Gdy chodziłam do szkoły, największą obelgą, jaką można było usłyszeć było "ty wieśniaku" - w wersji damskiej "ty wieśniaro" lub "ty wsiuro". Wtedy jeszcze dzieciaki wychowujące się na wsi wstydziły się swojego pochodzenia. Dziś największą zniewagą (i kłamstwem) byłoby nazwanie mnie mieszczuchem.
Dla dorastającej dziewczyny mieszkanie kilkanaście kilometrów od miasta nie było wcale łatwe. Zwłaszcza, że prywatnego środka lokomocji zwanego samochodem nie dane było nam uświadczyć. Trzeba więc było polegać na pożal się Boże transporcie publicznym i prywatnych przewoźnikach. Znaczy się - po godz. 20-tej żadnego dojazdu do domu. W dodatku przez wiele lat na przystanek autobusowy maszerowało się nieutwardzoną drogą. Żadne, choćby najlepiej wyczyszczone, buty nie miały szans - błoto czaiło się na każdym kroku. Kilkanaście dobrych lat marzyłam, by móc przeprowadzić się do miasta i mieszkać w bloku. Tak, to było moje marzenie! Które zresztą spełniło się, a wtedy... Szybko okazało się, że duszy mieszczucha nigdy mieć nie będę.
Życie w mieście, owszem, jest wygodniejsze - szereg sklepów dwa kroki od domu, ośrodki kultury, place zabaw, transport miejski. Nie trzeba martwić się o ogrzewanie, ciepłą wodę i o to, że dach przecieka. Życie w mieście jest też tańsze - wystarczy sprawdzić koszt tony węgla lub porównać, jaką marżę narzucają wiejskie sklepiki na każdy z towarów. Nie trzeba odśnieżać podwórka, nie trzeba grabić liści...
Ale wyobraźcie sobie, że jest słoneczny majowy/lipcowy/wrześniowy poranek. Zaraz po wstaniu z łóżka, jeszcze w pidżamie, otwieracie szeroko drzwi wejściowe i z filiżanką kawy w dłoni wychodzicie do ogrodu. Rozsiadając się na ławce łapiecie pierwsze promienie słoneczne, słuchacie śpiewu ptaków i szumu drzew z pobliskiego lasu. Na obiad gotujecie dziecku warzywa absolutnie ekologiczne, samochodzielnie zasiane i zebrane. Na spacery chodzicie nie do usłanego psimi kupami parku, ale do prawdziwego lasu. Fakt, koła wózka, dziecięce buciki,a także Wasze ulubione adidasy będą uwalone w błocie, ale co z tego?
Nie zaaklimatyzowałam się w mieście. Nie znoszę korków, duszę się w małym mieszkaniu, irytuje mnie balkon o szerokości metra. Do kina i tak chodzę raz na ruski rok. Szczerze? Mam cichą nadzieję, że kiedyś uda nam się zamieszkać w domu z ogrodem, choćby przy megabłotnistej drodze.
Nie mówcie więc do mnie per "ty mieszczuchu", bo się obrażę i basta!

To też i moje marzenie :)
OdpowiedzUsuń;-)
UsuńMy też jesteśmy teraz wieśniakami, pomimo wcześniejszego życia w miasteczkach a nawet miastach. Teraz mieszkamy na wsi i musimy się jeszcze tego nauczyć :D
OdpowiedzUsuńA nie jest to wcale proste, prawda? Sporo na głowie ;-)
UsuńNie nie... że nie możemy okna otworzyć w obawie przed muchami :P ale na razie widzę więcej plusów, więc warto :D a się człowiek nauczy, choć łatwo nie jest
UsuńBo to jest wyższa szkoła jazdy ;)
UsuńA ja wyprowadzilam niedawno na wies.... ale mieszkam w bloku ;p nie stac mniena domek :) ale mam las, to taka wies kolo miasta nie wiem czy sie liczy, na pwno duzo spokojniej niz w miescie, ogrodek mam, tak wiec chyba tak pol na pol-troche ze mnie wiesniara a troche miszczuc teraz :)
OdpowiedzUsuńPewnie, że się liczy - cisza, spokój, ogródek i marchewka :D
UsuńA ja stałam się 'wieśniakiem' niedawno i nie mogę doczekać się z powrotem bycia 'mieszczuchem'.
