Trzy i pół doby bez dziecia. Wiecie, jakie to było święto????
Wbrew wcześniejszym obawom, nie płakałam, nie tęskniłam, nie chciałam jak najszybciej wrócić do domu. Odpoczynek od matkowania i domowych obowiązków był mi potrzebny na tyle, że szybko zapomniałam o wyrzutach sumienia i po prostu cieszyłam się beztroskim czasem, widokami, wieczornymi spacerami po starówce i godzinami spędzonymi w klimatycznych piwiarniach.
Nawet 19 godzin w autokarze nie było takie straszne.
Tak właśnie wyglądała pierwsza rocznica naszego ślubu. Wyjazd był niespodzianką, jaką mąż zgotował mi z tej okazji. O celu naszej podróży dowiedziałam się dopiero na dworcu autobusowym, 20 minut przed odjazdem.
A gdzie byliśmy, gdy nas nie było?
P.S. Gaba poczuła się u dziadków chyba lepiej niż w domu. Gdy pojechaliśmy ją uściskać i zabrać do siebie, udawała, że nas nie zna. Ykhm, to znaczy nie nas, tylko mnie. Na tatę zareagowała z entuzjazmem.