Wiedziałam, że ten dzień kiedyś nadejdzie, ale po cichu liczyłam na to, że może jeszcze nie teraz.. Nie ma jednak co ukrywać - stało się. Gaba jest od kilku dni tak absorbująca, że czasem moja "poranna toaleta" wypada na jej pierwszą drzemkę. Czyli koło południa. Mój czas nie poświęcony dziecku skrócił się więc do drzemkowego minimum, bo niemowlę nie śpiące równa się teraz nieustannemu zabawianiu, noszeniu, uspokajaniu, podawaniu zabawek, wyciąganiu smoczka spomiędzy łóżeczka a ściany, zmienianiu zaślinionego ubrania, wymyślaniu nowych rozrywek, karmieniu, zmywaniu jedzenia z podłogi, usypianiu, chodzeniu na palcach, by drzemka nie skończyła się po 10-ciu minutach, robieniu mleka w trybie natychmiastowym...i tak w kółko.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą marudna. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą marudna. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 17 września 2013
sobota, 3 sierpnia 2013
Matka nieidealna.
Przyznaję bez bicia - jestem matką-panikarą. Czasem budzę się w nocy i nasłuchuję, czy Gaba oddycha, bywam u pediatry częściej, niż potrzeba, zawsze znajdę powód do zmartwień i niepokoju. Od dnia, w którym mała nagle dostała gorączki (miała wtedy 6 tygodni) i w ciągu godziny zaczęła lecieć przez ręce, a temperatura wzrosła do 39 C, termometr leży na stoliku przy łóżeczku. I używany jest bardzo często. Każdą kupkę dokładnie oglądam, sprawdzając, czy nie powróciły pasma śluzu i żyłki krwi. Staram się nie przeoczyć żadnego niepokojącego objawu. A przy okazji mam nieustanne poczucie, że nadal robię za mało...
Co jeszcze? Czasem wydaje mi się, że jestem kiepską matką. Boję się, że nieświadomie robię mojej córci krzywdę, że może powinnam coś więcej/mniej/lepiej... Nie jestem z tych, co wiedzą lepiej... Każda "dobra rada" mnie frustruje, ale zawsze ją rozważam.
Angażuję się bardzo. A im dłużej z Gabą przebywam non stop, tym większa rośnie we mnie niepewność. Czy tak zawsze jest przy pierwszym dziecku? Nagłe poczucie odpowiedzialności tak bardzo zmienia świadomość, że czasami przytłacza. I tylko niemowlęcy uśmiech jest w stanie przywrócić cień optymizmu.
Gaba ostatnio marudna. Bezsenna. Matka nieco bezsilna.
środa, 24 lipca 2013
Urodzinowo.
Tym faktom nie da się zaprzeczyć - wczorajszy dzień przypomniał mi, że znów jestem o rok starsza. Uświadomił również, że do trzydziestki już mi wcale nie tak daleko. A dopiero, co kończyłam te kolejne "naście" lat... ;-)
Wczoraj minął także rok od momentu, w którym powiedziałam "tak" mojemu teraz-już-mężowi. A na wspomnienie owej chwili zakręciła się łezka w oku.
Przyjemny był ten wtorkowy dzień. Spełniłam się kulinarnie, czego efektem były papryki faszerowane mięsem mielonym z pieczarkami przepisu Darii Anny, a także muffinki cytrynowo-kokosowe (przepis można znaleźć na http://www.mojewypieki.com/ - wspaniałe źródło inspiracji dla miłośników pieczenia, polecam!! ). Do kolekcji moich kubków dołączyło zaś takie cudo:
Jedynie Gaba była lekko zniesmaczona - nie dość, że nie mogła spróbować smakołyków ze stołu, to jeszcze do tego poświęcałam jej mniej uwagi niż zwykle. Praktycznie cały dzień biegałam między kuchnią a pokojem, próbując jakoś wszystko ogarnąć. Malutka jakby wyczuwając, że coś się święci, za nic nie chciała zasnąć i trochę marudziła. W sen zapadła dopiero po dłuższym ukołysaniu w moich ramionach. Biedna potrzebowała wczoraj mojej bliskości aż do tego stopnia.. Dziś na pewno jej to wynagrodzę. Do samego wieczora ma mnie całą dla siebie.
czwartek, 18 lipca 2013
Czyżby kolejny skok?
