środa, 2 kwietnia 2014

Wózkowa cwaniara, czyli o tym, jak ułatwić sobie życie.

Stało się to, co nieuchronne i nieodwracalne. Od wczoraj nie mam w domu niemowlaka. Czy oddycham z ulgą? Nie zauważyłam. Czy jest mi smutno? Niekoniecznie. Czy się boję? O tak, jak co miesiąc - boję się, co moje dziecię wymyśli w kolejnym.



Kiedyś przeczytałam w jakimś mądrym rodzicielskim piśmie, że pierwszy rok jest najtrudniejszy. Dla dziecka, dla rodziców i tak ogólnie - w życiowym przetrwaniu. Co do tego nie mam jeszcze zdania. Ale jakoś nie chce mi się wierzyć, że od dzisiaj będzie łatwiej ;-)) 
Żal mi jednego - tych wymówek, na które mogłam sobie pozwolić będąc matką niemowlaka. Mając chodzące i zaczynające mówić dziecko nie wypada ich już używać. Chlip chlip... Będę tęsknic..  Ale może któraś z Was ma jeszcze czas, by móc je wykorzystać! Uwierzcie, że czasem się przydają ;-)

Źródło
1. Spanie w dzień po ciężkiej nocy.
Spanie, to zaraz po blogowaniu, moje ulubione zajęcie. Od zawsze. Od zarania dziejów. A urlop macierzyński był ostatnio jedynym czasem, kiedy mogłam sobie pozwolić na godzinną drzemkę w dzień. Przecież nikt nie musi wiedzieć, że to nie absolutna potrzeba, a zwykła chęć przytulenia się do poduszki wygrywa czasem ze stertą niewyprasowanych ubrań. Noce z niemowlakiem w jednym domu są w końcu tak wyczerpujące!!

2. Chodzenie po świecie bez makijażu.
Szczerze i otwarcie przyznaję, że po urodzeniu Gaby wrzuciłam na luz, jeśli chodzi o wygląd mojej twarzy. Przedtem wszystko musiało wyglądać w niej perfekcyjnie, a w połogu nawet spuchnięta twarz i nieprzeciętnie duże cienie pod oczami nie robiły na mnie większego wrażenia. Dziecko u boku usprawiedliwiało mnie przed przypadkowo spotkanymi ludźmi. Jestem matką, mam prawo być brzydka! Przynajmniej tymczasowo...

3. Omijanie kolejki w przychodniach, urzędach, marketach.
Wiem, że w większości przypadków pierwszeństwo matki z dzieckiem to tylko pobożne życzenie. Dlatego trzeba o swoje prawo walczyć i zwyczajnie się "wpychać". Można też spróbować podejść do zagadnienia bardziej przebiegle. Moje sprawdzone sposoby? Na zakupach dobrze jest wyglądać DOBRZE. A już przy kasach poszukać tej, gdzie w kolejce jest najwięcej facetów. Najczęściej któryś się orientuje i jesteśmy chociaż o 2 minuty "do przodu" ;-)
Na bardzo opornych interesantów w kolejce do urzędu lub lekarza najlepiej sprawdza się wybuch płaczu. Matki, nie dziecka. Jest to wyższa szkoła jazdy, ale przetestowałam - działa perfekcyjnie!

4. Bałagan w domu.
Najczęściej jest wynikiem punktu 1, ale znowu - nikt nie musi o tym wiedzieć! Przecież małe dziecko tak strasznie bałagani... No i właściwie jest to jedyna wymówka, którą mogę nadal stosować... :-)

5. Kiepski nastrój.
A jak można mieć dobry nastrój, gdy non stop siedzi się z dzieckiem w domu, bo jest np. zima albo leje deszcz?? Albo dziecko chore? Albo upał 35 stopni i nie da się wyjść przez 3/4 dnia??? Depresja gwarantowana! I wcale nie trzeba tłmaczyc się bólem głowy.

6. Ulatnianie się z rodzinnych imprez.
Ten punkt lubię najbardziej, zwłaszcza, gdy atmosfera na rodzinnym spotkaniu zaczyna robić się niezdrowa. Mając niemowlaka zawsze jest powód, żeby wyjść - choćby do drugiego pokoju. Karmienie, przewijanie, przebieranie, usypianie... Te czynności mogą trwać nawet całą wieczność, jeśli nie mamy ochoty na powrót do gości!


A Wy macie swoje macierzyńskie wymówki i sposoby na ułatwienie sobie życia? Chętnie poznam inne, szczególnie takie, które nadal będę mogła stosować ;-)) W końcu w życiu chodzi o to, żeby je sobie maksymalnie ułatwiać, a nie rzucać kłody pod nogi. Prawda? 

