Pokazywanie postów oznaczonych etykietą alergia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą alergia. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 23 września 2013

Smakowicie, o tak!

     Za nami prawie 4 tygodnie rozszerzania diety Gaby o pokarmy stałe. Temat - rzeka, aczkolwiek przyznam, że nie wydaje mi się na tyle fascynujący, aby tworzyć epistołę. Będzie więc krótko i zwięźle. I smakowicie.
    Gaba uwielbia jeść. A ja cieszę się razem z nią na kolejny nowy smak, kocham patrzeć jak entuzjastycznie otwiera buźkę lub zabiera mi łyżeczkę, aby samodzielnie podjeść kolejną porcję warzywka. Za nami nieśmiertelna marchewka, ziemniak, dynia i banan, oraz wszelkiego rodzaju miksy trzech pierwszych (banan okazał się mocno alergizujący), ale niekwestionowanym numerem jeden stało się połączenie ziemniaka z dynią. Młoda o mało nie wyrwała mi z rąk kubka z tym przysmakiem, myślałam, że połknie go w całości!!

czwartek, 29 sierpnia 2013

Alergolog po raz pierwszy.

     Pierwsza wizyta u alergologa za nami. Pani dr na początku sprawiała wrażenie kobiety surowej, wręcz nieprzyjemnej, na szczęście Gaba szybko ją spacyfikowała. Kobieta jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki zmieniła ton i zrobiła się supersympatyczna. 
      Ogólnie jest dobrze. Ponieważ zmiany skórne zniknęły po smarowaniu Atoperalem (alergolog pochwaliła wybór kremu), a kupki ustabilizowały się przy karmieniu BP, dostałyśmy przede wszystkim zaświadczenie dla pediatry upoważniające do wypisywania zniżkowej recepty na BP oraz zalecenia co do rozszerzania diety. Jeśli chodzi o to drugie, to mamy kierować się standardowym kalendarzem rozszerzania diety w pierwszym roku, omijając szerokim łukiem potrawy ze słoiczków, wołowinę, jaja oraz ryby. Kolejna wizyta za 5 miesięcy, a po niej prawdopodobnie będziemy próbować przejścia na "normalne" mm.

       Muszę przyznać, że wizyta w przychodni przebiegła bardzo sprawnie, natomiast podróż w obie strony to już zupełnie inna para kaloszy. Ponieważ awaria samochodu nie pozwoliła nam skorzystać z tegoż środka lokomocji, zwerbowałam do pomocy mamę i pojechałyśmy komunikacją miejską. Niestety przychodnia umiejscowiona w największym szpitalu pediatrycznym w mieście, znajduje się na niemal drugim jego końcu, więc zmuszone byłyśmy do dwukrotnego przesiadania się. Szybko więc zapadła decyzja o pozostawieniu w domu wózka (przypominam - 17 kg!!!! ;-) na rzecz nosidełka. Pomysł idealny na taką eskapadę. Gaba czuła się jak ryba w wodzie. Z zainteresowaniem oglądała świat z zupełnie nowej perspektywy, by po kilkunastu minutach po prostu słodko zasnąć. Obudziła się dopiero w przychodni. W drodze powrotnej powtórka z rozrywki. Mała przespała calutką podróż, mimo, że tym razem trwała ona 2 godziny (sic!), przez opóźniony autobus i awarię tramwaju. Po powrocie do domu obudziła się w wyśmienitym humorze, cieszyła się szalenie, że mogła się uwolnić od nosidła, nawet nie zapłakała. Szczerze podziwiam to nasze dziecko. Jest niesamowita. 

PS. Wczorajsze szczepienie przebiegło dość pomyślnie, wprawdzie nie bez płaczu, ale za to ominęła nas gorączka i inne poszczepienne przeboje. Za miesiąc ostatnia dawka WZW typu B, a potem (nareszcie!) dłuższa przerwa!

poniedziałek, 26 sierpnia 2013

Polecam: krem Atoperal Baby

       Dzisiaj chciałam się z Wami podzielić moim małym odkryciem kosmetyczno-leczniczym. Krem wybrany trochę przypadkowo, przed wyjazdem na wakacje, z braku recepty na maść witaminową, którą pediatra przepisuje Gabie na alergiczne zmiany skórne. 

       Teraz myślę sobie, jakie to szczęście, że zabrakło nam tej recepty ;-) Zorientowaliśmy się dzień przed wyjazdem, że sucha skóra bez żadnego smarowidła nie przetrwa, w dodatku jak na złość pojawiły się krostki i łuszcząca się skóra na brzuszku. W aptece wypatrzyliśmy Atoperal Baby, za tubkę 50 ml zapłaciliśmy ok. 20 zł.
Zdjęcie pochodzi ze strony http://www.adamed.com.pl

     Podeszłam do tego zakupu z rezerwą, ale zupełnie niepotrzebnie. Efekt okazał się zadziwiający - po trzech dniach smarowania dwa razy dziennie zmiany na buzi zaczęły znikać. Minęło półtora tygodnia, a po czerwony suchych placach nie ma śladu. Obecnie "doleczamy" skórę na łokciach i brzuszku, ale to kwestia kilku dni. Policzki Gaby są gładziutkie jak nigdy dotąd (serio!), nie ma też już na nich śladów po zadrapaniach. Najwidoczniej buźka przestała swędzieć. Ufff.... 
       Teraz tylko śmieję się, że alergolog na czwartkowej wizycie nie uwierzy nam w jakąkolwiek alergię ;-) A krem polecam szczerze ( i nie, to nie jest wpis sponsorowany!). Dodam jeszcze, że zapach ma delikatny i bardzo przyjemny i tak jak Gaba nie lubi być smarowana żadnymi specyfikami, tak tutaj poddawała się zabiegom bez najmniejszego sprzeciwu. Z ogólnego efektu jestem na tyle zadowolona, że na pewno wypróbuję inne kosmetyki tej serii. Choć mam cichą nadzieję, że nie będzie to potrzebne...

poniedziałek, 12 sierpnia 2013

Niemoc twórcza.

