O tym, że podróż minęła nam spokojnie i w miarę bezproblemowo, już wiecie. A jak nam upłynął czas pomiędzy jednym a drugim lotem? Można powiedzieć, że również... spokojnie.
Pechowo trafiliśmy na załamanie pogody w Chorwacji. Nadejście zimnego frontu poprzedziła potężna burza, na szczęście na nią się już nie "załapaliśmy". Deszczu za to było pod dostatkiem i dopiero w czwartym dniu naszego pobytu zobaczylismy pierwsze słoneczne promienie.
Mimo to nie odmawialiśmy sobie spacerów. Ponieważ Zadar nie jest dużym miastem, poznaliśmy każdy jego kąt, a Starówkę schodziliśmy wzdłuż i wszerz. Gaba trzymała się dzielnie, choć chwilami jasno dawała do zrozumienia, że w lekkiej spacerówce trochę jej niewygodnie. Za to widok morza działał na nią hipnotyzująco! Nie mogła oderwać wzroku od tego ogromu wody, nawet wszystkie drzewa przestały dla niej istnieć.
Co nas zdziwiło? Słyszeliśmy już, że w Zadarze jest niezwykle bezpiecznie i śmiało można spacerować po miasteczku choćby w środku nocy. I faktycznie tak jest. Nasze oczy nie widziały żadnych przejawów pijaństwa, chuligaństwa, ani nawet pojedynczego bezdomnego czy "proszącego o grosz na chleb dla dzieci". To było osobliwe... Miałam wrażenie, że jesteśmy w trochę innej rzeczywistości.
No, ale nie będę przynudzać. Poniżej ta bardziej kolorowa i przyjemna część wspominek, czyli krótka fotorelacja ;-).
Ostatniego dnia udało nam się trafić na ćwiczenia miejscowej eskadry lotniczej. Dobre pół godziny trwał ten show, aż zapierało dech w piersiach ;-)