Wiecie co? Nie spodziewałam się, że będzie aż tak trudno wybrać zwyciężczynie naszego konkursu. Uczestniczek było 16, a odpowiedzi tak chwytające za serce, że z prawdziwym bólem decydowałam, komu "się należy", a "komu nie". I tak - zamiast jednej czy dwóch, jest aż 5 nagrodzonych!
Czym się kierowałam? Wybaczcie, ale niczym obiektywnym... Po prostu wybrałam te odpowiedzi, które ujęły mnie najbardziej.
I tak:
Nagrodę główną, czyli Makowego Słonia od Jasiulowej, oraz krawat i muchę od "Tolken.pl" wygrywa Żaneta B.
Lalkę - przytulankę od "Lulaki" otrzymuje Bellove.
Body od "Dejna" trafiają do Matki Browar.
Przytulanka od "Szyte Malowane" wędruje do Oli D.
Kołnierzyk od "Zlepka.com" wygrywa Ewelina Woźniak.
Dziewczyny gratulujemy Wam bardzo serdecznie! Czekam na e-maile z Waszymi adresami do wysyłki!
A teraz, abyście wszyscy mogli przeczytać te najfajniejsze moim zdaniem historie z przeszłości, odpowiedzi laureatek. Przyjemnej lektury!
Żaneta B. (fragmenty):
Kiedyś, kiedy mój synek poprosi
mnie, abym opowiedziała mu o chwilach, kiedy byłam małą dziewczynką, z ulgą sięgnę
pamięcią po te obrazy z głowy, które wywołują uśmiech na mojej twarzy.
Opowiem mu o
zabawie w podchody. Z nadzieją, że nie będzie siedział na boiskowej ławce i
zastanawiał się co z sobą począć. Przedstawię mu zasady gry i zachęcę aby
sięgnął po kredę i zabrał kolegów do wspólnej gonitwy po całym osiedlu.
Podaruje mu zatem zapał i sposób na nudę.
Wspomnę mu o
moich wakacjach. O jeździe na kucykach, o dyskotekach dla dzieci w rytm
„Mydełka Fa”. O tym cudownym zapachu rosy o poranku, który witał mnie każdego
dnia, kiedy wychodziłam na ganek naszego wakacyjnego domku.
Ofiaruję mu garstkę wspomnień i
zabiorę go w miejsce, które wiąże się właśnie z tymi wakacjami „naj”.
Jest też coś,
a może raczej ktoś.
Wiekowo trochę odstaje
od obecnego właściciela, ale nie ujmuje to mu to ani troszkę uroku osobistego.
Puszek.
Mały, biały miś o czarnych
(obecnie nieco już wyblakłych) oczkach i małym, zgrabnym nosku. Puszek ma
dwadzieścia sześć lat. Najpierw dostała go moja siostra, a Bartkowa ciocia.
Następnie odziedziczyłam go ja. Puszek był ze mną zawsze i wszędzie. To typ misia,
bez którego nie można zasnąć i który odpędza strachy w obcych i nowych
miejscach.
Kiedy miałam
trzy lata pojechałam wraz z mamą do Centrum Zdrowia Dziecka, gdzie musiałam
przejść operację ortopedyczną na nogi. Zabawne jest to, że nie pamiętam tej
operacji, ani chwil tam spędzonych, ale pamiętam jak przemierzałam korytarz na
chorych jeszcze nóżkach, a w ręku za łapkę wisiał jakby przyklejony do niej –
Puszek. (...)
Najpiękniejsze jest to, że zasypia często z rączką w której spoczywa Puszkowa łapka. Chyba nawiązuje się między nimi więź, taka którą właśnie chciałam mu podarować ze swojej przeszłości. Taka, która łączyła mnie i misia Puszka.
Bellove:
Z czasów mojego dzieciństwa najchętniej podarowałabym mojej córce tą codzienną, bezinteresowną i prawdziwą miłość jaką obie z siostrą każdego dnia dostawałyśmy od rodziców. Dziś wiem, że jest to najprawdziwszy prezent jaki kiedykolwiek mogli nam oni dać. Prawdziwy dom, gdzie liczyło się zdanie wszystkich, gdzie każdy każdego szanował. Gdzie liczyła się szczerość. Podarowałabym jej niezliczoną liczbę przytulasów w ciągu dnia i całusków na dobranoc, tak aby wiedziała, że jest naprawdę ważna. Poświęcałabym jej tyle czasu ile by potrzebowała, by nigdy nie musiała bawić się sama gdy potrzebuje mnie obok. Po prostu chcę dla Zosi jak najlepiej i podaruję jej miłość, którą sama kiedyś otrzymałam i za co każdego dnia jestem niesamowicie wdzięczna!
Matka Browar:
Smaki z dzieciństwa
Myślę, że najchętniej podarowałam bym moim dzieciom poniższe smaki z dzieciństwa... Smaki, których już nie ma, a jeśli nawet są, to już nie mają takiego czaru jak dawniej, w czasach głębokiego PRL i we wczesnych latach dziewięćdziesiątych :) Smaki, za którymi sama tęsknię i wspominam z rozrzewnieniem, bo wspomnienia o nich łączą się ze wspomnieniami sielankowych chwil mojego dzieciństwa.
