Pokazywanie postów oznaczonych etykietą złote rady. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą złote rady. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 10 marca 2014

Teren podminowany, czyli bez kija nie podchodź.

Czy zdarza Wam się czasem wstać lewą nogą i od rana mieć wyjątkowo podły nastrój? Jeśli nie - musicie być szczęściarzami. Ja od samiutkiego ranka (mimo, że noc przespana do 8-ej) byłam dziś w trybie "bez kija nie podchodź". Mina grobowa, ciało bezwiednie snuje się po domu, ego litościwie użala się nad swym losem. Masakra totalna. 



Taka sytuacja jest niezdrowa i dla samego podminowanego, i dla otoczenia. W dodatku dzieć, choć młody i niedoświadczony, odczuwa negatywne wibracje wyjątkowo dotkliwie, o czym pisałam niedawno tutaj ---> To nie jest dziecko na nasze nerwy. Trzeba się jak najszybciej i najskuteczniej ogarnąć. Tylko jak?

Naiwnie wierzę, że nie tylko ja jestem zmienna jak sinusoida, dlatego przygotowałam Wam kilka propozycji na poprawę nastroju. W wersji totalnie zminimalizowanej, żeby grymaśna niczym pogoda w marcu baba nie mogła nawymyślać, że "tak się nie da, bo..".
Da się. No bo jak to... Tobie miałoby się nie udać? Tobie??? Weź się Kobieto ogarnij!


1. Wypłacz się. 
No co? Przecież to pomaga! Jeśli czujesz, że sam płacz to za mało, możesz coś nawet popsuć, zniszczyć, spalić albo potłuc. Tylko potem nie żałuj! Faceci tak robią i jakoś żyją bez dozgonnych wyrzutów sumienia.

2. Wygadaj się.
Zadzwoń do mamy/siostry/przyjaciółki i wylej swe żale. Hurtem. Bez zahamowań. Pamiętaj tylko, by nie dzwonić do osoby, która najbardziej Ci podpadła, bo cała sprawa może skończyć się jeszcze większą aferą. Aha, jeśli masz problem z facetem, nie wygaduj się innemu. Nikt w tej sprawie nie zrozumie Cię tak dobrze, jak druga kobieta. 

3. Zjedź coś.
Nie od dziś wiadomo, że jedzenie poprawia humor. Ale...stop! Na Boga, niech to będzie bomba witaminowa, nie kaloryczna! Po tej drugiej będziesz mieć jeszcze większe wyrzuty sumienia. Witaminy pochodzące z czekolady z orzechami się nie liczą!
Nawet, gdy pozornie nie ma nic w lodówce, mądra kobieta zawsze coś wykombinuje. Ja znalazłam sałatę lodową, czerwoną fasolę i jajka. Była pyszna sałatka! Choć wyglądała obrzydliwie, bo fasola pływała w sosie chilli.

4. Umyj i uczesz włosy.
No ej, nie śmiejcie się... To wcale nie jest takie oczywiste, gdy ma się roczną zajrzydziurę w domu...

5. Zrób sobie makijaż.
I to taki, żebyś mogła na siebie patrzeć nie jęcząc z rozpaczy nad swym marnym żywotem. Codzienny spacer też sprawi Ci wtedy więcej radości. No i ludzie nie będą przed Tobą uciekać. 
Nie masz czasu na makijaż? Dziecko zjadło Ci wszystkie tusze i błyszczyki? Kup sobie czerwoną szminkę. Podobno ten jeden kosmetyk nałożony na usta sprawia, że cała twarz wygląda bardziej promiennie i wyraziście. Czerwień przyciąga spojrzenie, więc nikt nie zauważy Twoich pryszczy i cieni pod oczami po kolejnej nieprzespanej nocy.

6. Zagadaj do kogoś.
Jesteś już na spacerze, prawda? Jesteś wypłakana, najedzona, masz czyste pachnące włosy i choćby szczątkowy makijaż. Pogadaj sobie z kimś! Może sąsiadka wyszła na spacer ze swoją pociechą albo jakiś przystojniak prowadzi na smyczy psa, za którym Twe dziecię szaleje. Co Ci szkodzi nawiązać rozmowę?
Jeśli już kompletnie nie możesz nikogo spotkać, albo masz zdolność przyciągania do siebie samych dziwnych typów, wejdź do jakiegoś osiedlowego sklepiku, w którym świeci pustkami. Tam zazwyczaj panie tak się nudzą, że żadnemu klientowi nie przepuszczą dziesięciominutowej pogawędki.

