Pokazywanie postów oznaczonych etykietą śpioch. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą śpioch. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 4 sierpnia 2013

DOM...

   Nareszcie jesteśmy u siebie. Nareszcie. Po tygodniu włóczęgi po obu gabrysiowych babciach z przyjemnością przekroczyłam próg naszego mieszkanka. Małego bo małego, ale za to własnego. Dobrze znajomego. Tutaj życie płynie naszym rytmem.
Nareszcie. 

      Zaskoczyły mnie dzisiejsze reakcje Gaby. Przez ostatnie dni była marudna, jeść chciała tylko i wyłącznie z butelki, a na widok piersi zbliżającej się do jej buzi natychmiastowo wybuchała płaczem i odpychała ją od siebie. W dzień prawie nie spała. Płakała za to trzy razy częściej i głośniej niż zwykle. Myślałam, że to upały i nadciągające ząbkowanie są odpowiedzialne za ten stan. 
      Jakże się myliłam.

      Po powrocie do domu cycuś znów stał się smaczny i kochany. Po wieczornym posiłku zasypianie trwało może dwie minuty.. Nagle wszystko stało się proste, jak dawniej.. 
   Nie podejrzewałam, że kilkumiesięczne dziecko tak silnie potrafi reagować na zmianę otoczenia, a jednocześnie tak szybko rozpoznaje Dom. Cieszy się położone we własnym łóżeczku - tym drewnianym, z ulubionym materacem i szczebelkami; żywiołowo reaguje widząc swoją karuzelę. To co, że zepsutą już od jakiegoś czasu - ważne, że znajomą i ciągle z tymi samymi zwierzakami na pałąku. Dziecko wie, że jest u siebie...  i wie, że nareszcie może poczuć się swobodnie. Piękne to i zaskakujące.

    Gaba śpi... Słodko, spokojnie. I ja pójdę w jej ślady, odetchnąć trochę po ostatnim tygodniu. Wymęczyły mnie te dni, przyznaję. Jednak nigdzie nie jest tak dobrze, jak w Domu...


niedziela, 28 lipca 2013

Ufff jak gorąco...

      Temperatura w naszym mieście przekroczyła wszelkie granice przyzwoitości. Uciekłyśmy z Gabą na wieś. Z domu nie wyjdziemy co najmniej do 18-tej. Zwłaszcza, że jakoś tak sennie się zrobiło... ;-) 



    To ja może też się położę...

środa, 10 lipca 2013

Na szczepienie marsz!

        Środowy poranek urzekł mnie Słońcem i ciepłym powietrzem. Uwielbiam te pierwsze godziny każdego dnia,  gdy córcia dosypia, a ja po wyprawieniu męża do pracy mogę usiąść z kawką, włączyć ulubioną muzykę i chocby poczytać, co nowego wydarzyło się na świecie. Mogłabym pospać co najmniej dwie godziny dłużej, ale ostatnio zwyczajnie szkoda mi dnia. Lato i tak zbyt szybko się skończy...
       Dzisiejszy dzień nie będzie łatwy, bo czeka nas szczepienie. Kolejne 3 wkłucia. Nie zdecydowaliśmy się na szczepionki skojarzone i wcale tej decyzji nie żałuję, ale szkoda mi Gaby bardzo, bo niestety nie należy do tych dzieci, które ledwie zauważają ukłucie igłą. Poprzednie szczepienie przeżyłam bardzo. Porwałam się, aby iść na nie sama, a malutka denerwowała się i płakała juz chwilę po wejściu do gabinetu zabiegowego, jakby doskonale wiedziała, co się święci. Spędziłyśmy w przychodni chyba godzinę, bo nie mogła się uspokoić. 
      Na szczęście po powrocie do domu wszelkie troski minęły. Obyło się bez stanu podgorączkowego, zauważyłam jedynie niewielki odczyn na rącze, ale ten szybko zniknął. Można było odetchnąć. Dziś na szczepieniu będzie towarzyszyć nam moja mama. Myślę, że szybko nie popełnię tego samego błędu co poprzednio i będę prosić o towarzystwo w takich chwilach. Taka pomoc, choćby przy ubraniu dziecka, które zanosi się płaczem, jest nieoceniona.
       Stresuję się. To chyba nieuniknione. Ale może za bardzo przeżywam? W końcu to tylko chwila, o której szybko się zapomina.