Pokazywanie postów oznaczonych etykietą niepokój. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą niepokój. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 6 sierpnia 2013

Alergicznie.

      Decyzja zapadła. Z wczorajszej wizyty u pediatry wyszłam trzymając w dłoni gabrysiowe skierowanie do alergologa. Wskazanie to oczywiście alergia pokarmowa. Że na nabiał, to wiem. A na co jeszcze? Dowiemy się pewnie niebawem..

      A wszystko zaczęło się od... kataru. I to już w pierwszym tygodniu życia Gaby. Katarek był tak uporczywy, że dość często bywaliśmy u lekarza, jednak żaden specyfik proponowany przez panią doktor nie potrafił pomóc malutkiej. Infekcję wykluczono, gdyż żadnych innych objawów nie było. Radziliśmy sobie przy pomocy wody morskiej i aspiratora.
      Mniej więcej w trzecim tygodniu nasza córcia zaczęła krzyczeć i prężyć się podczas jedzenia. Do tego, że kiepsko sypia, zdążyliśmy się już przyzwyczaić. Noce i przedpołudnia były spokojne, natomiast mniej więcej od godz. 16-17 do północy mała nie potrafiła zasnąć. Wierciła się, marudziła, zasypiała i co chwilę wybudzała. Na kolejnej wizycie lekarz spokojnie poinformował nas, że dziecko ma kolki. Esputicon i Debridat były wybawieniem.
      W połowie trzeciego miesiąca kolki szczęśliwie minęły. Można było odetchnąć. Ale na krótko, bo oto pojawiły się..zielone kupki. Wodniste, ze śluzem, z biegiem czasu coraz bardziej cuchnące, aż w końcu pojawiły się w nich żyłki krwi. Dodam, że żadne ograniczenia dietetyczne nie przynosiły skutku. A ograniczałam się do naprawdę niewielu "bezpiecznych" pokarmów. Tyle, że podstawą mojego żywienia był... nabiał.
       Kolejna wizyta u lekarza i tu właśnie podejrzenie alergii na mleko. Bezmleczna dieta nie przyniosła skutków. Odstawiłam cały nabiał. Dolegliwości brzuszkowe minęły jak ręką odjął. Nagle też zniknął...katar.

       Najtrudniejsze do wyleczenia są zmiany skórne na policzkach, które pojawiły się u Gaby jakieś 1,5 miesiąca temu. Upały niestety nie pomagają, bo ciepło i pot zaostrzają ten stan. Przeszliśmy przez trądzik niemowlęcy, potężną ciemieniuchę (która weszła również na czoło, brwi, kąciki między policzkami i noskiem). Teraz zmiany alergiczne pojawiły się na łokciach i pod kolankami, mimo diety beznabiałowej. Niestety trudno walczyć jest z alergią nie będąc pod opieką specjalisty. Czekamy na tę wizytę trochę jak na zbawienie.
Na szczęście los się wczoraj trochę do nas uśmiechnął i  udało mi się zapisać Gabę do poradni na.. 29 sierpnia! Na NFZ.. Serio... Jesteście w szoku? Ja też byłam ;-)

       Wiem, że historia dość szczegółowa opisana, dla niektórych nudna, ale być może komuś pomoże w szybkim udzieleniu pomocy dziecku, jeśli będzie takowej potrzebowało. Niestety wielu lekarzy nie potrafi rozpoznać tak banalnej sprawy (pisała o tym już jakiś czas temu choćby Ola na blogu Tupot małych stópek), ja usłyszałam od "bardzo doświadczonej pani dr hab", że dziecko ma grzybicze zmiany na buzi, a zielone śluzowate kupki z żyłkami krwi wzięły się z.. niedomycia. Całe szczęście, że pediatra, pod której opieką jest Gaba, bardzo szybko zorientowała się, co jest grane.

Teraz pozostało nam czekanie do końca miesiąca. I nadzieja, że szybko pozbędziemy się tej niechcianej skazy. A gdyby ktoś z Was chciał co nieco poczytać o skazie białkowej, zachęcam do odwiedzenia tej strony.

sobota, 3 sierpnia 2013

Matka nieidealna.

     Przyznaję bez bicia - jestem matką-panikarą. Czasem budzę się w nocy i nasłuchuję, czy Gaba oddycha, bywam u pediatry częściej, niż potrzeba, zawsze znajdę powód do zmartwień i niepokoju. Od dnia, w którym mała nagle dostała gorączki (miała wtedy 6 tygodni) i w ciągu godziny zaczęła lecieć przez ręce, a temperatura wzrosła do 39 C, termometr leży na stoliku przy łóżeczku. I używany jest bardzo często. Każdą kupkę dokładnie oglądam, sprawdzając, czy nie powróciły pasma śluzu i żyłki krwi. Staram się nie przeoczyć żadnego niepokojącego objawu. A przy okazji mam nieustanne poczucie, że nadal robię za mało...

    Co jeszcze? Czasem wydaje mi się, że jestem kiepską matką. Boję się, że nieświadomie robię mojej córci krzywdę, że może powinnam coś więcej/mniej/lepiej... Nie jestem z tych, co wiedzą lepiej... Każda "dobra rada" mnie frustruje, ale zawsze ją rozważam. 

    Angażuję się bardzo. A im dłużej z Gabą przebywam non stop, tym większa rośnie we mnie niepewność. Czy tak zawsze jest przy pierwszym dziecku? Nagłe poczucie odpowiedzialności tak bardzo zmienia świadomość, że czasami przytłacza. I tylko niemowlęcy uśmiech jest w stanie przywrócić cień optymizmu.

    Gaba ostatnio marudna. Bezsenna. Matka nieco bezsilna.

czwartek, 1 sierpnia 2013

4 miesiące!

