czwartek, 6 marca 2014

Dzieci to cyborgi.

- Dzieci to cyborgi. - rzekła niemrawo matka wpatrując się bezsilnym wzrokiem w filiżankę z trzecią tego dnia zimną kawą. W powietrzu unosiła się woń dziecięcej kupy. Atmosfera była już i tak nieznośnie nieznośna, a tu jeszcze dziecko musiało wsadzić rękę do nocnika i umazać się swoimi ekskrementami. Matka, wspominając moment, gdy zobaczyła uradowaną buźkę swej potomki przyozdobioną brązowym plackiem, opadła bezwiednie na fotel i bezgłośnie załkała.

Spojrzała pytająco na obrzydliwie słodką kawę zabieloną mlekiem modyfikowanym, ale ta ani myślała się odezwać. Powoli tylko kurczyła się w swej bezradności, całkowicie po chwili znikając.

- Trudno. - powiedziała matka. - Znajdę sobie inną przyjaciółkę.

Korzystając z chwili błogiej ciszy zakończonej trzygodzinnymi próbami uśpienia dziecka, matka przymknęła oczy i wygodniej ułożyła się w fotelu. Zasnęła dość szybko. W końcu cztery godziny snu w  nocy to jednak niekoniecznie dużo. 

Wtedy przed oczami pojawił się on. Był jeszcze przystojniejszy niż w tv, choć niższy i ogólnie drobniejszy. "No tak" - pomyślała. "Jednak legendy o tym,  jakoby telewizja miała pogrubiać nie są wcale przesadzone". Nie przeszkadzało jej to jednak. Podszedł do niej i bez zbędnego gadania przykrył polarowym kocem. Kazał odpoczywać. Zapewnił dziesięć razy, że naprawdę zajmie się dzieckiem. Przyniósł z kuchni herbatę z cytryną, pół kilo pierników i zarzekał się, że jak pójdzie jej w biodra, to może go zdzielić po pysku.
Uśmiechnęła się błogo, zamknęła oczy. On podszedł bliżej i dotkął jej twarzy. Jego skóra była tak miękka. Ciepła, delikatna, nieco obśliniona... 
Nagle poczuła, że ta ciepła dłoń zaczyna ją nieporadnie okładać po policzkach... szczypać w ucho..

Otworzyła oczy. Z odległości dziesięciu centymetrów patrzyły na nią pełne rozbawienia niebieskie ślepia.  Małe paluszki próbowały chwycić ją za włosy. Sczczerbata paszcza obśliniła czoło. 

Z gardła matki wydobył się jęk...





21 komentarzy:

  1. choć łączę się w sytuacyjnym bólu (nawet w kwestii wesołych ekskrementów - wczoraj Zocha wygrała ze mną bój o pieluchę...), to jednak z paszczy nie znika uśmiech :D
    cudnie piszesz! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To dobrze, bo taki efekt miał być ;-)))
      No i aż się zaczerwieniłam...

      Usuń
  2. hmmm ja dzis juz łzy i sline na twarzyy tez miala... ach te slodziaki małe :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja nie powiem, kto do mnie przychodzi i mnie kocykiem przykrywa. xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że jakbyś to głośno powiedziała, to mogłoby być ciekawie :P :P

      Usuń
    2. Może napiszę o tym posta :D Kiedyś.

      Usuń
    3. Ciekawa jestem szczerze :D

      Usuń
  4. Fajny sen :) tylko trochę brutalne przebudzenie :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Matczyna codzienność:))))

    OdpowiedzUsuń
  6. :) No tak... jakby tak matka miała mieć chwilę to obudzi ją dziecie na twarzy :) co do kupy już też mieliśmy akcję, na szczęście w miarę szybko opanowana. Nie wiem, co dzieciaki mają z ubóstwianiem nocnikowych pyszności

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To chyba bardzo fascynujące jest, mimo zapachu ;P

      Usuń
  7. Hahaha ;) Czyli nie tylko ja korzystam z zasobów dziecia odnośnie zabielaczy do kawy ;) I jak się marzenia kobity zmieniają gdy matką zostaję - kiedyś upojna noc, a teraz pół kilo pierników ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Po części się spodziewałam, że taki właśnie będzie koniec tego snu :)
    Dzieci to cyborgi i to bez baterii działają... szkoda, bo jakby je miały to czasem można by im je było wyciągnąć ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I np przedłużyć sobie błogi sen o poranku :P

      Usuń