piątek, 12 lipca 2013

Wracaj, moja szczupłości!!! - czyli rzecz o tym, jak wielki i chudy mam plan.

        No i mamy piątek... Dzisiaj Gaba już doszła do siebie, aktywna jest na całego, więc póki co korzystam z jej popołudniowej drzemki. Nie wiadomo, ile owa drzemka będzie trwała, ale jestem dobrej myśli. W końcu dziś zaliczyłyśmy aż dwa spacery! Z tego pierwszego wygoniła nas burza, drugi był pewnego rodzaju zadośćuczynieniem za drastyczne przerwanie Gabie poprzedniej przejażdżki. 
       Mimo tego deszczu i zmiennej aury, pozytywny dziś mamy dzień. Nie może być inaczej, gdy rano na wadze nagle widnieje kilogram mniej niż dnia poprzedniego. Nareszcie mój plan zaczyna działać.

        No właśnie. Mam plan, bardzo zresztą ambitny. Choć nie ukrywam, że trudniejszy do realizacji, niż mi się to na początku wydawało. Staram się wrócić do przedciążowej wagi. Oryginalny cel to to nie jest, ale wysiłku trzeba włożyć sporo. I od razu zastrzegam - nie, nie ćwiczę z Ewą Chodakowską. Owszem, próbowałam, ale po kilku treningach wysiadły mi kolana. Postanowiłam zacząć łagodniej, od jogi i pilatesu na zajęciach zorganizowanych, które dają jednak większego kopa niż ćwiczenie przed komputerem.
      
 A sprawy mają się następująco: 
  • wiosną 2012, przed zajściem w ciążę, ważyłam ok. 58 kg i fizycznie byłam chyba w najlepszej formie, jaką pamiętam. Fitness, joga, maksymalnie zdrowy tryb życia. Tak naprawdę świetny czas na ciążę i nadzieję, że utrzymam przez te 9 miesięcy choć w połowie tę dobrą formę;
  • no i się rypnęło... Do 20. tygodnia przytyłam jakieś 5kg, a potem pozostałe 15...
  • taaaakkkk... pod koniec marca przybrałam imponujące rozmiary i wagę 78kg, ale pocieszałam się, że sporo stracę na porodówce;
  • po porodzie ubyło mi... tylko 5kg... i zostało 73;
  • a na dzień dzisiejszy jest 68,8kg;
  • do celu pozostało 10,8kg.
    Muszę przyznać, że z motywacją bywa różnie. Zajęcia sprawiają mi frajdę, bo uwielbiam się ruszać, natomiast gorzej jest z dietą, bo ogromny ze mnie słodyczożerca. Być może publiczne przyznawanie się do postępów i grzeszków pozwoli mi się bardziej pilnować. Dlatego co piątek będzie się odbywać blogowa spowiedź. Podjęłam decyzję i już się boję ;)
Jednak chęć zmieszczenia się w te wszystkie sukienki, które wiszą w szafie i wydają się takie szczuplutkie, jest zdecydowanie silniejsza. O szczupłości, wracaj!!!

18 komentarzy:

  1. Trzymamy kciuki i powodzenia plan jest ambitny ale do zrobienia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że plan się powiedzie :) Wydaje mi się, że najtrudniejsze już za mną, bo przez ostatnie 1,5 miesiąca waga stała w miejscu i powoli zaczynałam się zniechęcać. Aż tu nagle mały przełom ;)

      Usuń
  2. Powodzenia! Też miałam taki ambitny plan, prawie go zrealizowałam, ale moja motywacja w chwili obecnej równa się zero. Może Twoje zmagania mnie zmotywują?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A co rozumiesz przez "prawie"? :)
      Z motywacją niestety różnie bywa, a jeśli ja jakoś pomogę to będzie mi naprawdę miło :)

      Usuń
  3. Też trzymam kciuki :) U mnie kompletny brak woli, trochę "pomagają" ostatnie stresy, ale to najgorszy ze sposobów zrzucania balastu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj stres to zdecydowanie nie jest sposób, który można zachwalać.. Mam nadzieję, że wkrótce minie i wszystko wróci do normy :)

      Usuń
  4. No to ja trzymam kciuki :-)ja dwa razy w ciąży przytyłam około 23 kg...i wiem co znaczy trud wracania do poprzedniej wagi, ale się udało :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli jesteś żywym dowodem na to, że jednak można. A możesz się pochwalić, ile czasu zajął Ci powrót do wagi sprzed ciąży?

      Usuń
  5. To podobnie jak u mnie -10 musze zrobić i nawet jak już gubie 5 to dalej jest -10 do zgubienia :D

    Chcesz pobawić się w łąńcuszek? Zapraszam serdecznie po odbiór wyróżnienia z naszego bloga :)
    http://projektczlowiek.blogspot.com/2013/07/blogowy-ancuszek.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O widzisz, coś w tym jest.. bo 10 nadprogramowych pus jeszcze te 5 do wagi idealnej :)
      Już zaglądam, żeby sprawdzić, co to za łańcuszek ;)

      Usuń
  6. U mnie szybko waga wróciła do normy, a teraz przez ciągłe karmienie piersią ważę mniej niż przed ciążą. Powodzenia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szczęściara :) Mnie karmienie piersią niestety nie pomaga chudnąć, ale każdy organizm jest inny...

      Usuń
  7. No to widzę, że ja należę do wyjątków -
    Obie ciąże podobnie - waga przed ciążą wyższa niż po.
    A dokładnie przy 2 ciąży: waga przed ciążą 71 kg - 1 trymestr straciłam 5 kg (66kg) przytyłam do końca ciąży ok 12, więc waga przed porodem ok 78 kg. Zaraz po porodzie - ok 72 kg :D a 2 miesiące później znów 66 kg :D Więc minus 5 :D haha - Rodzina się śmieje, że jak chcę schudnąć to powinnam zajść w ciążę bo tylko to mi pomaga obniżyć wagę - żadne diety nie działają tak dobrze na mnie :D.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mogę powiedzieć jedynie tyle, że zazdroszczę ;))

      Usuń
  8. Mi też co nieco przybyło, choć startowałam z wyższą wagą niż Ty. Mam nadzieję, że po porodzie szybko wrócę do formy. Ba, ja planuję nawet zrzucić więcej!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszystko jest możliwe, gdy tylko motywacja odpowiednia :D

      Usuń
  9. Łączę się bólu...ja chciałabym zgubić 15 kg, ale jak uda sie 10 to i tak będę wniebowzięta! (napisała Roxi zajadając ciasteczko :/ )...no właśnie - jak tu schudnąć jak tak bardzo lubi się słodycze???

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kurczę... mam to samo;/ Też właśnie przed chwilą zjadłam ciasteczko..a nawet 2 ;) Mnie ratuje to, że nie mogę jeść mleka ze względu na Gabę więc automatycznie odpada większość ciast i słodyczy. No i staram się trochę ruszać ;)

      Usuń