Za nami kontrolne USG bioderek. Jest prawie w porządku. Piszę "prawie", ponieważ ortopeda zakwalifikował lewy staw na granicę normy i stwierdził, że woli go jeszcze poobserwować. Także dalej ćwiczymy, stawiamy się na kolejną kontrolę za 3 tygodnie i miejmy nadzieję, że wtedy będzie już wszystko w porządku.
A co poza tym? Wydaje mi się, że Gaba przechodzi kolejny skok rozwojowy (14-19 tydzień, czyli "wydarzenia" - więcej o skokach rozwojowych można poczytać tu).Niby nie ma typowych objawów poprzedzających skoki, nie płacze zbyt dużo, śpi i je chętnie, ale trochę jej nie poznaję.
Przede wszystkim zrobiła się bardzo poważna, mało się śmieje, a zamiast tego wpatruje w nas badawczo. Po drugie, nie gaworzy tak jak dotąd. Jakiś tydzień temu zaczęła piszczeć i robi to namiętnie gdy ma dobry humor, ale nie rozmawia z nami tak, jak wcześniej. Gdzieś zniknęło to słodkie "giiiiii", które potrafiła wyrzucać z siebie w każdej możliwej tonacji.
Trzecią rzecz zauważyłam dzisiaj rano. Gaba po raz pierwszy rozpłakała się w aucie zaraz po włączeniu silnika i płakała przez całą drogę do lekarza. Z powrotem było to samo. Zdziwiła nas tym bardzo, bo jeździmy z nią często i do tej pory delikatne drgania podczas jazdy uspokajały ją i powodowały jedynie senność. Mam nadzieję, że za kilka dni wszystko wróci do normy i córcia zaskoczy nas wkrótce nowymi umiejętnościami.
I jeszcze jedno - przeglądając oferty sklepów internetowych z artykułami dla niemowląt natknęłam się na takie oto cudo - przytulankę z metkami firmy "label label":
Muszę przyznać, że urzekły mnie wszystkie zwierzątka z serii "Friends", ale ten słonik najbardziej. Noszę się z zamiarem zakupu tej maskotki, choćby z okazji zbliżających się.. moich urodzin ;-) W końcu zadowolone dziecko to szczęśliwa mama, więc prezent będzie w sam raz!
Etykiety:
dziecko,
marudna,
płacz,
przytulanka,
rozmowy,
samochód,
skok rozwojowy
środa, 10 lipca 2013
Na szczepienie marsz!
Środowy poranek urzekł mnie Słońcem i ciepłym powietrzem. Uwielbiam te pierwsze godziny każdego dnia, gdy córcia dosypia, a ja po wyprawieniu męża do pracy mogę usiąść z kawką, włączyć ulubioną muzykę i chocby poczytać, co nowego wydarzyło się na świecie. Mogłabym pospać co najmniej dwie godziny dłużej, ale ostatnio zwyczajnie szkoda mi dnia. Lato i tak zbyt szybko się skończy...
Dzisiejszy dzień nie będzie łatwy, bo czeka nas szczepienie. Kolejne 3 wkłucia. Nie zdecydowaliśmy się na szczepionki skojarzone i wcale tej decyzji nie żałuję, ale szkoda mi Gaby bardzo, bo niestety nie należy do tych dzieci, które ledwie zauważają ukłucie igłą. Poprzednie szczepienie przeżyłam bardzo. Porwałam się, aby iść na nie sama, a malutka denerwowała się i płakała juz chwilę po wejściu do gabinetu zabiegowego, jakby doskonale wiedziała, co się święci. Spędziłyśmy w przychodni chyba godzinę, bo nie mogła się uspokoić.
Na szczęście po powrocie do domu wszelkie troski minęły. Obyło się bez stanu podgorączkowego, zauważyłam jedynie niewielki odczyn na rącze, ale ten szybko zniknął. Można było odetchnąć. Dziś na szczepieniu będzie towarzyszyć nam moja mama. Myślę, że szybko nie popełnię tego samego błędu co poprzednio i będę prosić o towarzystwo w takich chwilach. Taka pomoc, choćby przy ubraniu dziecka, które zanosi się płaczem, jest nieoceniona.
Stresuję się. To chyba nieuniknione. Ale może za bardzo przeżywam? W końcu to tylko chwila, o której szybko się zapomina.
Subskrybuj:
Posty (Atom)

