Pokazywanie postów oznaczonych etykietą odpoczynek. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą odpoczynek. Pokaż wszystkie posty

piątek, 23 sierpnia 2013

Powrót do rzeczywistości.

     Oto jesteśmy. Po tygodniu wakacji na Podlasiu, w okolicy tak różnej od naszych codziennych miejsc, jesteśmy z powrotem w domu. I już tęsknimy! Prawdą jest bowiem stwierdzenie, że wschodnia ściana naszego kraju to trochę inny świat. A jest to świat niezwykle piękny. Wszystko dzieje się tam jakby bez pośpiechu, nieco leniwie, w optymalnym tempie. A kilometry dróg bez cywilizacji, dziesiątki bocianów, czaple nad rzeką 50 m od naszego tarasu, błoga cisza i serdeczni ludzie dodatkowo umiliły nam pobyt na "końcu świata".
     Teraz próbujemy ogarnąć rzeczywistość. A dłuższa relacja z naszego wyjazdu już układa się w mojej głowie ;-) 

czwartek, 15 sierpnia 2013

Jedziemy!

          Nadeszła pora, abyśmy i my odpoczęli trochę od codzienności i nieco zmienili powietrze. Wybywamy w górę mapy. Trochę na północ i trochę na wschód. W tereny mniej znane, niż okolice Bałtyku czy Mazur. Będziemy raczyć się pięknem natury i błogością pozamiejskiej ciszy.

Przed nami prawie pięć godzin jazdy samochodem. To pierwsza tak długa podróż z Gabą. Mam nadzieję, że przebiegnie bezproblemowo, a my szybko i szczęśliwie dotrzemy na miejsce. Obawy oczywiście są, bo nie jesteśmy w stanie przewidzieć, jak nasza córcia zareaguje na zmianę otoczenia (ostatnio nie było to przez nią mile widziane). Dodatkowy stres jest przy pakowaniu (rany,ile tego bagażu!!!), cały czas mam wrażenie, że zapomniałam o czymś ważnym... 
     
        Z pewnością ten wyjazd będzie dla naszej trójki chrztem bojowym i pewnym sprawdzianem. Oby wypadł pozytywnie, bo w październiku planujemy nieco dalszy wypad , tym razem już na południe Europy i to drogą powietrzną...
       
         Trzymajcie za nas kciuki! Po powrocie obiecuję relację wraz z recenzją wózka. Zobaczymy, czy bryka sprawdzi się w bojowych warunkach!



poniedziałek, 12 sierpnia 2013

Niemoc twórcza.

      Nagłe ochłodzenie i zbliżający się wielkimi krokami koniec lata zasiały w mojej głowie jakąś dziwną pustkę. Jestem niedospana, leniwa, rozmemłana. W wolnych chwilach zajmuję się szukaniem niedrogiej lustrzanki i nadrabianiem wcześniejszych sezonów "Czasu honoru", bo widziałam tylko piąty. Aż mi wstyd ;-)

      Ostatnio poczułam się naprawdę zmęczona karmieniem piersią i dietą, którą muszę obowiązkowo stosować przy alergii Gaby. Brak nabiału powoli daje mi się we znaki, siadło i trawienie, i ogólne samopoczucie. Naprawdę są chwile, gdy poważnie myślę o całkowitym przejściu na mm. A w tej chwili pokarmu wystarcza mi na mniej więcej 3 karmienia w ciągu doby, przy czym Gaba nie zawsze się najada za tym trzecim razem. Może to naprawdę czas na zmiany?

     I niemal jak zbawienia oczekuję piątku. Pakujemy się do auta i jedziemy na wywczas, tym razem w okolice Białegostoku. Nareszcie będzie można zmienić powietrze, odetchnąć, pobyć razem i nie martwić się na zapas...

niedziela, 4 sierpnia 2013

DOM...

   Nareszcie jesteśmy u siebie. Nareszcie. Po tygodniu włóczęgi po obu gabrysiowych babciach z przyjemnością przekroczyłam próg naszego mieszkanka. Małego bo małego, ale za to własnego. Dobrze znajomego. Tutaj życie płynie naszym rytmem.
Nareszcie. 

