Stara życiowa mądrość głosi, że czasem lepiej zostawić sprawy swojemu biegowi, a wtedy rozwiązanie przyjdzie samo. I faktycznie - tym razem gro problemów spędzających mi sen z powiek zostało rozwiązanych w okamgnieniu, wraz z jednym wypowiedzianym w moim kierunku zdaniem.
Czy to nie spełnienie marzeń każdej uciemiężonej matki? Nagle ktoś podaje Ci pomocną dłoń, otwiera usta, a Ty - jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki możesz się przestać zamartwiać się o kilka kluczowych w Twoim życiu spraw:
1. Co zrobić z dzieckiem?
Bo każdy przecież wie, że żłobek to nie jest rozwiązanie idealne. Dziecko zapisuje się do żłobka wtedy, gdy istnieje tego najwyższa konieczność, a innych rozwiązań po prostu brak. Mamy taką placówkę dosłownie "za miedzą", z miejscem też nie byłoby problemu. Jednak po małym wywiadzie środowiskowym na osiedlowym placu zabaw (tak, żłobek to świetny temat, aby zacząć rozmowę z innymi, bardziej doświadczonymi mamuśkami), skutecznie sobie ten pomysł wybiłam z głowy. Krótko mówiąc placówka nie cieszy się dobrą sławą. No i problem zorganizowania dnia dzieciu pozostał...
2. Kompletowanie garderoby.
Takiej wyjściowej, w której można się ludziom pokazać. Pisałam nawet o tym w "Nie mam się w co ubrać!". Tworzenie garderoby od "zera" jest i czasochłonne i kosztowne, niemożliwe do wykonania w ciągu 2-3 miesięcy. No bo, wiecie, 60% mojego wynagrodzenia, które dostawałam przez ostatnie pół roku jako zasiłek macierzyński to naprawdę żadne kokosy...
3. Czas na blog.
Kwestia, która targała mną niczym halny na Giewoncie. "Dam radę? Nie dam rady? Teraz i tak czasu mało, a potem tylko noce zostaną...". Miałam już tysiąc myśli na ten temat, łącznie z zawieszeniem, zamknięciem, skasowaniem, albo kupieniem sobie dobrego ekspresu parzącego mega mocną kawę. Wszak każdy bloger wie, że prowadzenie takiej stronki to nie bułka z masłem, gdy ma się męża, dzieci i pracę...
"I jak ja to wszystko ogarnę?" - myślałam. A od tego myślenia opadało mi wszystko, co podlega sile grawitacji. Praca, dziecko, dom, mąż, pasja... a jeszcze do tego miałam kiedyś taki skromny plan, by wrócić do aktywności fizycznej. Dobre sobie. To całe połączenie zwiastowało mi jedną wielką masakrę.
Po czym nadszedł dzień wczorajszy. Ciepły, słoneczny, zapowiadający niezłą burzę.
"Wolisz normalny czy skrócony okres wypowiedzenia?" - usłyszałam.
Tak, w tym momencie rozwiązały się wszystkie powyższe problemy. I narodziły kolejne, nowe - jeśli wiecie, co mam na myśli...
_____
Polub nas na Facebooku! ;-)
Ja tam się cieszę, że zostajesz w domu :*
OdpowiedzUsuńW domu? Eeee, tylko dopóki nie znajdę nowej pracy ;))
UsuńAle dopóki nie znajdziesz, to wiesz :P
UsuńNo tak, to mam chociaż odrobinę czasu dla siebie ;)))
UsuńSkąd ja to znam... Mnie raz zredukowali w ciąży, a drugi raz kiedy w końcu udało mi się znaleźć pracę i już zaczynało mi się tam podobać:/
OdpowiedzUsuńTak właśnie traktuje się kobiety na rynku pracy.
UsuńSuper!!! Niech żyje polityka prorodzinna w naszym państwie ;/
OdpowiedzUsuńWspaniale - można sobie wybrać.
Niestety, ale chyba dzieje się to, co było zapowiadane po wywalczonych rocznych urlopach macierzyńskich. Kobiety nie będą miały, gdzie wracać do pracy.
No, a tak na poważnie już. Co dalej? Jakie plany?
Wybiorę zaległy urlop i zabieram się za szukanie nowej (lepszej) pracy :)
UsuńWykorzystaj wszystkie zaległe dni urlopu :) Współczuję wypowiedzenia, niestety takie są warunki powrotu do pracy większości mam... ja idę na wychowawczy ;)
OdpowiedzUsuńO tak, z urlopu już korzystam, a mam go ok 50 dni ;)) Ja pewnie też bym poszła na wychowawczy, ale finanse nie pozwalają...
UsuńSuper, jak zwykle..... ja usłyszałam jeszcze przed porodem że niestety ale dwoje z małym dzieckiem to za dużo (kierowniczka miała półrocznego synka i jego zastępca czyli ja) więc od początku wiedziałam że nie mam gdzie wracać.
OdpowiedzUsuńzapraszam do zabawy http://mamom-polecamy.blogspot.com/
Ech, taka polska rzeczywistośc...
UsuńA jeśli chodzi o "mamę na 6" to o moich gadżetach można już poczytac http://gabi-mum.blogspot.com/2014/03/mama-na-szostke.html - innych chyba nie wymyślę ;)
O masakra.... Nawet nie wiem co napisać. I jak zareagowałaś? Jakby to był mój szef to ja bym mu powiedziała! Co za bezczel!