7. Przytul się i pobaw z dzieckiem.
Prawda jest taka, że najlepszy poprawiacz nastroju masz cały czas przy sobie. Bardzo, bardzo blisko. Czasem nawet tak blisko, że nieustannie wisi na Twoich rękach lub szyi. Przytul dziecia. Zrób z nim barana, noski-noski, idzie rak nieborak, pohuśtaj na nodze, zrób karuzelę i ciesz się razem z maluchem. Popatrz, jak się śmieje. Zróbcie razem coś totalnie szalonego. W sumie dlaczego nie możnaby porzucać się niedojedzoną kaszką? Ubranie się wypierze, a pole walki sprzątnie.

A jeśli to wszystko Ci nie pomoże to znaczy, że ten dzień po prostu musiał być tak beznadziejny. Mam dobrą wiadomość - jutro będzie kolejny. Lepszy i pełen cudów. Uwierz w to, bo dobre nastawienie to najlepszy klucz do sukcesu!

czwartek, 27 lutego 2014

To nie jest dziecko na nasze nerwy.

Czy masz ostatnio wrażenie, że Twoje dziecko marudzi bez powodu? A może takie marudzenie trwa od dłuższego czasu? Stań przed lustrem i spójrz sobie w oczy. To w Tobie może tkwić problem.


Sprawdziłe(a)ś już wszystko. To nie skok rozwojowy, to nie zęby, to nie przeziębienie ani alergia. Twoje dziecko jest najedzone, wyspane i przewinięte. Powinno być wcieleniem radości i beztroski! Natomiast przed Tobą siedzi, leży, stoi, chodzi, raczkuje i/lub pełza mała maruda. Uśmiech pojawia się na tej małej buzi dość rzadko. A jeśli już, to na krótko. Płacze, krzyczy, niecierpliwi się i kłóci z Tobą. I na co drugie zdanie reaguje negatywnie. Coś mu jest!

A co jest Tobie?


Źródło


Zauważyliście, ile razy padła już w tym tekście odmiana zaimka "ty"? No właśnie... Bo ten post wcale nie traktuje o Twoim dziecku, a o emocjach, które mu przekazujesz.

Twoja latorośl doskonale odczuwa Twoje emocje, nastroje, humory. Tak, fochy, smutki i wkurwienie też. Nie ukryjesz tego przed nim. Ono wie. Bo jest częścią Ciebie i jest człowiekiem, a rozumie o wiele więcej, niż możesz przypuszczać. Ja o tym już wiem, bo niestety, dość dotkliwie tę dziecięcą rozumność odczułam.

Przytoczę Ci pewien przykład z naszego życia rodzinnego. Jakiś czas temu mieliśmy ze Ślubnym wyjątkowo trudny czas, jak to w małżeństwie. Tym razem jednak negatywnych emocji między nami było naprawdę sporo, atmosfera była tak gęsta, że w powietrzu można było pranie wieszać. O ironio, nasze pogodne, uśmiechnięte dziecko, było w tych dniach potwornie marudne. Nie pasowało jej nic - ani zabawy, ani jedzenie, ani nawet noszenie na rękach. Podejrzewałam już wtedy, co jest przyczyną takiego zachowania. Pewności nabrałam w momencie, gdy milczący do tej pory Ślubny zawołał Gabę, chcąc się z nią pobawić. I wiecie co? Nie chciała się zbliżyć na odległość mniejszą niż metr.

Kilka godzin później, gdy kryzys został ostatecznie zażegnany, dziecko nasze zobaczyło tatę i z okrzykiem radości poraczkowało wprost w jego ramiona. Zachowanie córki zmieniło się diametralnie. Oboje przeżyliśmy niezły szok. 

No cóż.. Jeśli chcesz mieć w domu pogodnego malucha, po prostu nie możesz być nerwowy(a). Nie twierdzę, że jest to łatwe - wyszłabym na kłamczuchę i hipokrytkę. Tego po prostu trzeba się nauczyć, bo odrobina luzu jest niezbędna, dla Waszego wspólnego dobra. Maluch będzie radosny i zadowolony, a Ty, o dziwo, będziesz mieć więcej spokoju i czasu dla siebie. Staraj się tylko myśleć pozytywnie, dużo i szczerze uśmiechać, mówić do dziecka głosem pełnym radości. A gdy się z nim bawisz, rób to całą(ym) sobą, nie myśl wtedy, że ziemniaki trzeba obrać i wyprasować stertę ubrań. Niech to będzie mentalny odpoczynek i dla Ciebie.

Wiem, że to brzmi jak wywód Superniani, której zresztą nie trawię, ale.. no cholera, to działa! Dziecię moje osobiste było testerem i może potwierdzić.