      Zaskoczyły mnie dzisiejsze reakcje Gaby. Przez ostatnie dni była marudna, jeść chciała tylko i wyłącznie z butelki, a na widok piersi zbliżającej się do jej buzi natychmiastowo wybuchała płaczem i odpychała ją od siebie. W dzień prawie nie spała. Płakała za to trzy razy częściej i głośniej niż zwykle. Myślałam, że to upały i nadciągające ząbkowanie są odpowiedzialne za ten stan. 
      Jakże się myliłam.

      Po powrocie do domu cycuś znów stał się smaczny i kochany. Po wieczornym posiłku zasypianie trwało może dwie minuty.. Nagle wszystko stało się proste, jak dawniej.. 
   Nie podejrzewałam, że kilkumiesięczne dziecko tak silnie potrafi reagować na zmianę otoczenia, a jednocześnie tak szybko rozpoznaje Dom. Cieszy się położone we własnym łóżeczku - tym drewnianym, z ulubionym materacem i szczebelkami; żywiołowo reaguje widząc swoją karuzelę. To co, że zepsutą już od jakiegoś czasu - ważne, że znajomą i ciągle z tymi samymi zwierzakami na pałąku. Dziecko wie, że jest u siebie...  i wie, że nareszcie może poczuć się swobodnie. Piękne to i zaskakujące.

    Gaba śpi... Słodko, spokojnie. I ja pójdę w jej ślady, odetchnąć trochę po ostatnim tygodniu. Wymęczyły mnie te dni, przyznaję. Jednak nigdzie nie jest tak dobrze, jak w Domu...


poniedziałek, 22 lipca 2013

Klaustrofobiczne wSPAniałości!

   Kilka tygodni temu w prezencie imieninowym dostałam niebanalny podarunek. Mąż sprezentował mi zaproszenie na "Spa Day". Wiecie, jak bardzo się ucieszyłam? Oj, chyba wiecie.. Po zimowo wiosennych trudach, bolączkach i nieprzespanych nocach (kilka ich było) oddanie się w ręce fachowców w dziedzinie kosmetyki było moim marzeniem. 
     Chyba pierwszy raz będąc z dala od domu i dziecka, nie byłam myślami tam, gdzie jestem zwykle. Fakt, że "Spa Day" nie trwał cały dzień, tylko ok.3-4 godzin, ale i tak był nie lada wyzwaniem dla matczynego "ciekawe, jak sobie radzą...". Telefon zostawiłam jednak w szafce razem z innymi osobistymi rzeczami, a przyjemności, których zaznawało moje ciało skutecznie pozwoliły mi najzwyczajniej w świecie się zrelaksować i nie myśleć o butelkach, pampersach i kolkach. Godzinny masaż całego ciała, owocowy zabieg na twarz z masażem, manicure i pedicure - tak, właśnie tego potrzebowałam! I spodobało mi się na tyle, że gotowa jestem powtarzać ten proceder częściej.
      Mimo mrożącego krew w żyłach epizodu z maską z alg w roli głównej, który to rozpoczął się od pytania kosmetyczki o ewentualną moją klaustrofobię.
    Ja oczywiście od razu zaprzeczyłam istnieniu takowej fobii, czego jednak kilka chwil później mocno pożałowałam. Maska z alg, zimna i ciężka, została mi nałożona na twarz dosłownie CAŁĄ wyłączając jedynie dziurki w nosie. Było nawet ok. Dopóki nie wygrała moja ciekawość, by sprawdzić, jaką maska ma konsystencję. Dotknęłam więc twarzy i mnie zmroziło. Pod palcami poczułam coś konsystencji gumy albo grubej warstwy silikonu. Nagle cel pytania o klaustrofobię stał się jasny - teraz nawet gdybym bardzo chciała nie mogłam otworzyć ani oczu, ani ust. A sprawczyni moich cierpień wyszła z pokoju, zostawiając mnie samą i moim "relaksem".
    Ale dałam radę, wytrwałam i przyznaję, że efekt bardzo pozytywnie mnie zaskoczył. Dlatego kiedyś zamierzam tam wrócić. Tym razem jednak poproszę o zostawienie otworów na oczy. Tak na wszelki wypadek, gdyby nagle przyszła mi ochota, by pooglądać sufit.