środa, 30 października 2013

Tato, bloguj!

      Ostatnio coraz częściej spotykam się w Sieci z blogującymi ojcami. Piszę "częściej", bo kiedyś w ogóle ich nie było. Teraz regularnie zaglądam do Bunia, w październiku pojawił się blog Tata to ja (mam nadzieję, że autor wytrwale będzie pisał)... I na tym właściwie koniec.
Pytam się więc - gdzie się chowa cała reszta? Proporcja blogów tworzonych przez tatusiów do tych mamusinych jest jak jeden to tysiąca. I ubolewam nad tym, bo zawsze bardziej interesował mnie męski punkt widzenia, czasem tak odmienny od mojego własnego. Punkt, który nieraz potrafi sprowadzić mnie na ziemię, zachęcić do zastanowienia się nad sobą, wyciszyć panikę, a nawet powstrzymać od walenia głową w mur.

wtorek, 29 października 2013

Chrzest i cała reszta.

      I po imprezie. Gaba ochrzczona, my -  zadowoleni, że już po wszystkim. Pogoda nam dopisała, rodzina dotarła, chrzestni spisali się na medal. Jedynie organizacja samej uroczystości w kościele pozostawiła wiele do życzenia. Nie dość, że była pełna msza, to gościnnie występował misjonarz z Madagaskaru z 20-minutowym kazaniem.
     

piątek, 25 października 2013

O tym, co czeka nas lada chwila...

  Na szczepienie nie poszłyśmy. Jeszcze przed południem zadzwoniłam do przychodni, przedstawiłam sprawę, pielęgniarka poradziła poczekać. Kamień z serca. Przynajmniej będę mieć pewność, że Gaba porządnie wyzdrowieje i uda nam się uniknąć poszczepiennych przebojów. Zwłaszcza, że pojutrze czeka nas mała impreza.

środa, 23 października 2013

Szczepić? Nie szczepić?

     Już od 2-3 dni męczy mnie ta kwestia. Nie chodzi jednak o wątpliwości co do sensu szczepień jako takich. Bo o tym, że warto szczepić, zdecydowaliśmy już jakiś czas temu. Teraz dylemat przybrał inny wymiar, a mianowicie - czy organizm mojego dziecka jest gotowy na kolejne szczepienie?

poniedziałek, 21 października 2013

Żarty się skończyły...

     ... i tak naprawdę tylko małemu pełzakowi jest totalnie do śmiechu. Zwłaszcza, gdy każdy przedmiot godny zainteresowania można zdobyć, dotknąć, posmakować...

sobota, 19 października 2013

O pewnym pomyśle...

      Przyznam szczerze, że dość często mam dylemat, w co bawić się z moim dzieckiem. Grające zabawki, mówiące i śpiewające miśki, zabawy przed lustrem, "a kuku", wygłupy na kocu, mata edukacyjna... Po pewnym czasie pomysły się kończą, a zasoby wyczerpują. 

czwartek, 17 października 2013

Bezimienny stwór made by matka.

     Zadziało się coś nieprzewidzianego. Otóż wczoraj wczesnym popołudniem zamieszkał z nami pewien stwór... Tak, stwór! Ma dwoje ogromnych uszu, krótki ogonek, bardzo długą trąbę (ekhm..) i... dwie nogi. Tak, dwie. Cztery to było już zbyt wiele jak na moje skromne możliwości.

środa, 16 października 2013

Ale nam się upiekło!!

      Jakiś czas temu opublikowałam listę Dziesięciu Jesiennych Celów  i zobowiązałam się do ich realizacji. Ponieważ jesień w pełni, kilka punktów zostało "ruszonych" - chyba tylko z brakiem narzekania i foszenia się kiepsko mi idzie.. ;-).
Dzisiaj dokumentacja z realizacji punktu 7-go, w którym to postanowiłam ugotować 3 nowe potrawy i upiec 2 nowe ciasta.

wtorek, 15 października 2013

Hrvatska fotograficznie.

     O tym, że podróż minęła nam spokojnie i w miarę bezproblemowo, już wiecie. A jak nam upłynął czas pomiędzy jednym a drugim lotem? Można powiedzieć, że również... spokojnie.
Pechowo trafiliśmy na załamanie pogody w Chorwacji. Nadejście zimnego frontu poprzedziła potężna burza, na szczęście na nią się już nie "załapaliśmy". Deszczu za to było pod dostatkiem i dopiero w czwartym dniu naszego pobytu zobaczylismy pierwsze słoneczne promienie.

Mimo to nie odmawialiśmy sobie spacerów. Ponieważ Zadar nie jest dużym miastem, poznaliśmy każdy jego kąt, a Starówkę schodziliśmy wzdłuż i wszerz. Gaba trzymała się dzielnie, choć chwilami jasno dawała do zrozumienia, że w lekkiej spacerówce trochę jej niewygodnie. Za to widok morza działał na nią hipnotyzująco! Nie mogła oderwać wzroku od tego ogromu wody, nawet wszystkie drzewa przestały dla niej istnieć.

Co nas zdziwiło? Słyszeliśmy już, że w Zadarze jest niezwykle bezpiecznie i śmiało można spacerować po miasteczku choćby w środku nocy. I faktycznie tak jest. Nasze oczy nie widziały żadnych przejawów pijaństwa, chuligaństwa, ani nawet pojedynczego bezdomnego czy "proszącego o grosz na chleb dla dzieci". To było osobliwe... Miałam wrażenie, że jesteśmy w trochę innej rzeczywistości.

No, ale nie będę przynudzać. Poniżej ta bardziej kolorowa i przyjemna część wspominek, czyli krótka fotorelacja ;-).










      Ostatniego dnia udało nam się trafić na ćwiczenia miejscowej eskadry lotniczej. Dobre pół godziny trwał ten show, aż zapierało dech w piersiach ;-)

niedziela, 13 października 2013

O lataniu z bobasem słów kilka...

      No i już! Pierwszą podróż lotniczą w trzyosobowym składzie mamy już za sobą. Jak to przeżyliśmy? Na tyle dobrze, że z entuzjazmem będziemy planować przyszłoroczne wakacje również z uwględnieniem naszego ulubionego środka transportu.

Z pewnością stresu (mojego) było więcej, niż realnych problemów. Córka nie zmieniła pobytu w powietrzu ani nam, ani innym pasażerom w jakikolwiek koszmar. Oczywiście przerobiliśmy marudzenie z nudy i braku przestrzeni, karmienie na podkładzie w trybie na-tych-mias-to-wym, a także przewijanie w lotniskowej toalecie (całkiem ok), samolotowej toalecie (poziom hard), ekspresowe składanie wózka na płycie lotniska, oczywiscie jedną ręką, bo w drugiej ciążył niemowlęcy ekwipunek. Spędzające mi sen z powiek opowieści o bolesnej dla niemowląt zmianie ciśnienia podczas lotu okazały się jednak zupełnie przesadzone. Chwilami miałam wrażenie, że to ja odczuwam większy ciśnieniowy dyskomfort, niż mały berbeć, z zainteresowaniem oglądający instrukcję bezpieczeństwa podczas wznoszenia się samolotu w niebo.