- Dzieci to cyborgi. - rzekła niemrawo matka wpatrując się bezsilnym wzrokiem w filiżankę z trzecią tego dnia zimną kawą. W powietrzu unosiła się woń dziecięcej kupy. Atmosfera była już i tak nieznośnie nieznośna, a tu jeszcze dziecko musiało wsadzić rękę do nocnika i umazać się swoimi ekskrementami. Matka, wspominając moment, gdy zobaczyła uradowaną buźkę swej potomki przyozdobioną brązowym plackiem, opadła bezwiednie na fotel i bezgłośnie załkała.
Spojrzała pytająco na obrzydliwie słodką kawę zabieloną mlekiem modyfikowanym, ale ta ani myślała się odezwać. Powoli tylko kurczyła się w swej bezradności, całkowicie po chwili znikając.
- Trudno. - powiedziała matka. - Znajdę sobie inną przyjaciółkę.
Korzystając z chwili błogiej ciszy zakończonej trzygodzinnymi próbami uśpienia dziecka, matka przymknęła oczy i wygodniej ułożyła się w fotelu. Zasnęła dość szybko. W końcu cztery godziny snu w nocy to jednak niekoniecznie dużo.
Wtedy przed oczami pojawił się on. Był jeszcze przystojniejszy niż w tv, choć niższy i ogólnie drobniejszy. "No tak" - pomyślała. "Jednak legendy o tym, jakoby telewizja miała pogrubiać nie są wcale przesadzone". Nie przeszkadzało jej to jednak. Podszedł do niej i bez zbędnego gadania przykrył polarowym kocem. Kazał odpoczywać. Zapewnił dziesięć razy, że naprawdę zajmie się dzieckiem. Przyniósł z kuchni herbatę z cytryną, pół kilo pierników i zarzekał się, że jak pójdzie jej w biodra, to może go zdzielić po pysku.
Uśmiechnęła się błogo, zamknęła oczy. On podszedł bliżej i dotkął jej twarzy. Jego skóra była tak miękka. Ciepła, delikatna, nieco obśliniona...
Nagle poczuła, że ta ciepła dłoń zaczyna ją nieporadnie okładać po policzkach... szczypać w ucho..
Otworzyła oczy. Z odległości dziesięciu centymetrów patrzyły na nią pełne rozbawienia niebieskie ślepia. Małe paluszki próbowały chwycić ją za włosy. Sczczerbata paszcza obśliniła czoło.
Głowa do góry:)
OdpowiedzUsuńA to tak z przymrużeniem oka ;)
Usuńchoć łączę się w sytuacyjnym bólu (nawet w kwestii wesołych ekskrementów - wczoraj Zocha wygrała ze mną bój o pieluchę...), to jednak z paszczy nie znika uśmiech :D
OdpowiedzUsuńcudnie piszesz! :D
To dobrze, bo taki efekt miał być ;-)))
UsuńNo i aż się zaczerwieniłam...
hmmm ja dzis juz łzy i sline na twarzyy tez miala... ach te slodziaki małe :)
OdpowiedzUsuńI tak każdego dnia, prawda? ;-)
UsuńJa nie powiem, kto do mnie przychodzi i mnie kocykiem przykrywa. xD
OdpowiedzUsuńMyślę, że jakbyś to głośno powiedziała, to mogłoby być ciekawie :P :P
UsuńMoże napiszę o tym posta :D Kiedyś.
UsuńCiekawa jestem szczerze :D
UsuńFajny sen :) tylko trochę brutalne przebudzenie :)
OdpowiedzUsuńA za to jakie ciepłe i zaślinione :P
UsuńMatczyna codzienność:))))
OdpowiedzUsuń:) No tak... jakby tak matka miała mieć chwilę to obudzi ją dziecie na twarzy :) co do kupy już też mieliśmy akcję, na szczęście w miarę szybko opanowana. Nie wiem, co dzieciaki mają z ubóstwianiem nocnikowych pyszności
OdpowiedzUsuńTo chyba bardzo fascynujące jest, mimo zapachu ;P
UsuńHahaha ;) Czyli nie tylko ja korzystam z zasobów dziecia odnośnie zabielaczy do kawy ;) I jak się marzenia kobity zmieniają gdy matką zostaję - kiedyś upojna noc, a teraz pół kilo pierników ;)
OdpowiedzUsuńI żeby dupa od nich nie rosła ;P
UsuńHaha, taki life
OdpowiedzUsuńCo zrobić ;-)
UsuńPo części się spodziewałam, że taki właśnie będzie koniec tego snu :)
OdpowiedzUsuńDzieci to cyborgi i to bez baterii działają... szkoda, bo jakby je miały to czasem można by im je było wyciągnąć ;)
I np przedłużyć sobie błogi sen o poranku :P
Usuń