Pięknie jest obserwować i z każdym dniem dostrzegać postępy w rozwoju dzieciątka własnego. Od razu i łezka się w oku kręci, i duma rozpiera. Ale największe jest chyba w tym wszystkim zdziwienie początkującego rodzica, pytającego siebie z niedowierzaniem: "Skąd dzieć wiedział? Jak załapał?" i "Naprawdę, to już czas?"
Obserwuję ostatnio sporo, bo tzw. "przypadek losowy" sprawił, że zmuszone jesteśmy z Gabą spędzać całe dnie skazane jedynie na siebie. Łącznie na dobę będzie tego jakieś 12-13 godzin. I choć bywają chwile, że już sił mi totalnie brak i naprawdę mam ochotę trzasnąć drzwiami i wyjść, to Gabulec potrafi totalnie mnie rozczulić i zadziwić w najlepszym tego słowa znaczeniu.