OdpowiedzUsuńŻycie na wsi zdecydowanie nie jest dla mnie. Ja do życia potrzebuję gwaru, tłumu, korków, ludzi przede wszystkim, a nie ciszy takiej, że w uszach piszczy...
Dla mnie najlepsze rozwiązanie to dom na wsi i praca w mieście - jak się wraca po całym dniu w gwarze to ma się ochotę tylko na błogi spokoj :)
UsuńFajnie. Chyba każdemu mieszczuchowi marzy się w końcu cisza i błogi spokój, z dala od tych wszystkich wyścigów:)
OdpowiedzUsuńChyba nie każdemu właśnie :P Co widać w komentarzach ihihi :)
UsuńA ja chciałabym mieszkać i na wsi i w mieście. Tzn. w zimie wolałabym mieszkać w mieście, zeby nie odśnieżać, nie martwić się o ogrzanie domu itp. A w lecie w wakacje wyjeżdżałabym do swojego domku na wsi i tam spędzała cudowne lato. O! To jest rozwiązanie.
OdpowiedzUsuńUkład idealny!! Trzeba mieć dwa domy :D
UsuńWiesz, ja jednak bardziej miastowa mimo wszystko jestem. uwielbiam i uwielbiałam. :)
OdpowiedzUsuńCiekawa jestem co powiesz, gdy zamieszkasz w dużym mieście...bo ja miałam to samo - ciągnęło mnie do wielkich metropolii i w życiu bym nie pomyślała że zatęsknię za wsią. A tu taki klops :D
UsuńI chyba wszystko zależy od Was. Ja to miastowa, bez dwóch zdań, cóż zrobić ;)
OdpowiedzUsuńTylko co zrobić, jak się dwa przeciwieństwa ze sobą zejdą?:P
UsuńJa sprobowalam życia w mieście i faktem jest, że żyje się wygodniej ale po pewnym czasie zaczęło brakować właśnie tego ogródka, tej ciszy i spokoju :)
OdpowiedzUsuńFajne to jest bez dwóch zdań :)
UsuńNo proszę, a ja 20 lat mieszkałam w małym miasteczku, w domu jednorodzinnym z wielkim ogrodem, który sadził mój pradziadek. To wspomniane wyjście w piżamie o poranku z kawą na ławeczkę/huśtawkę, obiady w ogrodzie, to dla mnie nic nadzwyczajnego, wręcz normalka kiedy mieszkałam z rodzicami. A teraz mieszkam w samym centrum Łodzi (ul. Piotrkowska zresztą), a za chwilę się przeprowadzamy... dwie ulice dalej! Bo nie wyobrażamy sobie nie mieszkać w centrum (przynajmniej tego miasta). Jest super, mamy widok z okna na ogród/skwerek, jest totalnie cicho za oknem, bo nie mamy widoku na stronę ulicy, wszędzie jest blisko, jeżdżę rowerem i komunikacją miejską, co naprawdę lubię:) Najważniejsze to cieszyć się swoim miejscem, gdziekolwiek by ono nie było... ;)
OdpowiedzUsuńTo też dużo zalezy od tego, w którym miejscu tego miasta mieszkasz, co jest w pobliżu itp. U mnie niby blisko centrum, ale z wózkiem iść za daleko, niby blisko Zdrowie, ale trzeba godzinę poświęcić, by się tam dostać pieszo.. No i ta wielka płyta... bleh :P
Usuńa ja bym chciala byc wiesniakiem,mieszkac za miastem w domku z ogrodem i tak wychowac dzieci na lonie przyrody.... miasta,bloki,to nie dla mnie. niestety mieszkam i w bloku i w miescie.
OdpowiedzUsuńŁączę się w bólu zatem ;-)
Usuńotóż to!
OdpowiedzUsuńja z centrum miasta w końcu wyprowadziłam się na obrzeża, a choć nadal do bloku - jest dobrze, bo obok ogródki działkowe, las i mnóstwo podmokłych łąk. A do pracy nadal dotrzeć łatwo.
a dom nam się marzy, marzy mocno (choć najlepiej w Japonii, a jak ;))...
Hmm.. Japonia to i moje marzenie, choć niekoniecznie na stałe :-)
UsuńI we mnie drzemie malomiasteczkowy duch który ciągnie mnie do rodzinnych stron. A dorastanie miałyśmy podobne ;)
OdpowiedzUsuńI fajnie jest od czasu do czasu wracać w rodzinne strony, prawda?:)
Usuń