Waga: ok. 6200g
Długość: 65 cm
Rozmiar ubranek: 68
Zębów: na razie brak

      Wraz z nadejściem sierpnia nasza Gwiazdka skończyła 4 miesiące. Ależ ten czas szybko minął! Przecież dopiero co był 1 kwietnia...
Jaki był ten miniony miesiąc? Bardzo radosny i dynamiczny, choć niełatwy. Pojawiły się symptomy alergii na białko mleka, więc przez ostatnie tygodnie wdrażałam nową, bezmleczną dietę.W ostatnim miesiącu prowadziłam również dokarmianie mlekiem modyfikowanym. 
Gaba stała się niezwykle komunikatywna, pogodna, bardzo aktywna w dzień i spokojna w nocy. Zaledwie kilka razy musiałam ją usypiać na rękach - zwykle sama zasypiała po włożeniu do łóżeczka i przytuleniu się do pieluszki. Smoczek nadal jest w użyciu, ale pełni drugorzędną rolę. W ruch poszły natomiast gryzaki ze względu na rosnące w dziąsłach ząbki. Ciągle mam wrażenie, że zaczną wychodzić z nich lada chwila!


      A jakie zmiany zaszły w rozwoju Gaby w czwartym miesiącu?

  • położona na brzuszku trzyma wysoko głowę, unosi do góry klatkę piersiową i nóżki, próbuje pełzać a nawet podnosić do góry pupę; jeszcze od czasu do czasu denerwuje się w tej pozycji i wtedy stara się przewrócić na plecy, coraz częściej z powodzeniem;
  • z leżenia na plecach przewraca się na boki i próbuje na brzuszek - tu nie było jeszcze 100% udanego przewrotu, ale jesteśmy coraz bliżej :-)
  • w pionie dość stabilnie trzyma główkę;
  • stała się bardzo spostrzegawcza, swobodnie znajduje i wodzi wzrokiem za przedmiotami i osobami;
  • odwraca główkę w stronę dochodzących dźwięków;
  • łapie zabawki, swobodnie potrząsa grzechotką i oczywiście wszystko pakuje do buzi ;-) 
  • ulubionymi zabawkami i gryzakami nadal są ręce (i Gaby, i moje)
  • potrafi sama trzymać butelkę, przyciągać lub odpychać butelkę/pierś i widocznie cieszy się na ich widok, gdy jest głodna;
  • głośno się śmieje, piszczy, skrzeczy, bawi się głosem i bardzo lubi "rozmawiać";
  • łapie się za kolana i stopy (które są w górze przez 60-70% czasu aktywności),
  •  kopie, kopie, kopie....
  • w leżeniu na plecach potrafi przemieścić się po łuku o 90 stopni.
      Martwi mnie natomiast fakt, że nasza córcia z leżenia na plecach nie próbuje podciągać się do góry. Lekko podciągana za ręce podnosi do góry nogi i pupę, ostatnio nawet brzuszek i klatkę piersiową, ale głowa wciąż leży na podłożu.. Bywają również dni, gdy bardzo krótko wytrzymuje na brzuszku i bardzo się denerwuje w tej pozycji. Myślicie, że w tej chwili to już powód do niepokoju i czas na konsultację z neurologiem?

   Na szczęście młoda nie traci swojego aprillisowego poczucia humoru. A to równie ważne, bo rekompensuje choćby brak bujnej fryzury ;-)


Ps. Dziękuję Wam bardzo za wszystkie komentarze pod "wózkowym" postem! Dzięki Waszym opiniom zupełnie zmieniłam spojrzenie na sprawę. I cieszę się, że udało mi się nie dopuścić do błędu, jaki prawdopodobnie bym popełniła, gdyby nie ta notka. Muszę przyznać, że nie po raz pierwszy bardziej doświadczone Mamusie ratują mi tyłek ;-)


środa, 10 lipca 2013

Na szczepienie marsz!

        Środowy poranek urzekł mnie Słońcem i ciepłym powietrzem. Uwielbiam te pierwsze godziny każdego dnia,  gdy córcia dosypia, a ja po wyprawieniu męża do pracy mogę usiąść z kawką, włączyć ulubioną muzykę i chocby poczytać, co nowego wydarzyło się na świecie. Mogłabym pospać co najmniej dwie godziny dłużej, ale ostatnio zwyczajnie szkoda mi dnia. Lato i tak zbyt szybko się skończy...
       Dzisiejszy dzień nie będzie łatwy, bo czeka nas szczepienie. Kolejne 3 wkłucia. Nie zdecydowaliśmy się na szczepionki skojarzone i wcale tej decyzji nie żałuję, ale szkoda mi Gaby bardzo, bo niestety nie należy do tych dzieci, które ledwie zauważają ukłucie igłą. Poprzednie szczepienie przeżyłam bardzo. Porwałam się, aby iść na nie sama, a malutka denerwowała się i płakała juz chwilę po wejściu do gabinetu zabiegowego, jakby doskonale wiedziała, co się święci. Spędziłyśmy w przychodni chyba godzinę, bo nie mogła się uspokoić. 
      Na szczęście po powrocie do domu wszelkie troski minęły. Obyło się bez stanu podgorączkowego, zauważyłam jedynie niewielki odczyn na rącze, ale ten szybko zniknął. Można było odetchnąć. Dziś na szczepieniu będzie towarzyszyć nam moja mama. Myślę, że szybko nie popełnię tego samego błędu co poprzednio i będę prosić o towarzystwo w takich chwilach. Taka pomoc, choćby przy ubraniu dziecka, które zanosi się płaczem, jest nieoceniona.
       Stresuję się. To chyba nieuniknione. Ale może za bardzo przeżywam? W końcu to tylko chwila, o której szybko się zapomina.