______
 Polub nas na Facebooku! ;-)

19 komentarzy:

  1. Małe dziecko to też dobra wymówka :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Polka niedługo skończy 2 lata i jakos mi się wydawało, ze ten drugi rok trudniejszy, w czasie pierwszego odpoczywałam, a teraz hardcor- ciągle coś ode mnie chce :P
    Ulatnianie się z imprez, to lubię :) Bałagan w domu jest wciąż, wczoraj salon wysprzątany, dzisiaj zasłany zabawkami- niech mi ktoś powie, ze opłaca się to chować...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja chowac muszę chociaż do tych kartonów, co stoją po kątach ( w szafach nie ma miejsca na zabawki), bo byśmy się pozabijali w tym naszym jednym pokoju :P

      Usuń
  3. W przypadku Irka pierwszy rok był rzeczywiście ciężki. Ale wpływ na to miało też Irkowe zdrowie.
    Później był luz:) W sumie długo nie trwał, bo w brzuchu rósł Jerzu. Ale z Jerzem jakoś od początku łatwiej.

    Wymówki na 'małe dziecko' znam, polecam i stosuję nawet po skończonym roku:) Szczególnie właśnie na imprezach.
    Kolejki nie udaje nam się niestety omijać:/ Obserwuję nawet to, co w ciąży miałam - biegiem przed tą kobietą w ciąży/z dzieckiem.

    Brak makijażu i taki tam sobie strój usprawiedliwiam dziećmi, ale staram się to zmieniać. W końcu szczęśliwa mama - szczęśliwe dziecko;) Czy jakoś tak.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Skoro znasz, to dawaj więcej!! Chętnie zapożyczę :D

      Usuń
  4. Bianka ma prawie 17 miesięcy, ale sytuacje przepuszczania nas w kolejce są mi zupełnie obce. Ludzie (zazwyczaj stare babcie) wręcz pchają się na mnie z koszykiem bądź lecą na złamanie karku by zdążyć do dopiero co otwartej kasy. Z chęcią to ja wypróbuję zatem Twoje sposoby;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spróbowac nie zaszkodzi, mam nadzieję, że odniesiesz oczekiwany skutek :D

      Usuń
  5. Ja bym nie powiedziała że po 1 roku się kończy :P

    OdpowiedzUsuń
  6. Haha, o tak, dziecię ratuje przed niekończącymi się spotkaniami rodzinnymi :D
    ale drzemek zazdroszczę - mi nigdy, nigdy się nie udało. Zawsze było coś innego do zrobienia (no dobra, to pewnie dlatego, że nawet w najgorszej fazie zmęczenia, silniejsza była potrzeba spokojnej kąpieli... ;)). A teraz macierzyński za mną i już na sen w ogóle nie ma szans :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szczerze? Ja też bym je mogła na palcach ręki policzyc... Strasznie nadgorliwa byłam ;P

      Usuń
  7. Nie, skończenie pierwszego roku przez dziecia nie zwalnia od korzystania z wymówek ;)
    Ja ostatnio często stosowałam punkt 6, bo takie nieciekawe imprezy sie nadarzały.
    Ja bym dodała jeszcze jeden - bezkarne wykorzystywanie babci/cioci/dziadka i zostawianie ich sam na sam, by samemu pospać, poczytać, film obejrzeć, na szmaty pójść: bo przecież tak rzadko się widują, to nie będę im przeszkadzać i się narzucać ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hmmm... Twój pomysł muszę jak najszybciej wdrożyć w życie, bo do tej pory ciężko mi to przychodziło, a to przecież genialna wymówka :)

      Usuń
  8. no nieźle... Czyli nie tylko ja:D

    OdpowiedzUsuń
  9. Haha, opuszczanie nudnych imprez rodzinnych udaje się nawet przy ośmiolatce :)
    A co do omijania kolejek.. jak młody w nosidle sypiał jeszcze, to pani w pewnym sklepie zawsze zapraszała nas bez kolejki. To były czasy. Co tam, że większość czekających wilkiem na mnie patrzyła.

    OdpowiedzUsuń
  10. 4 i 6 z powodzeniem stosuję cały czas ;)
    A drugi rok hmmm jakby to powiedzieć. Nie będziesz się nudzić, oj nie ;)))

    OdpowiedzUsuń
  11. No cóż, dla mnie od samego początku moja dwójeczka była wymówką, choć dała mi popalić w pierwszych miesiącach ;-) i to jak!

    OdpowiedzUsuń