Zdecydowanym faworytem jest Vibovit :) Oczywiście wyjadany palcem! Ten kwasowy proszek, zlizywany z brudnego palucha i wydzielany po saszetce raz na kilka dni dawał tyle radości!
Kaskada – napój o bliżej nie określonym, cytrusowym smaku, moooocno gazowany, w szklanej brązowej lub zielonej butli. Najlepszy schłodzony, choć i ciepły smakował, a bąbelki wtedy jeszcze bardziej łaskotały w podniebienie. Pijąc Kaskadę wydawało nam się, że tak smakuje „wielki świat”.
Kasztanki – te czekoladki są na rynku i teraz. Jednak mnogość innych pralinek nie pozwala już tam mocno docenić tego wyjątkowego smaku.
Guma do żucia Turbo – niepowtarzalny smak i ta twardość gumy, zanim się ją przeżuło i można było puszczać balony. No i te fantastyczne historyjki z pięknymi samochodami i motorami!
Wafelek Kuku-Ruku - fajny, kakaowy smak, chrupkość i te cudowne naklejki, które można było kolekcjonować. Kuku-Ruku jest chrupiące i kosztuje 2 tysiące!
Ola D.:
Co z własnego dzieciństwa dałabym moim dzieciom...
Zabawki - jeśli już w ogóle je kupuję - staram się wynajdywać podobne do tych, którymi sama się bawiłam. Mamy metalowego bąka, cymbałki, dziobiące kurki
, piłki, kredki i farby. Pchełki, bierki i domino czekają aż dzieci do nich dorosną. Robimy samoloty z papieru, bawimy się wszystkim, co znajdujemy w domu...
Ale oprócz tego wszystkiego podarowałąbym moim chłopakom nasz spokój i beztroskę, bezpieczeństwo, jakie wtedy panowało na ulicach, dzięki któremu ja i moje koleżanki mogłyśmy hasać goło nad rzeką, wracać same z przedszkola, szaleć na podwórku nawet po zmroku, wybierać się na sanki na drugi koniec miasta a nawet zapuszczać się do opuszczonych budynków po hucie szkła. A mój syn będzie mógł bawić się tylko w okolicach naszego bloku, a przyprowadzać go będziemy musieli nawet we wczesnych latach podstawówki:( Bo wszędzie mogą czyhać pedofile lub porywacze:/
Ewelina Woźniak:
Co mogłabym podarować swoim dzieciom z moich czasów??
Długo się zastanawiałam nad tym pytaniem, ale zdecydowanie byłoby to brak urządzeń elektrycznych.
Długo się zastanawiałam nad tym pytaniem, ale zdecydowanie byłoby to brak urządzeń elektrycznych.
Swoje dzieciństwo pamiętam doskonale tylko bez takich urządzeń i było to najlepsze dzieciństwo jakie mogłam mieć.
Miałam mnóstwo przyjaciół, swój wolny czas spędzałam na dworze przed blokiem. Wszystkie zabawy wymyślałam sama ze znajomymi, nie potrzebne nam były rzeczy za które musielibyśmy płacić. Bawiliśmy się wszystkim tym co było pod ręką. Kamykami, patykami, kartonami albo gazetami. Chciałabym aby moje dzieci przez jeden dzień mogły by żyć tak jakby nigdy wcześniej nie miały interaktywnych zabawek, urządzeń elektrycznych. Chciałabym aby miały tą możliwość wsłuchania się w siebie i zrobienia czegoś z niczego, np. bazy pod stołem ze zwykłego koca. Żeby posiedziały pod stołem kilka godzin i stwierdziły: "Mamo! Nigdy w życiu się tak fajnie nie bawiłam". W dzisiejszych czasach mimo iż zabawa dziecka może potrwać jakiś czas, to i tak w końcu pod koniec dnia przyjdzie do rodzica i spyta się "Mogę obejrzeć bajkę". Ja nigdy o to swoich rodziców nie pytałam, a co wieczór wymyślałam coś z czego miałam ogromną frajdę!
Ale sie cieszymy z lalki! Dziekujemy slicznie :) i przesylamy swiateczne usciski :)
OdpowiedzUsuńAle oryginalne wypowiedzi, nie dziwię sie wcale,że miałaś problem. :) gratulacje dla zwyciężczyń! :) Przewijka :D
OdpowiedzUsuńDziekujemy pięknie!! :)))
OdpowiedzUsuńGratulacje :)
OdpowiedzUsuńCudownie, dziękujemy za wygraną :) To moja pierwsza nagroda w konkursie blogowym :) Gratuluję wszystkim pozostałym dziewczynom :)
OdpowiedzUsuńDziękuję i gratuluję wszystkim wyróżnionym Dziewczynom:)
OdpowiedzUsuńDziękuję ślicznie za wyróżnienie! :)) Pozdrawiam Ewelina W
OdpowiedzUsuń