Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bezsenność. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bezsenność. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 25 lutego 2014

Jak się wyspać przy niemowlaku.

Każdej kobiecie w ciąży, prędzej czy później radzą: "wyśpij się na zapas, bo potem nie będzie już na to czasu!". I trzeba przyznać, że coś w tym jest. Niektóre świeżo upieczone mamuśki narzekają na brak snu przede wszystkim w pierwszych tygodniach/miesiącach po porodzie. U mnie było zupełnie odwrotnie. Gaba potrafiła obudzić się w nocy jeden, może dwa razy, a po porannym karmieniu uciąć sobie drzemkę trwającą nawet do południa. I tak przez pierwsze 3-4 miesiące.


Źródło

Tak naprawdę przestałam wysypiać się dopiero w drugim półroczu życia mego dziecka - po prostu pory snu jakoś dziwnie nam się  teraz mijają... I fakt - dopóki trwa macierzyński, jakoś idzie sobie z tym poradzić. Jednak wkrótce pyknie roczek, niemowlę przestanie być niemowlęciem (przynajmniej z nazwy) i do pracy trza będzie wrócić, a w tej pracy umysł mieć świeży i zdolny do myślenia.

Założę się, że wśród osób czytających ten tekst jakieś 85% marzy o choć jednej, solidnie przespanej nocy. Pomarzcie sobie! Szybko Wam się to nie zdarzy! 
Można za to jakoś pokombinować, żeby ziewać trochę rzadziej i choć częściowo przypominać człowieka, a nie matkę-zombie. Dlatego stworzyłam dla Was krótki poradnik śpiocha-kombinatora. 

1. Kawa, kawa, kawa. Zrób sobie kroplówkę z kawy. Z pewnością poczujesz się jak nowonarodzona. I senność odejdzie bezpowrotnie - najprawdopodobniej wtedy, gdy wieczorem położysz głowę na poduszce.

2. Jeśli jednak kawa nie pomoże, a Ty potrzebujesz prawdziwego SNU - nie pierz, nie sprzątaj, nie gotuj - prześpij się. Skorzystaj z południowej drzemki dziecka. Jest pewna szansa, że potrwa trochę dłużej niż 15 minut. A na obiad zamów facetowi pizzę. Zobaczysz, jak się ucieszy.

3. Gdy już zobaczysz, że maluch się obudził, a Ty nadal leżysz w łóżku - udawaj, że śpisz. Może się nabierze. Może przestanie krzyczeć, budząc wszystkich sąsiadów. Może nie zapuka do drzwi opieka społeczna, wezwana przez zaniepokojonego przechodnia, słyszącego nawoływania Twej pociechy. Być może łóżeczko wytrzyma kopanie, próby wyrwania szczebli i odgryzienia ochraniaczy. Świat przecież nie może być aż tak okrutny.

4. W dzień wolny od pracy zrzuć na Twą drugą połówkę matczyne obowiązki. Niech też się trochę wykaże i zabierze powód niewyspania z domu. Najlepiej już o świcie, byś miała szansę przespać poranek. Jeśli mąż/narzeczony/facet/kolega będzie protestować, zaszantażuj go emocjonalnie, a najlepiej zagroź brakiem seksu z powodu skrajnego wycieńczenia. Musi zadziałać.

5. Sprzedaj dziecko. To znaczy - oddaj. To znaczy - chwilowo tylko, spokojnie. Niech je dziadkowie porozpieszczają, niech sobie przypomną, jak to jest, niech sprawdzą, czy te wszystkie ich złote rady naprawdę działają w praktyce! Jak myślisz - kto komu da bardziej popalić?

A jeśli wszystkie te rady zawiodą, to zagraj tak, jak robią to mężczyźni i po prostu idź do pracy. Wyłącz telefon, ułóż się w kąciku, na biurku, czy gdzie tam jeszcze chcesz, owiń się kocem i śpij. Może szef się nad Tobą zlituje. A jeśli nie... No cóż... Pozostaje Ci czekać, aż Twoja pociecha zacznie chodzić do szkoły. Wtedy z pewnością odechce malcowi porannego wstawania!

wtorek, 27 sierpnia 2013

Rozstrojona.

