciu nowej umiejętności. 
Są jednak takie dni, gdy nagle coś się zmienia. W najmniej oczekiwanej chwili. Tak było i tym razem.           Gabrysia leżała na macie i bawiła się w najlepsze, ja z laptopem na kolanach sprawdzałam, co u Was słychać. Co chwilę odrywałam wzrok od ekranu i zerkałam na mą latorośl. Nagle patrzę, a córa leży na brzuszku. Przetarłam oczy z niedowierzania. Po chwili wróciła na plecy i powtórzyła przewrót. 

       A następnego dnia rozpoczęła ćwiczenia już od rana. Przewracanie się z pleców na brzuszek stało się jej nowym hobby. Jakby tego było mało, próbuje pełzać i potrafi już przemieścić się w ten sposób poza matę. A trwa to wszystko dosłownie chwilę.

Hmm..chyba nikt nie patrzy. Może zrobić kolejny obrót?


Ufff... Ale ta głowa ciężka...


O! Udało się! Teraz tylko utrzymać równowagę i.....


... nareszcie popatrzeć na świat z normalnej perspektywy!


Tylko skarpetka zapodziała się na polu walki ;-)


      Teraz dopiero się zacznie, prawda? Cieszę się i przerażona jestem za razem. Zauważyłam natomiast, że te dwa dni intensywnych ćwiczeń dały Gabi baardzo wiele. W pionie trzyma głowę już bardzo sztywno. I kolejny powód do radości spadł nam jak z nieba ;-)


wtorek, 30 lipca 2013

Pojazdowy dylemat.

    Jakiś czas temu przeżyliśmy z mężem spory szok. Jeszcze Gaba nie skończyła dobrze 4 miesięcy, a już zaczyna wyrastać z gondoli. Od "całkowitego" wyrośniecia dzielą ją jakieś 2-3 cm, ale podejrzewam, że gdyby dobrze wyprostowała nogi, to dotknęłaby już górnego i dolnego brzegu gondolki. Zmierzyłam ją dziś - ok. 65 cm, czyli 10 cm więcej niż na starcie. Rośnie dziecko jak na drożdżach. 
W związku z powyższym rozpoczęliśmy gorączkowe poszukiwania wózka spacerowego. Mamy wprawdzie możliwość "zrobienia" spacerówki z posiadanego już wózka głębokiego, jednak jest on tak ciężki, że nie wyobrażam sobie z nim życia przez następne co najmniej kilkanaście miesięcy.
Przeglądając dziesiątki ofert i rozważając, którą wybrać, doszliśmy do wniosku, że kluczowymi cechami decydującymi o wyborze tego a nie innego wózka będą:

  • waga 
  • łatwość składania i rozkładania 
  • regulacja oparcia i możliwość rozłożenia do pozycji leżącej
  • łatwość prowadzenia
  • stabilna konstrukcja
      Niestety, szybko okazało się, że zdecydowana większość wózków, które nam się podobają, przekracza wagę 12-13 kg!! Są to przede wszystkim te egzemplarze posiadające dmuchane koła (4 koła = 4 kg więcej). Postawiliśmy więc na typowy wózek miejski i po krótkim rekonesansie wstępnie wybraliśmy model  Grillo 2.0 firmy BREVI


                           



Wydaje się być chyba najstabilniejszy ze wszystkim "lekkich" spacerówek, ale może to tylko nasze wrażenie? Z pewnością cechuje go niewielka waga (ok. 8 kg), a także małe gabaryty po złożeniu (można spokojnie nieść w jednej ręce). Co do wytrzymałości konstrukcji opinie internautów są podzielone, obawiam się jednak, że solidność wiąże się nierozerwalnie z większą wagą... 
    
     A może któraś z Was miała do czynienia z tym modelem albo jakimś innym wózkiem BREVI? Czym kierowałyście/kierujecie się przy wyborze spacerówki? Chętnie przyjmę wszelkie rady i wskazówki, aby nie popełnić takiego błędu jak przy zakupie fotelika samochodowego (piękny, solidny i meeega ciężki).



piątek, 26 lipca 2013

Nie zostawiaj dziecka w aucie! NIGDY!

      Wybrałyśmy się dziś z Gabą do mojej pracy, w celu złożenia podania o dodatkowy urlop macierzyński i urlop rodzicielski. Wszystko poszło szybko i sprawnie, po godzinie byłyśmy z powrotem w domu, z czego jazda autem trwała może kwadrans w obie strony. 

      W pracy zebrało się audytorium, chcące poznać nowe "firmowe" dziecię. Córci chyba się podobało, bo leżąc na kanapie robiła przedziwne akrobacje, uśmiechała się i wesoło rozmawiała. Zdarzył się nawet pisk radości :-)

      W samochodzie niestety nie było już tak fajnie. Nie mam klimatyzacji, więc na prawdziwy chłód nie było co liczyć, a minutowe oczekiwanie na zmianę światła dłużyło się w nieskończoność. Gdy wróciłyśmy, było przed 11, nie chcę wiedzieć zatem, jaka temperatura jest w moim samochodzie obecnie. Mimo, że zaparkowane jest w cieniu. 

     Zaraz po powrocie i włączeniu komputera zobaczyłam na FB link do pewnego filmu. Obejrzałam, choć przyznaję, przewijałam  i z trudem wytrzymałam do końca. Łzy popłynęły po policzkach... Jak to możliwe, że wciąż zdarzają się takie przypadki???


      Nigdy w życiu nie przyszłoby mi do głowy, aby zostawić dziecko w aucie. Nawet na 5 minut. Nawet zimą, kiedy przegrzanie teoretycznie nikomu nie grozi. Mało tego - unikam jeżdżenia z Gabą w upalne dni; gdy nie mam innego wyjścia, tak jak dzisiaj, wybieram godziny poranne lub wieczorne, gdy nie jest najbardziej gorąco. Po wyjęciu jej z samochodowego fotelika i przekroczeniu drzwi mieszkania pierwszą rzeczą, jaką robię, jest napojenie małej. A w czasie jazdy bacznie obserwuję (na ile jest to możliwe), czy wszystko z nią w porządku. 
Nie mogę pojąć, jak można w tak bezmyślny sposób dopuścić do tragedii.

Twórcy filmu z firmy Redcastle Productions w ramach kampanii społecznej One Decision, przypominają:
"wystarczy kwadrans w gorącym aucie, żeby dziecko doznało urazów mózgu lub nerek, które zagrażają życiu. Przy 40 stopniach Celsjusza organy wewnętrzne przestają działać. Przy 41,6 stopnia, dziecko umiera.*"

--------------
*cytat zaczerpnięty z: Gazeta Wyborcza.