Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ciało. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ciało. Pokaż wszystkie posty

sobota, 28 września 2013

Połamana.

     Wiele mówi się o tym, jak bardzo macierzyństwo wzbogaca. Mówi się o zmianach emocjonalnych, psychicznych, fizycznych... O rozstępach, dodatkowych kilogramach, wypadających włosach... Zastanawiam się natomiast, dlaczego nikt mnie nie uprzedził, jak skutecznie dziecko może matkę połamać!!

Tak, tak - będę narzekać, mimo, że całkiem niedawno, a dokładnie TUTAJ odbiecałam, że ograniczę narzekanie do minimum. Oto moja wytrwałość ;-) 

niedziela, 8 września 2013

Matka zazumbowana!

       Zapewne większość z Was słyszała już o fitnessowo-tanecznym hicie ostatnich lat- Zumbie. Ja długo nosiłam się z zamiarem sprawdzenia, o co tyle hałasu, ale nigdy nie miałam ani na tyle odwagi, ani szczęścia by trafić na wolne miejsce w grupie. Tak, tak... Na początku trzeba było zapisywać się co najmniej z miesięcznym wyprzedzeniem. I rzadko zdarzało się, by w ostatniej chwili ktoś zrezygnował i zwolnił miejsce. 
Teraz jednak tego typu zajęcia można spotkać w większości centrów sportowych, które oferują grupowe spalanie kalorii przy muzyce. Ponieważ na weekend wybrałam się do rodziców, postanowiłam odwiedzić mój stary klub fitness, którego przed zajściem w ciążę byłam częstą bywalczynią. Teraz mogę śmiało dołączyć do wielbicieli Zumby. Dawno już nie czułam się taka zmęczona i... szczęśliwa ;-)



        O co w tym wszystkim chodzi? Zumba jest połączeniem elementów tańca i aerobiku, łatwych kroków i szybkiego (nieraz i szalonego!) tempa. A wszystko w latynoamerykańskich rytmach, stwarzających atmosferę dobrej zabawy, gwarantującej energetyczego kopa i spory ubytek kalorii. Wygląda to mniej więcej tak:


        Za to człowiek po godzinie zajęć wygląda już nieco gorzej... Moja twarz przybrała kolor soczystego buraka i pozostała taka jeszcze przez ponad godzinę. Płuca i gardło pobolewały mnie trochę dłużej. Koszulka była tak mokra od potu, że mogłaby z niej coś spokojnie wycisnąć. Za to zakwasów - BRAK. I to jest szalenie piękne, bo nie ma nic gorszego od  nieznośnego bólu mięśni następnego dnia.

       Komu mogę polecić Zumbę? Przede wszystkim tym osobom, które chciałyby poprawić kondycję, spalić tłuszczyk, ale nie lubią "pompowania" i "wyciskania", tak jak ja. Z doświadczenia wiem, że większość klubów fitness oferuje zajęcia takie jak TBC czy Shape, bazujące na powtarzającej się serii ćwiczeń (patrz - Ewa Chodakowska). Tutaj mamy zupełnie inny typ aktywności, bardziej zbliżony do szaleństwa w dyskotece niż męczeniu brzuszków i pompek. W moim grafiku Zumba na pewno zagości na stałe, choćby te dwa razy w tygodniu. I mam nadzieję, że efekty będzie widać już wkrótce!

wtorek, 16 lipca 2013

6 radosnych zmian.

      Macierzyństwo coraz bardziej mnie zaskakuje. Spodziewałam się oczywiście, że wraz z pojawieniem się dziecka zacznę odkrywać zupełnie nowe strony życia i siebie, natomiast pewnych aspektów bycia mamą, następstw ciąży i porodu zupełnie nie byłam świadoma. 
Wiadomo, że każda zmiana ma swoje dobre i złe strony, nie ma czegoś takiego jak "stan idealny". A nawet jeśli jest, to.. kobieta i tak znajdzie dziurę w całym ;-). Dzisiaj jednak chcę opowiedzieć Wam o pozytywach, które dostałam od życia wraz z malutką Gabą.