OdpowiedzUsuńSzkoda tylko, ze takie są realia w naszym kraju...
Byłam przygotowana na taki rozwój wydarzeń bo na moje miejsce została zatrudniona osoba, która dostała od razu umowę na stałe.. No cóż - zadowolona ani uśmiechnięta nie byłam. A najlepsza była Gabi, która była tam ze mną - po prostu zaczęła bic brawo :P
UsuńNie możesz iść na wychowawczy?
OdpowiedzUsuńFinansowo raczej nie dalibyśmy rady, bo w najbliższej perspektywie mamy spoooory wydatek...
UsuńTo fajnie czy niefajnie, bo już nie wiem?
OdpowiedzUsuńDałabyś radę :) Ja dojeżdżam do pracy codziennie, pracuję, w co drugi weekend jadę do szkoły, zajmuję się kiedy mogę Polką, skrobnę coś czasem na blogu, a jeszcze dorabiam zdalnie w domu wieczorami. Tylko domu nie ma kto ogarnąć, a ja wiecznie niewyspana chodzę. Nie no, cudnie jest (ja chcę ze 2 tygodnie wolnego od wszystkiego aaaaaaaa :P )
Pewnie że niefajnie, to z fajnością to taka ironia ;)
UsuńTak, wierzę, że da się to wszystko ogarnąć, ale na pewno jest hardkor :D
O kurcze :-( przykro mi bardzo..ale takie uroki pracy u prywaciarza, bo domyślam się że nie miałaś posady w budżetówce? Życzę powodzenia w poszukiwaniu nowej pracy, jeśli tego właśnie chcesz :-) buziaki!
OdpowiedzUsuńOczywiście, że prywatna firma... Ale z pozytywnym nastawieniem szukam nowej, oby się udało! :)
UsuńTo jest po prostu niewyobrażalne, naprawdę w głowie mi się nie mieści :////
OdpowiedzUsuńMam nadzieję, że znajdziesz lepszą pracę i jeszcze im pokażesz!
Ja też!!! Zresztą, nie widzę innej możliwosci :)
UsuńMój pierwszy komentarz to było" o kur..a" ;/
OdpowiedzUsuńNie wiem co Ci powiedzieć kurcze. Może tyle, że trzymam kciuki za dalszy rozwój rzeczy. Może tak właśnie miało być? Nic się nie dzieje bez przyczyny i wierzę, że u Ciebie też tak jest. Będzie dobrze, ściskam :*
Byc może :)) Prawda jest taka, że już jakiś czas temu chciałam zmienic pracę... No a teraz właśnie nadszedł czas, że muszę to zrobic ;)
UsuńMiałam taką samą reakcję.
UsuńPodziwiam, naprawdę, że podchodzisz do tego z pewnym dystansem.
I kurczę, życzę jak najszybciej znalezienia znacznie lepszej roboty. Kciuki!
Myślę, że zacznę reagowac inaczej, gdy się skończą pieniążki a pracy nadal nie będzie..
UsuńNa razie jestem dobrej myśli i oby tak zostało!
O kurde! Ale mnie zaskoczyłaś! Strasznie mi przykro :( Wiadomo, praca to nie wszystko, ale finanse zawsze by się jednak przydały... Ale może to znak, żeby pójść w coś nowego? Trzymam kciuki za nowe szanse i drogi! :*
OdpowiedzUsuńJestem właśnie tej myśli - czas zacząć coś nowego :)) Dziękuję :*
UsuńAle przecież nie mogą przez rok po macierzyńskim... No jak to?
OdpowiedzUsuńEeeee...to chyba nie u nas ;)
Usuńhttp://www.mamazone.pl/pytania-i-odpowiedzi/prawo/2010/kiedy-nie-wolno-zwolnic-kobiety-po-powrocie-z-macierzynskiego.aspx U nas Kochana! Nie ma takiej opcji...
UsuńTylko wtedy, gdy zredukujesz sobie etat do 7/8 lub mniej....
UsuńKurde :/ niefajnie! Powodzenia w szybkim znalezieniu pracy, a do tej pory ciesz się dodatkowy czasem do spędzenia z dzieckiem :)
OdpowiedzUsuńTen czas jest nie do przecenienia, choć przyznaję, że już powoli mam dość siedzenia w domu ;)
UsuńCo się stało trzeba przyjąć, trudno ale się nie odstanie :) Teraz trzymam kciuki za kolejną pracę :)
OdpowiedzUsuńWychodzę z założenia, że nie ma co płakac tylko dopatrywac się w tym szansy na nowy początek :)
UsuńNo pięknie. Ja tu się ostatnio zamartwiam, czy iść na wychowawczy czy nie, a ty masz taką akcję. Nie wiem co bym zrobiła, gdybym dostała taką "propozycję" od szefa. Ale może tak ma być, może akurat znajdziesz coś lepszego i za świetne wynagrodzenie.
OdpowiedzUsuńTa nadzieja trzyma mnie przy życiu :P
Usuńno po prostu witki opadają...
OdpowiedzUsuńale wszystko jest po coś, myślę więc, że nowa praca da Ci inne perspektywy i to, co wydawało się problematyczne - będzie łatwiejsze :) Trzymam kciuki! :*