Pięknie jest obserwować i z każdym dniem dostrzegać postępy w rozwoju dzieciątka własnego. Od razu i łezka się w oku kręci, i duma rozpiera. Ale największe jest chyba w tym wszystkim zdziwienie początkującego rodzica, pytającego siebie z niedowierzaniem: "Skąd dzieć wiedział? Jak załapał?" i "Naprawdę, to już czas?"
Obserwuję ostatnio sporo, bo tzw. "przypadek losowy" sprawił, że zmuszone jesteśmy z Gabą spędzać całe dnie skazane jedynie na siebie. Łącznie na dobę będzie tego jakieś 12-13 godzin. I choć bywają chwile, że już sił mi totalnie brak i naprawdę mam ochotę trzasnąć drzwiami i wyjść, to Gabulec potrafi totalnie mnie rozczulić i zadziwić w najlepszym tego słowa znaczeniu.
Przykłady?
Jedzenie łyżeczką kaszki na drugie śniadanie i równych przysmaków mięsno-warzywnych w ramach obiadku to nasz rytuał już od dawna. Jemy oczywiście łyżeczką. Tzn, do tej pory było tak, że ja Gabę karmiłam, a jadła tylko ona. A od kilku dni..no cóż.. Dziecko dzieli się ze mną każdym swoim posiłkiem. Co więcej - karmi mnie własnoręcznie - zanurza paluszek w kaszce/obiadku i wyciąga w stronę moich ust. No i foch jest, jak nie zjem ;-)
Kolejna sprawa to coś, co rozłożyło mnie na łopatki totalnie. Gabulec ma bowiem taką książeczkę zatytułowaną "Wiosna", na każdej stronie jest inne wiosenne zwierzątko. Najbardziej upodobała sobie pieski i owieczki. A ja, niewiele myśląc, podczas wspólnego "czytania" wydaję zwierzęce odglosy - hau hau, beeee-beee itp itd. Po pewnym czasie okazało się, że moje poczynania przynoszą efekt - gdy wydam określony odgłos, Gaba potrafi otworzyć książeczkę na właściwej stronie.
A dopiero co potrafiła tylko jeść, spać i płakać...
Tyle z serii rozczuleń ;-) Choć teraz też będzie trochę "zwierzęco", bo pragnę donieść, że dotarł do nas cudny kot wygrany u Hally z bloga "... by cieszyć się życiem". Kot szary, z kieszonką, a w kieszonce rybki... i niespodzianka! Wspaniałe świąteczne pierniczki!
Niestety jedyna chwila, gdy mogę ostatnio zrobić spokojnie zdjęcia to ta, gdy moje dziecko śpi, więc kot jest uwieczniony jedynie odpoczywający ;-) Jednak Gabie bardzo spodobała się kieszonka z rybkami i wielkie kocie oczy. Dziękujemy Hally!!!

Przewspaniała kicia! :) A moje dziecko też mnie dzisiaj zszokowało, mimo katar (ZNOWU) nauczł się w końcu robić papa i zakrywać glówkę kocykiem i oto mamy nowy sposób na akuku :) piękne chwile! :)
OdpowiedzUsuńFajne kocisko :)))
OdpowiedzUsuńCo do rozczulających momentów to najpiękniejsze jest w nich to, że jeszcze mnóstwo takich przed nami :)
p.s. Kinguś dzięki za zaproszenie do konkursu, jednak ze względu na wymóg fejsbukowy nie wezmę udziału. Ale życzę innym powodzenia :)
p.s. 2 fajna zmiana na blogu :D
Oj tak. Dzieci nas zaskakują bardzo. Mnie wczoraj kolejny raz swoją wiedzą zaskoczył najstarszy synal. Mądrala z niego rożnie ;-))
OdpowiedzUsuńZdolniacha z Gabrysi! :) I ja sobie wyobraziłam jak Ignaś jest już z nami i pierwszy raz je samodzielnie, kiedy to będzie... ;)
OdpowiedzUsuńTeż uwielbiam takie chwile. I sporo jeszcze przed Tobą. Ja zdaję sobie sprawę, ze nie ma dnia bez miłego zaskoczenia.
OdpowiedzUsuńW życiu matki całe mnówstwo łez wzruszenia::))))
OdpowiedzUsuńSuper że kotek trafił pod dobrą opiekę:)))