1. Wiem, co to bezwarunkowa miłość. Miłości do dziecka nie da się porównać z żadną inną. Jest doskonała, bezwarunkowa i wolna od egoizmu - nie oczekuję w zamian tak naprawdę niczego, moje własne potrzeby schodzą na dalszy plan, a dla dobra Gaby jestem w stanie zrezygnować z wielu przyjemności, bez których wcześniej nie potrafiłam funkcjonować.
2. Zyskałam świadomość swojej siły. Mój poród nie należał do najłatwiejszych. Od początku miałam bóle "krzyżowe", w drugiej fazie pojawiły się komplikacje, wisiało nad nami widmo porodu kleszczowego. A jednak udało się i Gaba przyszła na świat całkowicie naturalnie, bez znieczulenia, z 10 pkt w Skali Apgar. Położna przyznała się "po wszystkim", że od początku była niemal pewna, że poród skończy się cesarką. Teraz w chwilach rezygnacji przypominam sobie ten dzień i od razu przypominam sobie, że "mogę wszystko".
3. Lepiej rozumiem moją Mamę. Kiedyś trudno było mi pojąć matczyną nadopiekuńczość i niepokój każdą podróżą czy późnym powrotem do domu. Teraz już wiem, że matki tak po prostu mają ;-)
4. Mam cudowną cerę! Tak tak, moja cera pierwszy raz w życiu jest tak doskonała, że spokojnie mogę wyjść z domu bez fluidu na twarzy i wspaniale się z tym czuć. Nawet w ciąży nie było tak dobrze, podejrzewam, że dużą rolę odgrywa tu dieta (bez czekolady, smażonych,pikantnych potraw i wszystkiego, co niezdrowe).
5. Zaczęłam doceniać swoje ciało... To sprzed ciąży oczywiście ;-) A kiedyś wydawało mi się, że rozmiar 38/40 to duży rozmiar. Haha ;-)
6. ...a także drobne przyjemności. Nie sądziłam, że wyjście do kina czy na fitness może aż tak cieszyć. A jednak!

   Oczywiście pozytywy można mnożyć, dzielić i wymieniać bez końca. Warto wspomnieć o nauce planowania, ostrożności, wyostrzeniu uwagi i.. słuchu, powrotu do śpiewania i czytania bajek. Te powyższe cenię sobie jak na razie najbardziej.
A jak to jest u Was? Co Was najbardziej zaskoczyło w macierzyństwie? Co cenicie sobie najbardziej?


piątek, 12 lipca 2013

Wracaj, moja szczupłości!!! - czyli rzecz o tym, jak wielki i chudy mam plan.

        No i mamy piątek... Dzisiaj Gaba już doszła do siebie, aktywna jest na całego, więc póki co korzystam z jej popołudniowej drzemki. Nie wiadomo, ile owa drzemka będzie trwała, ale jestem dobrej myśli. W końcu dziś zaliczyłyśmy aż dwa spacery! Z tego pierwszego wygoniła nas burza, drugi był pewnego rodzaju zadośćuczynieniem za drastyczne przerwanie Gabie poprzedniej przejażdżki. 
       Mimo tego deszczu i zmiennej aury, pozytywny dziś mamy dzień. Nie może być inaczej, gdy rano na wadze nagle widnieje kilogram mniej niż dnia poprzedniego. Nareszcie mój plan zaczyna działać.

        No właśnie. Mam plan, bardzo zresztą ambitny. Choć nie ukrywam, że trudniejszy do realizacji, niż mi się to na początku wydawało. Staram się wrócić do przedciążowej wagi. Oryginalny cel to to nie jest, ale wysiłku trzeba włożyć sporo. I od razu zastrzegam - nie, nie ćwiczę z Ewą Chodakowską. Owszem, próbowałam, ale po kilku treningach wysiadły mi kolana. Postanowiłam zacząć łagodniej, od jogi i pilatesu na zajęciach zorganizowanych, które dają jednak większego kopa niż ćwiczenie przed komputerem.
      
 A sprawy mają się następująco: 
  • wiosną 2012, przed zajściem w ciążę, ważyłam ok. 58 kg i fizycznie byłam chyba w najlepszej formie, jaką pamiętam. Fitness, joga, maksymalnie zdrowy tryb życia. Tak naprawdę świetny czas na ciążę i nadzieję, że utrzymam przez te 9 miesięcy choć w połowie tę dobrą formę;
  • no i się rypnęło... Do 20. tygodnia przytyłam jakieś 5kg, a potem pozostałe 15...
  • taaaakkkk... pod koniec marca przybrałam imponujące rozmiary i wagę 78kg, ale pocieszałam się, że sporo stracę na porodówce;
  • po porodzie ubyło mi... tylko 5kg... i zostało 73;
  • a na dzień dzisiejszy jest 68,8kg;
  • do celu pozostało 10,8kg.
    Muszę przyznać, że z motywacją bywa różnie. Zajęcia sprawiają mi frajdę, bo uwielbiam się ruszać, natomiast gorzej jest z dietą, bo ogromny ze mnie słodyczożerca. Być może publiczne przyznawanie się do postępów i grzeszków pozwoli mi się bardziej pilnować. Dlatego co piątek będzie się odbywać blogowa spowiedź. Podjęłam decyzję i już się boję ;)
Jednak chęć zmieszczenia się w te wszystkie sukienki, które wiszą w szafie i wydają się takie szczuplutkie, jest zdecydowanie silniejsza. O szczupłości, wracaj!!!