środa, 9 kwietnia 2014

Twoje problemy rozwiążemy od ręki.

Stara  życiowa mądrość głosi, że czasem lepiej zostawić sprawy swojemu biegowi, a wtedy rozwiązanie przyjdzie samo. I faktycznie - tym razem gro problemów spędzających mi sen z powiek zostało rozwiązanych w okamgnieniu, wraz z jednym wypowiedzianym w moim kierunku zdaniem. 





Czy to nie spełnienie marzeń każdej uciemiężonej matki? Nagle ktoś podaje Ci pomocną dłoń, otwiera usta, a Ty -  jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki możesz się przestać zamartwiać  się o kilka kluczowych w Twoim życiu spraw:

1. Co zrobić z dzieckiem?

Bo każdy przecież wie, że żłobek to nie jest rozwiązanie idealne. Dziecko zapisuje się do żłobka wtedy, gdy istnieje tego najwyższa konieczność, a innych rozwiązań po prostu brak. Mamy taką placówkę dosłownie "za miedzą", z miejscem też nie byłoby problemu. Jednak po małym wywiadzie środowiskowym na osiedlowym placu zabaw (tak, żłobek to świetny temat, aby zacząć rozmowę z innymi, bardziej doświadczonymi mamuśkami), skutecznie sobie ten pomysł wybiłam z głowy. Krótko mówiąc placówka nie cieszy się dobrą sławą. No i problem zorganizowania dnia dzieciu pozostał...

2. Kompletowanie garderoby.

Takiej wyjściowej, w której można się ludziom pokazać. Pisałam nawet o tym w "Nie mam się w co ubrać!". Tworzenie garderoby od "zera" jest i czasochłonne i kosztowne, niemożliwe do wykonania w ciągu 2-3 miesięcy. No bo, wiecie, 60% mojego wynagrodzenia, które dostawałam przez ostatnie pół roku jako zasiłek macierzyński to naprawdę żadne kokosy...

3. Czas na blog. 

Kwestia, która targała mną niczym halny na Giewoncie. "Dam radę? Nie dam rady? Teraz i tak czasu mało, a potem tylko noce zostaną...". Miałam już tysiąc myśli na ten temat, łącznie z zawieszeniem, zamknięciem, skasowaniem, albo kupieniem sobie dobrego ekspresu parzącego mega mocną kawę. Wszak każdy bloger wie, że prowadzenie takiej stronki to nie bułka z masłem, gdy ma się męża, dzieci i pracę...

"I jak ja to wszystko ogarnę?" - myślałam. A od tego myślenia opadało mi wszystko, co podlega sile grawitacji. Praca, dziecko, dom, mąż, pasja... a jeszcze do tego miałam kiedyś taki skromny plan, by wrócić do aktywności fizycznej. Dobre sobie. To całe połączenie zwiastowało mi jedną wielką masakrę. 

Po czym nadszedł dzień wczorajszy. Ciepły, słoneczny, zapowiadający niezłą burzę.

"Wolisz normalny czy skrócony okres wypowiedzenia?" - usłyszałam.

Tak, w tym momencie rozwiązały się wszystkie powyższe problemy. I narodziły kolejne, nowe - jeśli wiecie, co mam na myśli...

_____ Polub nas na Facebooku! ;-)

39 komentarzy:

  1. Ja tam się cieszę, że zostajesz w domu :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W domu? Eeee, tylko dopóki nie znajdę nowej pracy ;))

      Usuń
    2. Ale dopóki nie znajdziesz, to wiesz :P

      Usuń
    3. No tak, to mam chociaż odrobinę czasu dla siebie ;)))

      Usuń
  2. Skąd ja to znam... Mnie raz zredukowali w ciąży, a drugi raz kiedy w końcu udało mi się znaleźć pracę i już zaczynało mi się tam podobać:/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak właśnie traktuje się kobiety na rynku pracy.

      Usuń
  3. Super!!! Niech żyje polityka prorodzinna w naszym państwie ;/
    Wspaniale - można sobie wybrać.

    Niestety, ale chyba dzieje się to, co było zapowiadane po wywalczonych rocznych urlopach macierzyńskich. Kobiety nie będą miały, gdzie wracać do pracy.

    No, a tak na poważnie już. Co dalej? Jakie plany?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wybiorę zaległy urlop i zabieram się za szukanie nowej (lepszej) pracy :)

      Usuń
  4. Wykorzystaj wszystkie zaległe dni urlopu :) Współczuję wypowiedzenia, niestety takie są warunki powrotu do pracy większości mam... ja idę na wychowawczy ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, z urlopu już korzystam, a mam go ok 50 dni ;)) Ja pewnie też bym poszła na wychowawczy, ale finanse nie pozwalają...

      Usuń
  5. Super, jak zwykle..... ja usłyszałam jeszcze przed porodem że niestety ale dwoje z małym dzieckiem to za dużo (kierowniczka miała półrocznego synka i jego zastępca czyli ja) więc od początku wiedziałam że nie mam gdzie wracać.

    zapraszam do zabawy http://mamom-polecamy.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ech, taka polska rzeczywistośc...

