Decyzja zapadła. Z wczorajszej wizyty u pediatry wyszłam trzymając w dłoni gabrysiowe skierowanie do alergologa. Wskazanie to oczywiście alergia pokarmowa. Że na nabiał, to wiem. A na co jeszcze? Dowiemy się pewnie niebawem..
A wszystko zaczęło się od... kataru. I to już w pierwszym tygodniu życia Gaby. Katarek był tak uporczywy, że dość często bywaliśmy u lekarza, jednak żaden specyfik proponowany przez panią doktor nie potrafił pomóc malutkiej. Infekcję wykluczono, gdyż żadnych innych objawów nie było. Radziliśmy sobie przy pomocy wody morskiej i aspiratora.
Mniej więcej w trzecim tygodniu nasza córcia zaczęła krzyczeć i prężyć się podczas jedzenia. Do tego, że kiepsko sypia, zdążyliśmy się już przyzwyczaić. Noce i przedpołudnia były spokojne, natomiast mniej więcej od godz. 16-17 do północy mała nie potrafiła zasnąć. Wierciła się, marudziła, zasypiała i co chwilę wybudzała. Na kolejnej wizycie lekarz spokojnie poinformował nas, że dziecko ma kolki. Esputicon i Debridat były wybawieniem.
W połowie trzeciego miesiąca kolki szczęśliwie minęły. Można było odetchnąć. Ale na krótko, bo oto pojawiły się..zielone kupki. Wodniste, ze śluzem, z biegiem czasu coraz bardziej cuchnące, aż w końcu pojawiły się w nich żyłki krwi. Dodam, że żadne ograniczenia dietetyczne nie przynosiły skutku. A ograniczałam się do naprawdę niewielu "bezpiecznych" pokarmów. Tyle, że podstawą mojego żywienia był... nabiał.
Kolejna wizyta u lekarza i tu właśnie podejrzenie alergii na mleko. Bezmleczna dieta nie przyniosła skutków. Odstawiłam cały nabiał. Dolegliwości brzuszkowe minęły jak ręką odjął. Nagle też zniknął...katar.
Najtrudniejsze do wyleczenia są zmiany skórne na policzkach, które pojawiły się u Gaby jakieś 1,5 miesiąca temu. Upały niestety nie pomagają, bo ciepło i pot zaostrzają ten stan. Przeszliśmy przez trądzik niemowlęcy, potężną ciemieniuchę (która weszła również na czoło, brwi, kąciki między policzkami i noskiem). Teraz zmiany alergiczne pojawiły się na łokciach i pod kolankami, mimo diety beznabiałowej. Niestety trudno walczyć jest z alergią nie będąc pod opieką specjalisty. Czekamy na tę wizytę trochę jak na zbawienie.
Na szczęście los się wczoraj trochę do nas uśmiechnął i udało mi się zapisać Gabę do poradni na.. 29 sierpnia! Na NFZ.. Serio... Jesteście w szoku? Ja też byłam ;-)
Wiem, że historia dość szczegółowa opisana, dla niektórych nudna, ale być może komuś pomoże w szybkim udzieleniu pomocy dziecku, jeśli będzie takowej potrzebowało. Niestety wielu lekarzy nie potrafi rozpoznać tak banalnej sprawy (pisała o tym już jakiś czas temu choćby Ola na blogu Tupot małych stópek), ja usłyszałam od "bardzo doświadczonej pani dr hab", że dziecko ma grzybicze zmiany na buzi, a zielone śluzowate kupki z żyłkami krwi wzięły się z.. niedomycia. Całe szczęście, że pediatra, pod której opieką jest Gaba, bardzo szybko zorientowała się, co jest grane.
Teraz pozostało nam czekanie do końca miesiąca. I nadzieja, że szybko pozbędziemy się tej niechcianej skazy. A gdyby ktoś z Was chciał co nieco poczytać o skazie białkowej, zachęcam do odwiedzenia tej strony.

