Pamiętacie, jak jakiś czas temu, a dokładnie w tym poście zastanawiałam się nad wyborem wózka spracerowego? Po waszych komentarzach okazało się, że cała moja filozofia wyboru wózka legła w gruzach, więc wstrzymaliśmy się z zakupem. Dziś mogę stwierdzić, że wyszło nam to jedynie na dobre.
Okazało się bowiem kilka dni temu, że ów wózek dostaniemy. Używany, bo używany, ale stan niemal idealny, kolor wiśniowy, a wózek 3 w 1 z wszystkimi jego elementami załączonymi w pakiecie przez producenta. Na razie tylko nie dojechała gondola, ale właściwie... po co nam ona? ;-) Są za to 4 dmuchane koła, skrętna tylna oś, rozkładane do leżenia oparcie i duży usztywniany kosz na zakupy. Jest leciutki jak piórko fotelik samochodowy (co za miła odmiana po koszmarnie ciężkim Easy Sleep), folia przeciwdeszczowa, moskitiera, ocieplacz na nóżki, komplet polarkowej wyściółki do wózka. Wszystko razem wygląda rewelacyjnie. I nawet wydawałoby się, że jest idealny, gdyby nie jeden mały.. no dobra wcale nie taki mały szczegół. Wózek waży 17 kg - jakieś 5 kg więcej od głębokiego, z którego do tej pory korzystaliśmy.
A wygląda dokładnie tak (fotka znaleziona w necie, bo nasz jest obecnie został rozebrany do prania i cała tapicerka schnie):
O dziwo, to polska produkcja - Mikrus Alu Sprint. Przyznam, że nigdy wcześniej o nim nie słyszałam. A szkoda, bo jest naprawdę solidny i duży, a kosztuje niewele w porównaniu z wózkami znanym zagranicznych firm. Mam nadzieję, że Gaba będzie zadowolona. Wczoraj parzyła jak zaczarowana na nowy pojazd. Jutro pierwsza próba w terenie!

