Pokazywanie postów oznaczonych etykietą seriale. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą seriale. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 4 marca 2014

O siedmiu serialach, których nie obejrzałam do końca...

... bo zabrakło mi czasu. Albo zabrakło miejsca na darmowych serwerach. Były też takie, które zwyczajnie mnie nie wciągnęły, ale te należą do mniejszości, bo doprawdy - jestem serialową maniaczką. 


A nie, zaraz... Ja BYŁAM serialową maniaczką.
No bo teraz to... sami wiecie ;-)

Nie da się obejrzeć wszystkich seriali, które są tego warte, nawet jeśli ograniczymy się tylko do amerykańskich. Poza tym, badźmy szczerzy - siódmy czy dziesiąty sezon nie robi już na widzu takiego łał, jak 2-3 początkowe. Dlatego niezmiennie będę twierdzić, że o wiele lepsze wrażenie pozostawiają po sobie produkcje, których twórcy nie próbują przeciągać w nieskończoność na zasadzie "dobrze się sprzedaje, zróbmy tego więcej". I tak do znudzenia, choćby główny bohater miał trzy razy zmartwychwstać.
Mimo wszystko, większość z pozycji z poniższej listy chciałabym kiedyś obejrzeć do końca. I powiadam Wam, zrobię to. Choćby miało to być dopiero na emeryturze. 



1. Dexter

Ależ to był szał!! Krew sikała po ścianach, komponując najpiękniejsze czerwone abstrakcje, jakie nasze pokolenie widziało! Rudowłosy (?) spec od owej krwi, pracujący w departamencie policji, okazywał się seryjnym mordercą, który... ratował świat! Morderca - bohater, zabijał tylko innych, przebrzydle seryjnych i zdegenerowanych typów. "Dexter" był chyba pierwszym serialem stacji Showtime, który zdobył tak wielką popularność. Szalałam za nim i ja, ale tylko przez pierwsze trzy sezony. Szczerze mówiąc nie pamiętam, dlaczego przestałam oglądać kolejne odcinki. Żałuję i to bardzo!

A jeśli już jesteśmy przy Michaelu C. Hall'u.. Pamiętacie jeszcze jego bajeczną rolę homoseksualnego Davida - jednego z braci Fisher, prowadzących dom pogrzebowy? Według mnie był najbardziej wyrazistą postacią w Six Feet Under, choć to w Peterze Krause się podkochiwałam. Tematyka serialu była nietypowa jak na "tamte czasy" (2001-2005), bo traktowała głównie o śmierci... Nie pamiętam innej, tak odważnej produkcji, która powstałaby w tych latach.
Z tego, co pamiętam, nie udało mi się znaleźć ostatniego sezonu SFU, nad czym długo ubolewałam. Jakiś czas później niechcący przeczytałam zakończenie... No i sprawa się rypła. I było mi smutno.

3. Californication

Kolejny hit stacji Showtime i David Duchovny, w którym absolutnie do szaleństwa kochałam się jako nastolatka. W roli Hanka Moody'ego Duchovny rozwalił mnie całkowicie, w trakcie samego pierwszego sezonu straciłam przytomność z uwielbienia jakieś sto tysięcy razy, a potem coś (znowu nie wiem, co) się zadziało i kolejnych odcinków już nie obejrzałam. Łot e szejm!
Kiedyś do niego wrócę, nie tylko dla mojego ulubieńca, bo tu moją ulubioną postacią jest jednak Charlie i jego małżeńskie "perypetie".

4. Mentalista (The Mentalist)

Historia pewnego oszusta, który po stracie żony i córki postanawia dorwać mordercę. Nie byłoby w tym nic wyjątkowego, ale ów oszust przestaje oszukiwać, zatrudnia się w CBI (Kalifornijskie Biuro Śledcze) i mimo, że jest obłędnie inteligentny i przystojny, to żyje w celibacie.
Lubiłam. Wielbiłam. Kochałam. No ale, kurwa! Ile lat można szukać jednego Red Johna? Daję słowo, wnerwiłam się i rzuciłam Mentalistę po czwartym sezonie. Moje nerwy po prostu już tego nie wytrzymały. Przyznaję, wciąż jestem ciekawa rozwiązania zagadki i może kiedyś się pokuszę o dokończenie serialu, zwłaszcza, że prawda (podobno) wyszła już na jaw i moja ciekawość ma sporą szansę na zaspokojenie.

5. Dochodzenie (The Killing)

Najlepszy serial kryminalny, jaki kiedykolwiek widziałam. A widziałam cały jeden sezon. Nie pamiętam, co takiego się zdarzyło, że nie sięgnęłam po kolejne (skleroza?), ale mam nadzieję, że są równie mroczne i profesjonalnie zrealizowane. Serial opowiada o zabójstwie młodej dziewczyny i późniejszym śledztwie w tej sprawie, a mrocza atmosfera przenika widza do szpiku kości. Zresztą, najlepszą rekomendacją jest to, że w "The Killing" maczała palce Agnieszka Holland. Nie oglądajcie tego po ciemku.

6. Białe Kołnierzyki (White Collar)

W przypadku White Collar nie jest tak źle, bo w plecy mam tylko ostatni sezon i zamierzam go nadrobić, jak tylko me dziecko pójdzie do przedszkola lub wyjedzie na najbliższe kolonie.
Neal Caffrey jest absolutnie najbardziej charyzmatyczną serialową postacią w moim osobistym kobiecym rankingu. Błyskotliwy, przystojny, szarmancki i do tego piekielnie zdolny fałszerz dzieł sztuki współpracujący z FBI. To pierwszy powód, dla którego warto obejrzeć ten serial. Drugim powodem są świetnie napisane komiczne dialogi. W sumie trudno określić, czy to bardziej film akcji, czy dobra komedia.

7.  Homeland.

Zaczęłam oglądać, gdy TVP rozpoczęła emisję. Ale kolidował mi z innym serialem w TV ;-)))
W efekcie skończyło się na 6-7 odcinkach, ale daję słowo, że skonam, jeśli nie obejrzę. Mało który serial potrafił mnie tak zafascynować po jednym odcinku. I fantastyczna Claire Danes w roli głównej... Chyba mam już plan na najbliższy rok emerytury!

W trakcie pisania przypomniałam sobie jeszcze o co najmniej pięciu, ale dam już spokój z wydłużaniem listy. Tamte chyba nie były warte mojego cennego czasu - z ostatnimi sezonami LOST na czele. Prawda jest jednak taka, że z czasem tych tytułów będzie tylko przybywać. Nooo, chyba, że ktoś wyśle mnie na superdługie wakacje na bezludnej wyspie i podłączy mi tam zawrotnej szybkości WiFi!!