Pokazywanie postów oznaczonych etykietą miłość. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą miłość. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 18 lutego 2014

love, amor, ljubav, rakkaus...

Był taki czas w moim życiu, gdy wydawało mi się, że o miłości, związkach i facetach wiem wszystko.

Uśmiechacie się pobłażliwie? To dobrze, bo i ja mam teraz podobną minę, myśląc o tamtych czasach i swoim naiwnym poczuciu wszechwiedzy.
Byłam podobno uosobieniem spokoju, dla każdego miałam życzliwą i mądrą radę, potrafiłam wnikliwie słuchać, więc ludzie z problemami lgnęli do mnie jak Kubuś Puchatek do miodku. Nasłuchałam się setek miłosnych historii, naczytałam psychologicznych podręczników, moim idolem był Janusz L.Wiśniewski i jego zapierająca dech w piersiach wrażliwość. Jak więc mogłam nie być ekspertem w dziedzinie relacji damsko-męskich? Jak nie mogłam wiedzieć dosłownie wszystkiego o związkach?

Źródło
Zwłaszcza, że w związku przecież nie byłam!

Śmieję się teraz z tego i dziwię temu naiwnemu obrazowi swej mądrości. Przypomina to trochę paradoks nauk przedmałżeńskich, prowadzonych w naszym LO przez siostrę zakonną, która czerwieniła się słysząc słowo "seks", a w największe zakłopotanie można było ją wprawić, pytając o antykoncepcję. Co z resztą za każdym razem robiliśmy, ot dla zwykłej hecy.

Dziś wspominam siebie dwudziestoletnią, wiecznie nieszczęśliwie zakochaną, spełniającą się w rozmowie z drugim człowiekiem - i za Chiny Ludowe nie mogę pojąć, skąd mi się te wszystkie "mądrości" w głowie brały.
Bo jeśli chodzi o związki i mężczyzn, to prawda jest tylko jedna. Prosta, jednoznaczna i nie pozostawiająca żadnych wątpliwości.

Nie da się tego tematu ogarnąć.

Bo im dłużej jestem w związku, tym mniej się na relacjach damsko-męskich znam. Im bliżej poznaję mężczyznę, z którym mieszkam, którego kocham, z którym w końcu mam dziecko i który jest moim mężem - tym, cholera, mniej wiem o facetach.
Tego nie da się ogarnąć, mówię Wam.

I chyba wychodzi na to, że znowu się mądrzę.

Jednak o to chyba chodzi w miłości, związku, nieodgadnionej chemii - by nie dało się zmierzyć, zważyć ani usystematyzować emocji. By choć cząstka tej sfery na zawsze pozostała tajemnicą. By każdy kolejny tydzień, miesiąc, rok był inny. Mimo rutyny, mimo postępującej telepatii.
Czym byłaby Miłość, która nie potrafi Cię zaskoczyć???


wtorek, 16 lipca 2013

6 radosnych zmian.

      Macierzyństwo coraz bardziej mnie zaskakuje. Spodziewałam się oczywiście, że wraz z pojawieniem się dziecka zacznę odkrywać zupełnie nowe strony życia i siebie, natomiast pewnych aspektów bycia mamą, następstw ciąży i porodu zupełnie nie byłam świadoma. 
Wiadomo, że każda zmiana ma swoje dobre i złe strony, nie ma czegoś takiego jak "stan idealny". A nawet jeśli jest, to.. kobieta i tak znajdzie dziurę w całym ;-). Dzisiaj jednak chcę opowiedzieć Wam o pozytywach, które dostałam od życia wraz z malutką Gabą.

1. Wiem, co to bezwarunkowa miłość. Miłości do dziecka nie da się porównać z żadną inną. Jest doskonała, bezwarunkowa i wolna od egoizmu - nie oczekuję w zamian tak naprawdę niczego, moje własne potrzeby schodzą na dalszy plan, a dla dobra Gaby jestem w stanie zrezygnować z wielu przyjemności, bez których wcześniej nie potrafiłam funkcjonować.
2. Zyskałam świadomość swojej siły. Mój poród nie należał do najłatwiejszych. Od początku miałam bóle "krzyżowe", w drugiej fazie pojawiły się komplikacje, wisiało nad nami widmo porodu kleszczowego. A jednak udało się i Gaba przyszła na świat całkowicie naturalnie, bez znieczulenia, z 10 pkt w Skali Apgar. Położna przyznała się "po wszystkim", że od początku była niemal pewna, że poród skończy się cesarką. Teraz w chwilach rezygnacji przypominam sobie ten dzień i od razu przypominam sobie, że "mogę wszystko".
3. Lepiej rozumiem moją Mamę. Kiedyś trudno było mi pojąć matczyną nadopiekuńczość i niepokój każdą podróżą czy późnym powrotem do domu. Teraz już wiem, że matki tak po prostu mają ;-)
4. Mam cudowną cerę! Tak tak, moja cera pierwszy raz w życiu jest tak doskonała, że spokojnie mogę wyjść z domu bez fluidu na twarzy i wspaniale się z tym czuć. Nawet w ciąży nie było tak dobrze, podejrzewam, że dużą rolę odgrywa tu dieta (bez czekolady, smażonych,pikantnych potraw i wszystkiego, co niezdrowe).
5. Zaczęłam doceniać swoje ciało... To sprzed ciąży oczywiście ;-) A kiedyś wydawało mi się, że rozmiar 38/40 to duży rozmiar. Haha ;-)
6. ...a także drobne przyjemności. Nie sądziłam, że wyjście do kina czy na fitness może aż tak cieszyć. A jednak!

   Oczywiście pozytywy można mnożyć, dzielić i wymieniać bez końca. Warto wspomnieć o nauce planowania, ostrożności, wyostrzeniu uwagi i.. słuchu, powrotu do śpiewania i czytania bajek. Te powyższe cenię sobie jak na razie najbardziej.
A jak to jest u Was? Co Was najbardziej zaskoczyło w macierzyństwie? Co cenicie sobie najbardziej?