Nareszcie jesteśmy u siebie. Nareszcie. Po tygodniu włóczęgi po obu gabrysiowych babciach z przyjemnością przekroczyłam próg naszego mieszkanka. Małego bo małego, ale za to własnego. Dobrze znajomego. Tutaj życie płynie naszym rytmem.
Nareszcie.
Zaskoczyły mnie dzisiejsze reakcje Gaby. Przez ostatnie dni była marudna, jeść chciała tylko i wyłącznie z butelki, a na widok piersi zbliżającej się do jej buzi natychmiastowo wybuchała płaczem i odpychała ją od siebie. W dzień prawie nie spała. Płakała za to trzy razy częściej i głośniej niż zwykle. Myślałam, że to upały i nadciągające ząbkowanie są odpowiedzialne za ten stan.
Jakże się myliłam.
Po powrocie do domu cycuś znów stał się smaczny i kochany. Po wieczornym posiłku zasypianie trwało może dwie minuty.. Nagle wszystko stało się proste, jak dawniej..
Nie podejrzewałam, że kilkumiesięczne dziecko tak silnie potrafi reagować na zmianę otoczenia, a jednocześnie tak szybko rozpoznaje Dom. Cieszy się położone we własnym łóżeczku - tym drewnianym, z ulubionym materacem i szczebelkami; żywiołowo reaguje widząc swoją karuzelę. To co, że zepsutą już od jakiegoś czasu - ważne, że znajomą i ciągle z tymi samymi zwierzakami na pałąku. Dziecko wie, że jest u siebie... i wie, że nareszcie może poczuć się swobodnie. Piękne to i zaskakujące.
Gaba śpi... Słodko, spokojnie. I ja pójdę w jej ślady, odetchnąć trochę po ostatnim tygodniu. Wymęczyły mnie te dni, przyznaję. Jednak nigdzie nie jest tak dobrze, jak w Domu...
Łoł, to teraz jestem w szoku. Jakże mądre są te małe stworzenia!!!
OdpowiedzUsuńO dużo mądrzejsze, niż podejrzewamy..
Usuńoj tak, stabilizacja dla maluszka jest bardzo ważna :)
OdpowiedzUsuńA tu jeszcze wakacje przed nami...
Usuńnasz Tymcio też miał taki maraton po dziadkach. tydzien u jednych, tydzien u drugich i nam sie totalnie rozregulował, łącznie z kupą. po tych wypadach siedzimy głównie w domku i jest rewelacyjnie. maluchy potrzebują rutyny. "home sweet hell" ;)
OdpowiedzUsuńO ciekawe z tą kupą, bo ja też zauważyłam kilka dni temu coś zielonego w pielusze... Hmmm...
UsuńU nas było tak samo , gdy wróciliśmy od babci z Bieszczad. Też Miłosz stał sie spokojniejszy jak tylko go położyłam w swoim pokoju.
OdpowiedzUsuńPewnie odetchnął, że już koniec podróżowania :))
UsuńPo prostu nie ma to jak w domu i mała doskonale o tym wie :)
OdpowiedzUsuńChyba wyrośnie z niej domatorka :P
UsuńTak takie maluchy potrafię reagowac mocno na zmianę otoczenia nic w tym dziwnego my czasami czujemy się nie swojo a co ma powiedzieć maluch któremu nagle burzy się "jego świat" Nie ma to jak w domu.
OdpowiedzUsuńNo tak, a w dodatku maluszek nie wie, dlaczego go zabrali z jego kochanego łóżeczka..
UsuńBo maluszki są rozumniejsze niż nam się czasami wydaje. Nie ma jak w domu :)
OdpowiedzUsuńCodziennie mnie to zaskakuje :)
UsuńTo prawda, nie ma jak w domu, ja uwielbiam wyjeżdzać ale jak przyjemnie się wraca, Gaba to bardzo mądra dziewczynka wie gdzie jej najlepiej, pozdrawiam Was
OdpowiedzUsuńJednak człowiek potrzebuje własnego miejsca na świecie, dziecko tym bardziej :)
Usuńciekawy blog ;)
OdpowiedzUsuńzapraszam do siebie : www.coraz-wiekszy-brzuszek.blogspot.com
Była już, byłam :)
Usuń