środa, 10 lipca 2013

Na szczepienie marsz!

        Środowy poranek urzekł mnie Słońcem i ciepłym powietrzem. Uwielbiam te pierwsze godziny każdego dnia,  gdy córcia dosypia, a ja po wyprawieniu męża do pracy mogę usiąść z kawką, włączyć ulubioną muzykę i chocby poczytać, co nowego wydarzyło się na świecie. Mogłabym pospać co najmniej dwie godziny dłużej, ale ostatnio zwyczajnie szkoda mi dnia. Lato i tak zbyt szybko się skończy...
       Dzisiejszy dzień nie będzie łatwy, bo czeka nas szczepienie. Kolejne 3 wkłucia. Nie zdecydowaliśmy się na szczepionki skojarzone i wcale tej decyzji nie żałuję, ale szkoda mi Gaby bardzo, bo niestety nie należy do tych dzieci, które ledwie zauważają ukłucie igłą. Poprzednie szczepienie przeżyłam bardzo. Porwałam się, aby iść na nie sama, a malutka denerwowała się i płakała juz chwilę po wejściu do gabinetu zabiegowego, jakby doskonale wiedziała, co się święci. Spędziłyśmy w przychodni chyba godzinę, bo nie mogła się uspokoić. 
      Na szczęście po powrocie do domu wszelkie troski minęły. Obyło się bez stanu podgorączkowego, zauważyłam jedynie niewielki odczyn na rącze, ale ten szybko zniknął. Można było odetchnąć. Dziś na szczepieniu będzie towarzyszyć nam moja mama. Myślę, że szybko nie popełnię tego samego błędu co poprzednio i będę prosić o towarzystwo w takich chwilach. Taka pomoc, choćby przy ubraniu dziecka, które zanosi się płaczem, jest nieoceniona.
       Stresuję się. To chyba nieuniknione. Ale może za bardzo przeżywam? W końcu to tylko chwila, o której szybko się zapomina.  

14 komentarzy:

  1. witaj :-) bedzie dobrze,malutka juz za moment nie bedzie o tym pamietac, ja mam dwie coreczki i tez ani za pierwszym , ani za drugim razem nie zdecydowalam sie na szczepinke skojarzona, wedlug mnie to dobra decyzja, pozdrawiam :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. cześć ;-) Tak, najpiękniejsze w tym wszystkim jest to, że dziecko już po chwili zapomina o tym, że bolało i śmieje się jak zawsze. Na szczęście obyło się bez powikłań, jedynie lekko podwyższona temperatura.

      Usuń
  2. Oj stres zawsze z tymi szczepieniami - ja dopiero właśnie tez pisałam - u mnie towarzystwo trochę starsze, ale też się stresowałam - a Mamy to już w ogóle osobna historia... Dla Babć-Mam powinny być specjalne odznaczenia:-)
    pozdrawiam - mam nadzieję, że wszystko ok:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, na szczęście jest dobrze - marudzenie poszczepienne trwało tylko pół godziny przed wieczorem. Kamień z serca :)
      A Babcie-Mamy potrafią uratować człowieka z każdej opresji!!

      Usuń
  3. My mieliśmy przeboje ze szczepieniami...

    Dobrze robicie. Ja u kolejnych dzieci w życiu nie zdecyduję się na skojarzone. I też będę rozdzielać po jednej szczepionce na wizytę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ech, współczuję... Opowiesz, co się działo?

      Usuń
  4. A my zdecydowaliśmy się na szczepienia skojarzone i nie narzekam. Milenka co prawda zawsze po nich trochę marudzi, ale na następny dzień jest już ok. Plus - tylko jedno wkłucie, więc udaje się ja łatwo uspokoić :) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z pewnością to jedno wkłucie jest wielkim plusem :) A ja np. nie rozumiem, dlaczego zrezygnowano z doustnej szczepionki przeciw polio, zwłaszcza, że szczepi się nią tak malutkie dzieci.

      Usuń
  5. My wzieliśmy skojarzone ale to jest indywidualna decyzja każdej z mam.
    A ja na szczepienia zawsze chodzę z mężem bo córeczka jakoś szybciej uspokaja się w jego ramionach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie niestety nie zawsze udaje się wyrwać męża z pracy, a szczepienia są jedynie w godzinach 11-13.. A szkoda :)

      Usuń
  6. Na szczepienia córci też zabieram mamę :-) Męża nie proszę nawet, bo urlopu ma już niewiele.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kaniu, co my byśmy zrobiły bez tych naszych mam? Fajnie, że zajrzałaś :))

      Usuń
  7. My też szczepimy podstawowymi i jestem bardzo zadowolona, tym bardziej, że córcia dwa ostatnie razy nawet nie zapłakała :)

    OdpowiedzUsuń