Grudzień... No tak, grudzień. Godzina 16-ta, za oknem ciemno. Młoda śpi, w domu cisza, z kuchni dochodzi mnie zapach gotującego się rosołu. A ja siedzę i czekam na huragan.
Przyznam Wam się, że gdy byłam mała, każdą burzę spędzałam w łóżku, z głową pod poduszką. Obowiązkowo musiało być zapalone światło, nawet w środku nocy. Burze były dla mnie koszmarnym przeżyciem. Każdy grzmot tłumiłam mocno przyciskając ręce do uszu. Tak się bałam...
Dzisiaj już nie chowam głowy pod poduszkę, ale wciąż nie znoszę wszelkich anomalii pogodowych. Na całe szczęście, mieszkając w mieście, w blokowisku, nie odczuwa się ich tak bardzo jak w małym domku na wsi, otoczonym głównie przez pola. Wiatr nie tłucze o szyby z taką mocą, woda nie wlewa się do piwnicy...
Czekam sobie jednak na ten wiatr i mam w sobie niepokój. Bo jest w planach weekendowa podróż - bez dziecka. Pierwsze takie rozstanie z Gabą od... noooo, od "w ogóle". I obawy, wątpliwości, głupie wyrzuty sumienia. A teraz jeszcze ten śnieg i mocniejszy podmuch. I ciesz się człowieku z pierwszego od wielu wielu miesięcy weekendu "na wolności".

Też nie lubię burzy.... Mam wrażenie, że świat się złości... - wiem wiem takie dziwne porównanie :)
OdpowiedzUsuńChoćby w nocy tylko zagrzmiało, to ja już jestem w pełni obudzona. Mąż śpi jak kamień, a ja czekam wtulona w jego ramiona aż wszystko ucichnie... :)
Każdy ma jakieś swoje strachy :)
Trzymaj się ! :)
Czyli jest nas więcej ;-)
UsuńOby mimo wszystko wypad był udany. A kysz anomalie, wyrzuty i wątpliwości :* Ja też burzy nie lubię, brrrrrrr!
OdpowiedzUsuńDobrze, że już sobie poszła ta wichura ;-)
UsuńDzieciństwo w domu na wsi w pokoju na poddaszu i do tego burza z piorunami - o nie!! Do tej pory pamiętam ten zimny pot i strach. A teraz mieszkając na blokowisku nie robi to na mnie wrażenia. Udanego wyjazdu życzę!
OdpowiedzUsuńBlokowisko zdecydowanie wtgrywa pod tym względem!
UsuńDasz radę! Wierzę w Ciebie :* i zrelaksuj się odpowiednio, obiecujesz?
OdpowiedzUsuńDałam radę, a jednak!
UsuńJa też od zawsze bałam się burzy. A kiedy zerwało nam dach to już w ogóle ciągły strach przed nawet lekko silniejszym wiatrem...
OdpowiedzUsuńMiłego weekendu :)
Nawet trochę zazdroszczę możliwości wyrwania się bez dziecia ;)
Oj to już naprawdę nieprzyjemne doświadczenie...współczuję..
UsuńTak, taki wyjazd jest na wagę złota :D
i ja nie przepadam za anomaliami pogodowymi, więc rozumiem, co czujesz:( A pierwszą trzydniową podróż bez mojego maluszkawspominam bardzo źle, bo płakałam jakgłupia:( Tobie życzępochamowania stresu i smutku, że dziecko zostało bezmamy, bo przecieżnic mu się nie stanie:)
OdpowiedzUsuńUdało się odstresować a dziecko nawet do domu nie chciało wrócić!
UsuńOoo, weekend bez dziecia. Korzystaj, korzystaj! Wyrzuty sumienia wywal w kosz. Po co Ci one?
OdpowiedzUsuńWłaśnie tak zrobiłam i było zacnie!
Usuń