Ostatnio coraz częściej spotykam się w Sieci z blogującymi ojcami. Piszę "częściej", bo kiedyś w ogóle ich nie było. Teraz regularnie zaglądam do
Bunia, w październiku pojawił się blog
Tata to ja (mam nadzieję, że autor wytrwale będzie pisał)... I na tym właściwie koniec.
Pytam się więc - gdzie się chowa cała reszta? Proporcja blogów tworzonych przez tatusiów do tych mamusinych jest jak jeden to tysiąca. I ubolewam nad tym, bo zawsze bardziej interesował mnie męski punkt widzenia, czasem tak odmienny od mojego własnego. Punkt, który nieraz potrafi sprowadzić mnie na ziemię, zachęcić do zastanowienia się nad sobą, wyciszyć panikę, a nawet powstrzymać od walenia głową w mur.