Aaaa! I jeszcze jedno! Gdyby Ci przypadkiem przyszło do głowy, żeby zaplanować sobie dzień i ściśle trzymać się tego planu, a przy okazji stresować się prosząc w duchu własne dziecko, by było grzeczne i odbyło dłuższą drzemkę - wiedz, że prawie na pewno zaliczysz porażkę. Malucha oszukać się nie da. On wie, że coś się dzieje!

wtorek, 25 lutego 2014

Jak się wyspać przy niemowlaku.

Każdej kobiecie w ciąży, prędzej czy później radzą: "wyśpij się na zapas, bo potem nie będzie już na to czasu!". I trzeba przyznać, że coś w tym jest. Niektóre świeżo upieczone mamuśki narzekają na brak snu przede wszystkim w pierwszych tygodniach/miesiącach po porodzie. U mnie było zupełnie odwrotnie. Gaba potrafiła obudzić się w nocy jeden, może dwa razy, a po porannym karmieniu uciąć sobie drzemkę trwającą nawet do południa. I tak przez pierwsze 3-4 miesiące.


Źródło

Tak naprawdę przestałam wysypiać się dopiero w drugim półroczu życia mego dziecka - po prostu pory snu jakoś dziwnie nam się  teraz mijają... I fakt - dopóki trwa macierzyński, jakoś idzie sobie z tym poradzić. Jednak wkrótce pyknie roczek, niemowlę przestanie być niemowlęciem (przynajmniej z nazwy) i do pracy trza będzie wrócić, a w tej pracy umysł mieć świeży i zdolny do myślenia.

Założę się, że wśród osób czytających ten tekst jakieś 85% marzy o choć jednej, solidnie przespanej nocy. Pomarzcie sobie! Szybko Wam się to nie zdarzy! 
Można za to jakoś pokombinować, żeby ziewać trochę rzadziej i choć częściowo przypominać człowieka, a nie matkę-zombie. Dlatego stworzyłam dla Was krótki poradnik śpiocha-kombinatora. 

1. Kawa, kawa, kawa. Zrób sobie kroplówkę z kawy. Z pewnością poczujesz się jak nowonarodzona. I senność odejdzie bezpowrotnie - najprawdopodobniej wtedy, gdy wieczorem położysz głowę na poduszce.

2. Jeśli jednak kawa nie pomoże, a Ty potrzebujesz prawdziwego SNU - nie pierz, nie sprzątaj, nie gotuj - prześpij się. Skorzystaj z południowej drzemki dziecka. Jest pewna szansa, że potrwa trochę dłużej niż 15 minut. A na obiad zamów facetowi pizzę. Zobaczysz, jak się ucieszy.

3. Gdy już zobaczysz, że maluch się obudził, a Ty nadal leżysz w łóżku - udawaj, że śpisz. Może się nabierze. Może przestanie krzyczeć, budząc wszystkich sąsiadów. Może nie zapuka do drzwi opieka społeczna, wezwana przez zaniepokojonego przechodnia, słyszącego nawoływania Twej pociechy. Być może łóżeczko wytrzyma kopanie, próby wyrwania szczebli i odgryzienia ochraniaczy. Świat przecież nie może być aż tak okrutny.

4. W dzień wolny od pracy zrzuć na Twą drugą połówkę matczyne obowiązki. Niech też się trochę wykaże i zabierze powód niewyspania z domu. Najlepiej już o świcie, byś miała szansę przespać poranek. Jeśli mąż/narzeczony/facet/kolega będzie protestować, zaszantażuj go emocjonalnie, a najlepiej zagroź brakiem seksu z powodu skrajnego wycieńczenia. Musi zadziałać.

5. Sprzedaj dziecko. To znaczy - oddaj. To znaczy - chwilowo tylko, spokojnie. Niech je dziadkowie porozpieszczają, niech sobie przypomną, jak to jest, niech sprawdzą, czy te wszystkie ich złote rady naprawdę działają w praktyce! Jak myślisz - kto komu da bardziej popalić?

A jeśli wszystkie te rady zawiodą, to zagraj tak, jak robią to mężczyźni i po prostu idź do pracy. Wyłącz telefon, ułóż się w kąciku, na biurku, czy gdzie tam jeszcze chcesz, owiń się kocem i śpij. Może szef się nad Tobą zlituje. A jeśli nie... No cóż... Pozostaje Ci czekać, aż Twoja pociecha zacznie chodzić do szkoły. Wtedy z pewnością odechce malcowi porannego wstawania!