      A jeśli chodzi o "mamę na 6" to o moich gadżetach można już poczytac http://gabi-mum.blogspot.com/2014/03/mama-na-szostke.html - innych chyba nie wymyślę ;)

      Usuń
  6. O masakra.... Nawet nie wiem co napisać. I jak zareagowałaś? Jakby to był mój szef to ja bym mu powiedziała! Co za bezczel!

    Szkoda tylko, ze takie są realia w naszym kraju...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Byłam przygotowana na taki rozwój wydarzeń bo na moje miejsce została zatrudniona osoba, która dostała od razu umowę na stałe.. No cóż - zadowolona ani uśmiechnięta nie byłam. A najlepsza była Gabi, która była tam ze mną - po prostu zaczęła bic brawo :P

      Usuń
  7. Odpowiedzi
    1. Finansowo raczej nie dalibyśmy rady, bo w najbliższej perspektywie mamy spoooory wydatek...

      Usuń
  8. To fajnie czy niefajnie, bo już nie wiem?
    Dałabyś radę :) Ja dojeżdżam do pracy codziennie, pracuję, w co drugi weekend jadę do szkoły, zajmuję się kiedy mogę Polką, skrobnę coś czasem na blogu, a jeszcze dorabiam zdalnie w domu wieczorami. Tylko domu nie ma kto ogarnąć, a ja wiecznie niewyspana chodzę. Nie no, cudnie jest (ja chcę ze 2 tygodnie wolnego od wszystkiego aaaaaaaa :P )

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie że niefajnie, to z fajnością to taka ironia ;)

      Tak, wierzę, że da się to wszystko ogarnąć, ale na pewno jest hardkor :D

      Usuń
  9. O kurcze :-( przykro mi bardzo..ale takie uroki pracy u prywaciarza, bo domyślam się że nie miałaś posady w budżetówce? Życzę powodzenia w poszukiwaniu nowej pracy, jeśli tego właśnie chcesz :-) buziaki!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście, że prywatna firma... Ale z pozytywnym nastawieniem szukam nowej, oby się udało! :)

      Usuń
  10. To jest po prostu niewyobrażalne, naprawdę w głowie mi się nie mieści :////
    Mam nadzieję, że znajdziesz lepszą pracę i jeszcze im pokażesz!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też!!! Zresztą, nie widzę innej możliwosci :)

      Usuń
  11. Mój pierwszy komentarz to było" o kur..a" ;/
    Nie wiem co Ci powiedzieć kurcze. Może tyle, że trzymam kciuki za dalszy rozwój rzeczy. Może tak właśnie miało być? Nic się nie dzieje bez przyczyny i wierzę, że u Ciebie też tak jest. Będzie dobrze, ściskam :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Byc może :)) Prawda jest taka, że już jakiś czas temu chciałam zmienic pracę... No a teraz właśnie nadszedł czas, że muszę to zrobic ;)

      Usuń
    2. Miałam taką samą reakcję.
      Podziwiam, naprawdę, że podchodzisz do tego z pewnym dystansem.
      I kurczę, życzę jak najszybciej znalezienia znacznie lepszej roboty. Kciuki!

      Usuń
    3. Myślę, że zacznę reagowac inaczej, gdy się skończą pieniążki a pracy nadal nie będzie..
      Na razie jestem dobrej myśli i oby tak zostało!

      Usuń
  12. O kurde! Ale mnie zaskoczyłaś! Strasznie mi przykro :( Wiadomo, praca to nie wszystko, ale finanse zawsze by się jednak przydały... Ale może to znak, żeby pójść w coś nowego? Trzymam kciuki za nowe szanse i drogi! :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem właśnie tej myśli - czas zacząć coś nowego :)) Dziękuję :*

      Usuń
  13. Ale przecież nie mogą przez rok po macierzyńskim... No jak to?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Eeeee...to chyba nie u nas ;)

      Usuń
    2. http://www.mamazone.pl/pytania-i-odpowiedzi/prawo/2010/kiedy-nie-wolno-zwolnic-kobiety-po-powrocie-z-macierzynskiego.aspx U nas Kochana! Nie ma takiej opcji...

      Usuń
    3. Tylko wtedy, gdy zredukujesz sobie etat do 7/8 lub mniej....

      Usuń
  14. Kurde :/ niefajnie! Powodzenia w szybkim znalezieniu pracy, a do tej pory ciesz się dodatkowy czasem do spędzenia z dzieckiem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten czas jest nie do przecenienia, choć przyznaję, że już powoli mam dość siedzenia w domu ;)

      Usuń
  15. Co się stało trzeba przyjąć, trudno ale się nie odstanie :) Teraz trzymam kciuki za kolejną pracę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wychodzę z założenia, że nie ma co płakac tylko dopatrywac się w tym szansy na nowy początek :)

      Usuń
  16. No pięknie. Ja tu się ostatnio zamartwiam, czy iść na wychowawczy czy nie, a ty masz taką akcję. Nie wiem co bym zrobiła, gdybym dostała taką "propozycję" od szefa. Ale może tak ma być, może akurat znajdziesz coś lepszego i za świetne wynagrodzenie.

    OdpowiedzUsuń
  17. no po prostu witki opadają...

    ale wszystko jest po coś, myślę więc, że nowa praca da Ci inne perspektywy i to, co wydawało się problematyczne - będzie łatwiejsze :) Trzymam kciuki! :*

    OdpowiedzUsuń