Pierwsza wizyta u alergologa za nami. Pani dr na początku sprawiała wrażenie kobiety surowej, wręcz nieprzyjemnej, na szczęście Gaba szybko ją spacyfikowała. Kobieta jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki zmieniła ton i zrobiła się supersympatyczna.
Ogólnie jest dobrze. Ponieważ zmiany skórne zniknęły po smarowaniu Atoperalem (alergolog pochwaliła wybór kremu), a kupki ustabilizowały się przy karmieniu BP, dostałyśmy przede wszystkim zaświadczenie dla pediatry upoważniające do wypisywania zniżkowej recepty na BP oraz zalecenia co do rozszerzania diety. Jeśli chodzi o to drugie, to mamy kierować się standardowym kalendarzem rozszerzania diety w pierwszym roku, omijając szerokim łukiem potrawy ze słoiczków, wołowinę, jaja oraz ryby. Kolejna wizyta za 5 miesięcy, a po niej prawdopodobnie będziemy próbować przejścia na "normalne" mm.
Muszę przyznać, że wizyta w przychodni przebiegła bardzo sprawnie, natomiast podróż w obie strony to już zupełnie inna para kaloszy. Ponieważ awaria samochodu nie pozwoliła nam skorzystać z tegoż środka lokomocji, zwerbowałam do pomocy mamę i pojechałyśmy komunikacją miejską. Niestety przychodnia umiejscowiona w największym szpitalu pediatrycznym w mieście, znajduje się na niemal drugim jego końcu, więc zmuszone byłyśmy do dwukrotnego przesiadania się. Szybko więc zapadła decyzja o pozostawieniu w domu wózka (przypominam - 17 kg!!!! ;-) na rzecz nosidełka. Pomysł idealny na taką eskapadę. Gaba czuła się jak ryba w wodzie. Z zainteresowaniem oglądała świat z zupełnie nowej perspektywy, by po kilkunastu minutach po prostu słodko zasnąć. Obudziła się dopiero w przychodni. W drodze powrotnej powtórka z rozrywki. Mała przespała calutką podróż, mimo, że tym razem trwała ona 2 godziny (sic!), przez opóźniony autobus i awarię tramwaju. Po powrocie do domu obudziła się w wyśmienitym humorze, cieszyła się szalenie, że mogła się uwolnić od nosidła, nawet nie zapłakała. Szczerze podziwiam to nasze dziecko. Jest niesamowita.
PS. Wczorajsze szczepienie przebiegło dość pomyślnie, wprawdzie nie bez płaczu, ale za to ominęła nas gorączka i inne poszczepienne przeboje. Za miesiąc ostatnia dawka WZW typu B, a potem (nareszcie!) dłuższa przerwa!