     Rozstroiła nam się córa. Chyba ten wyjazdowy tydzień tak dał się we znaki jej organizmowi, bo całkowicie zaburzył jej rytm dnia - budzi się jak zwykle ok. 7, ale nie przysypia po jedzeniu tak jak do tej pory. Ucina sobie jedną drzemkę koło południa i właściwie na tym koniec. I może nie byłoby to tak uciążliwe, gdyby nie przedwieczorny tryb marudzenia. Bo dziecko senne, a zasnąć nie może. Gdy po wielu trudach, udaje jej się zapaść w sen ok. 18-19, po kilkunastu minutach budzi się z płaczem. Histerycznym niemal. I nie pomaga huśtanie, bujanie, noszenie na rękach, ani głupie miny, ani nawet śpiewanie ulubionej piosenki. Pomaga jedynie butla z mlekiem. W trybie natychmiastowym. Na szczęście po kąpieli zasypia niemal od razu i śpi do samego rana. 
        Szczerze mówiąc nie wiem, o co chodzi z tym płaczem. Do tej pory właściwie nie było sytuacji, by Gaba budziła się z taką histerią. Podejrzewam dwie przyczyny - albo dają znać o sobie pierwsze zęby, albo szykuje nam się kolejny skok rozwojowy. Czytałam gdzieś niedawno (już nie pamiętam, gdzie), że przy skoku r. na przełomie 5 i 6 miesiąca mogą pojawić się u dziecka właśnie takie lęki we śnie, jakby miało koszmary. Być może o to właśnie chodzi. 

        Jutro czeka nas kolejne szczepienie. Trzymajcie kciuki - przede wszystkim za Gabę, ale troszke też za mnie, żebym nie oszalała w poczekalni. Jak ja tego nie lubię...

sobota, 3 sierpnia 2013

Matka nieidealna.

     Przyznaję bez bicia - jestem matką-panikarą. Czasem budzę się w nocy i nasłuchuję, czy Gaba oddycha, bywam u pediatry częściej, niż potrzeba, zawsze znajdę powód do zmartwień i niepokoju. Od dnia, w którym mała nagle dostała gorączki (miała wtedy 6 tygodni) i w ciągu godziny zaczęła lecieć przez ręce, a temperatura wzrosła do 39 C, termometr leży na stoliku przy łóżeczku. I używany jest bardzo często. Każdą kupkę dokładnie oglądam, sprawdzając, czy nie powróciły pasma śluzu i żyłki krwi. Staram się nie przeoczyć żadnego niepokojącego objawu. A przy okazji mam nieustanne poczucie, że nadal robię za mało...

    Co jeszcze? Czasem wydaje mi się, że jestem kiepską matką. Boję się, że nieświadomie robię mojej córci krzywdę, że może powinnam coś więcej/mniej/lepiej... Nie jestem z tych, co wiedzą lepiej... Każda "dobra rada" mnie frustruje, ale zawsze ją rozważam. 

    Angażuję się bardzo. A im dłużej z Gabą przebywam non stop, tym większa rośnie we mnie niepewność. Czy tak zawsze jest przy pierwszym dziecku? Nagłe poczucie odpowiedzialności tak bardzo zmienia świadomość, że czasami przytłacza. I tylko niemowlęcy uśmiech jest w stanie przywrócić cień optymizmu.

    Gaba ostatnio marudna. Bezsenna. Matka nieco bezsilna.

środa, 24 lipca 2013

Urodzinowo.

    Tym faktom nie da się zaprzeczyć - wczorajszy dzień przypomniał mi, że znów jestem o rok starsza. Uświadomił również, że do trzydziestki już mi wcale nie tak daleko. A dopiero, co kończyłam te kolejne "naście" lat... ;-)
    Wczoraj minął także rok od momentu, w którym powiedziałam "tak" mojemu teraz-już-mężowi. A na wspomnienie owej chwili zakręciła się łezka w oku.

     Przyjemny był ten wtorkowy dzień. Spełniłam się kulinarnie, czego efektem były papryki faszerowane mięsem mielonym z pieczarkami przepisu Darii Anny, a także muffinki cytrynowo-kokosowe (przepis można znaleźć na http://www.mojewypieki.com/ - wspaniałe źródło inspiracji dla miłośników pieczenia, polecam!! ). Do kolekcji moich kubków dołączyło zaś takie cudo:


     Jedynie Gaba  była lekko zniesmaczona - nie dość, że nie mogła spróbować smakołyków ze stołu, to jeszcze do tego poświęcałam jej mniej uwagi niż zwykle. Praktycznie cały dzień biegałam między kuchnią a pokojem, próbując jakoś wszystko ogarnąć. Malutka jakby wyczuwając, że coś się święci, za nic nie chciała zasnąć i trochę marudziła. W sen zapadła dopiero po dłuższym ukołysaniu w moich ramionach. Biedna potrzebowała wczoraj mojej bliskości aż do tego stopnia.. Dziś na pewno jej to wynagrodzę. Do samego wieczora ma mnie całą dla siebie.