      Nagłe ochłodzenie i zbliżający się wielkimi krokami koniec lata zasiały w mojej głowie jakąś dziwną pustkę. Jestem niedospana, leniwa, rozmemłana. W wolnych chwilach zajmuję się szukaniem niedrogiej lustrzanki i nadrabianiem wcześniejszych sezonów "Czasu honoru", bo widziałam tylko piąty. Aż mi wstyd ;-)

      Ostatnio poczułam się naprawdę zmęczona karmieniem piersią i dietą, którą muszę obowiązkowo stosować przy alergii Gaby. Brak nabiału powoli daje mi się we znaki, siadło i trawienie, i ogólne samopoczucie. Naprawdę są chwile, gdy poważnie myślę o całkowitym przejściu na mm. A w tej chwili pokarmu wystarcza mi na mniej więcej 3 karmienia w ciągu doby, przy czym Gaba nie zawsze się najada za tym trzecim razem. Może to naprawdę czas na zmiany?

     I niemal jak zbawienia oczekuję piątku. Pakujemy się do auta i jedziemy na wywczas, tym razem w okolice Białegostoku. Nareszcie będzie można zmienić powietrze, odetchnąć, pobyć razem i nie martwić się na zapas...

wtorek, 6 sierpnia 2013

Alergicznie.

      Decyzja zapadła. Z wczorajszej wizyty u pediatry wyszłam trzymając w dłoni gabrysiowe skierowanie do alergologa. Wskazanie to oczywiście alergia pokarmowa. Że na nabiał, to wiem. A na co jeszcze? Dowiemy się pewnie niebawem..

      A wszystko zaczęło się od... kataru. I to już w pierwszym tygodniu życia Gaby. Katarek był tak uporczywy, że dość często bywaliśmy u lekarza, jednak żaden specyfik proponowany przez panią doktor nie potrafił pomóc malutkiej. Infekcję wykluczono, gdyż żadnych innych objawów nie było. Radziliśmy sobie przy pomocy wody morskiej i aspiratora.
      Mniej więcej w trzecim tygodniu nasza córcia zaczęła krzyczeć i prężyć się podczas jedzenia. Do tego, że kiepsko sypia, zdążyliśmy się już przyzwyczaić. Noce i przedpołudnia były spokojne, natomiast mniej więcej od godz. 16-17 do północy mała nie potrafiła zasnąć. Wierciła się, marudziła, zasypiała i co chwilę wybudzała. Na kolejnej wizycie lekarz spokojnie poinformował nas, że dziecko ma kolki. Esputicon i Debridat były wybawieniem.
      W połowie trzeciego miesiąca kolki szczęśliwie minęły. Można było odetchnąć. Ale na krótko, bo oto pojawiły się..zielone kupki. Wodniste, ze śluzem, z biegiem czasu coraz bardziej cuchnące, aż w końcu pojawiły się w nich żyłki krwi. Dodam, że żadne ograniczenia dietetyczne nie przynosiły skutku. A ograniczałam się do naprawdę niewielu "bezpiecznych" pokarmów. Tyle, że podstawą mojego żywienia był... nabiał.
       Kolejna wizyta u lekarza i tu właśnie podejrzenie alergii na mleko. Bezmleczna dieta nie przyniosła skutków. Odstawiłam cały nabiał. Dolegliwości brzuszkowe minęły jak ręką odjął. Nagle też zniknął...katar.

       Najtrudniejsze do wyleczenia są zmiany skórne na policzkach, które pojawiły się u Gaby jakieś 1,5 miesiąca temu. Upały niestety nie pomagają, bo ciepło i pot zaostrzają ten stan. Przeszliśmy przez trądzik niemowlęcy, potężną ciemieniuchę (która weszła również na czoło, brwi, kąciki między policzkami i noskiem). Teraz zmiany alergiczne pojawiły się na łokciach i pod kolankami, mimo diety beznabiałowej. Niestety trudno walczyć jest z alergią nie będąc pod opieką specjalisty. Czekamy na tę wizytę trochę jak na zbawienie.
Na szczęście los się wczoraj trochę do nas uśmiechnął i  udało mi się zapisać Gabę do poradni na.. 29 sierpnia! Na NFZ.. Serio... Jesteście w szoku? Ja też byłam ;-)

       Wiem, że historia dość szczegółowa opisana, dla niektórych nudna, ale być może komuś pomoże w szybkim udzieleniu pomocy dziecku, jeśli będzie takowej potrzebowało. Niestety wielu lekarzy nie potrafi rozpoznać tak banalnej sprawy (pisała o tym już jakiś czas temu choćby Ola na blogu Tupot małych stópek), ja usłyszałam od "bardzo doświadczonej pani dr hab", że dziecko ma grzybicze zmiany na buzi, a zielone śluzowate kupki z żyłkami krwi wzięły się z.. niedomycia. Całe szczęście, że pediatra, pod której opieką jest Gaba, bardzo szybko zorientowała się, co jest grane.

Teraz pozostało nam czekanie do końca miesiąca. I nadzieja, że szybko pozbędziemy się tej niechcianej skazy. A gdyby ktoś z Was chciał co nieco poczytać o skazie białkowej, zachęcam do odwiedzenia tej strony.